Oficjalna strona WWW Krakowa. Strona oficjalna to taka, za którą płacą podatnicy. Sprawdźmy, za co zapłacili…
Najwyraźniej cena za serwis była zbyt niska, bo autorzy nie raczyli uwzględnić zasad dostępności w linkach. Kolory użyte w poziomym menu wołają o pomstę do nieba, podobnie jak kolory użyte w treści strony. Widać to wyraźnie przy sprawdzeniu przez Colour Contrast Analysera.
Czcionki (oczywiście?) są źle dobrane i za małe, zupełnie tak jakby wszyscy mieli sokoli wzrok. W końcu na co komu dostępność serwisu miejskiego, gdy liczy się „dizajn”?
Teoretycznie strona ma wersję angielską, francuską i niemiecką, ale nie sposób się do nich dostać klikając na link. Żeby je obejrzeć, musiałem otworzyć je w nowych panelach. Czyżby autorom nie starczyło wyobraźni i nie przewidzieli sytuacji, gdy obcokrajowiec usiłuje się czegoś dowiedzieć o Krakowie, korzystając z polskiej przeglądarki?
Wersje obcojęzyczne też mogą zadziwić. Nigdy nie spodziewałem się, że będę rozumiał teksty z wersji francuskiej, a tutaj proszę: Our City, Municipality, Photo of the day…, Take a look…
Wedle znaczka strona jest zgodna z XHTML 1.0 Transitional, ale przecież wynik przepuszczenia przez walidator W3C to nie wszystko. Autorzy ucieszeni możliwością wrzucenia sobie „trendi-znaczka W3C” zapomnieli już o zrobieniu porządnego arkusza CSS i tutaj walidator CSS pokazuje aż 11 błędów i 41 ostrzeżeń.
Zastanawiające, że w budżecie całego serwisu znalazło się kilka tysięcy złotych na „dostosowanie” całego serwisu do odczytywania przez IWR – „przeglądarkę” dla niewidomych. Gdyby ktoś zainwestował tych kilka tysięcy w osobę mającą pojęcie o standardach W3C, to nie trzeba byłoby tworzyć profilu dla pseudoczytnika IWR.
Stronę zrobili fachowcy (?) z AGH. Po jej obejrzeniu na usta ciśnie się stare powiedzonko: „tu nie politechnika, tu trzeba myśleć”.
Mój komentarz?
Wstyd, w dodatku międzynarodowy…
