Rurarze…

Aktywność działań mocno mi spadła w ostatnich dniach, co się przełożyło na kompletny niedoczas i opóźnienia w recenzjach kolejnych stron kandydatów. Przyczyną tego spadku aktywności są rurarze.
Zacznijmy od początku. Mieszkam w 11-piętrowym wieżowcu, składającym się z czterech klatek. Na każdym piętrze są trzy mieszkania, co daje trzy tzw. „piony” na klatkę, czyli 12 pionów na blok.
Gdzieś w początkach czerwca administracja mojego osiedla zwołała zebranie mieszkańców informując, że oto rozpoczynają wymianę instalacji CO (centralnego ogrzewania) w całym bloku. Co prawda blok nie był ujęty w planach remontowych na ten rok, ale podobno wygospodarowano środki i trzeba to potraktować jako wyróżnienie, a może nawet i nagrodę.
Jak łatwo się domyśleć, mieszkańcy ucieszyli się z tej atrakcji, zaplanowanej przez spółdzielnię w sezonie ogókowym. Jako że żaden z lokatorów nie miał absolutnie ani grama planów wakacyjnych, to okrzykom zachwytu i zadowolenia nie było początku.
Mieszkańcy mojego bloku zdecydowali się przyjąć owo wyróżnienie, bo i nie bardzo było się do kogo odwołać. Poza tym wszystkim wydawało się, że operacja, choć uciążliwa, to jednak będzie przeprowadzona szybko i sprawnie.
Najwięksi optymiści uważali, że prace będą przebiegały stopniowo, wzdłuż pionów mieszkań. Prace zostały zaplanowane na mniej więcej 12 tygodni, co można było zrozumieć jako „1 pion w 1 tydzień”. Owo optymistyczne podejście miało podstawy w wyliczeniach dokonywanych przez mieszkańców, gdyż w pięciu dniach roboczych spokojnie wszystko udawało się zmieścić:

  1. Początek prac. Wycinanie rur CO z mieszkań, wymontowywanie kaloryferów i ich płukanie oraz wycinanie rur w piwnicach i instalacja nowych.
  2. Ciąg dalszy prac z dnia pierwszego. W piwnicach montowanie wylotów z rur CO do pionów rur biegnących przez mieszkania.
  3. Koniec płukania kaloryferów i dokonywanie niezbędnych poprawek. Rozpoczęcie montowania rur CO w mieszkaniach.
  4. Ciąg dalszy montowania rur w mieszkaniach.
  5. Zakończenie montowania rur i dokonywanie niezbędnych poprawek. Naprawianie szkód wynikłych z montowania rur, czyli zaślepiane otworów przy rurach, wypełnianie ubytków w ścianach etc.

Plan prosty, logiczny i zatruwający życie w jednym mieszkaniu najwyżej przez tydzień. Gdyby był ustalony jeszcze w poprzednim roku, to można byłoby się poumawiać z ludźmi z dokładnością do jednego dnia, dzięki czemu prace poszłyby sprawnie i bez najmniejszego problemu. No, ale przecież Polak potrafi i co będzie sobie robotę planował…

Zaczęło się od wycięcia rur przebiegających przez piwnice. Dla wielu osób była to życiowa okazja do gruntownego posprzątania piwnicy, regularnie zagracanej od lat. Niejeden sprzątający ze zdumieniem odkrywał niegdysiejsze skarby czy dawno zaginione przedmioty ;)
Wracając do rurarzy to trzeba przyznać, że wycięcie rur w całym bloku poszło im dość sprawnie i już po dwóch tygodniach było spokojnie. Oczywiście nie wycięli wszystkich rur z piwnic, a tylko te rozprowadzające ciepłą wodę. Końcówki rur biegnących do mieszkań zostawili, bo tym się zajmować miała inna ekipa.
Następnym etapem prac jest wycinanie rur z mieszkań. Żeby ta operacja przeprowadzona była sprawnie, lokatorzy powinni być obecni w sąsiadujących ze sobą mieszkaniach. Aby taki efekt osiągnąć, trzeba się z nimi wcześniej umówić. Czy muszę pisać, że rurarze nie mają w zwyczaju umawiania się na wizytę? Dzięki tak nieortodoksyjnemu podejściu do sprawy wycinanie rur w jednej klatce przypomina działania szermierza, który dziurawi worek treningowy. Dzisiaj sobie wytniemy rury w mieszkaniu na VIII piętrze po prawej i w tym na III po lewej. Jutro wytniemy z X piętra na środku i może jeszcze z V, za to pojutrze będzie nieźle, bo załatwimy aż dwa mieszkania na VI piętrze. Po prostu sam miód.
Kolejną ekipą jest paru ludzi płuczących kaloryfery. Płukanie polega na tym, że kaloryfer zdejmują ze ściany, przepłukują magicznymi płynami i przynoszą do zamontowania. W teorii powinni iść zaraz za ekipą od wycinania rur, żeby za jednym nieporządkiem zrobić jak najwięcej w jednym mieszkaniu. Ta ekipa jednak obsługuje mieszkania po kolei, więc między wycięciem rur, a płukaniem kaloryferów może minąć nawet parę tygodni. Na szczęście oni umawiają się na wizytę.
Ostatnią ekipą rurarzy, o której istnieniu wiem, to spawacze. Spawacze montują nowe rury w mieszkaniach i spawają je ze sobą. Są w swojej pracy tak fantastyczni, że nie chce im się stosować płyt zabezpieczających. Dzięki temu profesjonalnemu podejściu zdążyli spalić jedno mieszkanie (w stopniu mi nieznanym), w drugim tylko spalili szafę. Podobno od tamtej pory zaczęli korzystać z mat zabezpieczających okolicę przed iskrami, ale tego także nie jestem pewien.

Jak na razie doświadczyłem tylko wizyty ekipy od wycinania rur, wizyta dwóch kolejnych jeszcze przede mną. Nie zdziwcie się zatem, jeżeli pewnego pięknego dnia zaprzestanę pisania. Oznaczać to będzie, że trafił mnie na miejscu szlag, ewentualnie spalili mi mieszkanie razem z kompem. Jak już wspominałem, dla każdego coś miłego ;)

P.S. Mimo wszystko jestem optymistą :)
P.P.S. Czy teraz już wiadomo, skąd opóżnienie w aktualizacji bloga? ;)

This entry was posted in Ogólne. Bookmark the permalink.

2 Responses to Rurarze…

  1. MySZ says:

    gdybym byl na Twoim miejscu, ubezpieczylbym najpierw mieszkanie na wysoka kwote, zanim bym wpuscil tamtych do mieszkania…

  2. KubaWinter says:

    Szykuj gaśnicę ;-) i ubezpieczaj się jak to już napisał MySZ, kompa też możesz ubezpieczyć ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>