Prezes zarządu RMF FM o ustawie medialnej

Ostrzegam – będzie sporo czytania.
W internetowym wydawniu „Wyborczej” można przeczytać artykuł (list?) Kazimierza Gródka, prezesa zarządu Radia RMF FM, zatytułowany Panowie senatorowie, poprawcie byka w ustawie o RTV.

Pozwolę sobie na zacytowanie całości, bo wkrótce tekst przestanie być dostępny, a szkoda. To doskonała ilustracja jakości „wyrobów”, jakie będą nam przez kolejne cztery lata serwować towarzysze z LPR, PiS i Samej Brony. To także świetna pokazówka, jak ma wyglądać IV RP.

Dotychczasowy chaos w funkcjonowaniu mediów, wywoływany zwykle działaniami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jest niczym wobec tego, co nam grozi, jeśli wejdzie w życie nowelizacja ustawy medialnej. Senat ma nad nią obradować na rozpoczynającym się jutro posiedzeniu – pisze prezes Radia RMF FM

Nie zamierzam rozdzierać szat z powodu zmniejszenia liczby członków KRRiT czy likwidacji Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Chcę za to zwrócić uwagę na to, że w części dotyczącej zasad przydzielania nadawcom koncesji nowelizacja przyniesie albo niewyobrażalny chaos na rynku mediów elektronicznych, albo rehabilitację Romana Giertycha w oczach ojca Tadeusza Rydzyka.

Jeszcze w piątek rano projekt nowelizacji przewidywał, że dotychczasowi nadawcy prowadzący działalność zgodną z prawem będą mogli odnowić koncesję z pominięciem samowoli urzędników KRRiT (miał im to zagwarantować nowy art. 35a). Ale jeszcze tego samego dnia w drugim czytaniu Roman Giertych dołożył w artykule 35a słowo „społeczny” i tym samym pogrzebał nadzieje wszystkich innych nadawców. Bo status nadawcy społecznego ma tylko jedna szerzej znana stacja – radio ojca Rydzyka.

Wprawdzie w punkcie 3 art. 35a zabrakło odwołania się do pojęcia nadawcy społecznego, ale być może to jedynie wynik przeoczenia autora poprawki posła Romana Giertycha (LPR). Jeśli tak, to Giertych zasłużył sobie na order od ojca Tadeusza, bo tylko Radio Maryja będzie beneficjentem tej poprawki. Zasługa byłaby tym większa, że w przyjętym przez Sejm kształcie nowelizacja pozwala na udzielenie koncesji Radiu Maryja na okres nawet do 50 lat! Zgodnie z art. 35a ust. 3 przy odnawianiu koncesji nie będą miały zastosowania przepisy ustawy o radiofonii i telewizji określające długość koncesji. Będzie tu można zastosować art. 47 ust. 3 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, który mówi o koncesjach udzielanych na 5-50 lat.

A jeśli poseł Giertych się nie pomylił i brak słowa „społeczny” w punkcie 3 art. 35a jest zamierzony? Ustawa o radiofonii i telewizji w art. 4 zawiera legalną definicję „nadawcy” oraz „nadawcy społecznego”. Jeśli przyjmiemy wykładnię językową, która winna mieć pierwszeństwo przed innymi zasadami wykładni, pkt 3 art. 35a dotyczy wszystkich nadawców. I pogląd taki najwyraźniej dominuje w wypowiedziach twórców ustawy, np. Jarosława Selina (PiS) w RMF FM 19 grudnia 2005 r.

I teraz dopiero dopiero mamy bałagan!

  • Jeśli przepis w art. 35a ust. 3 dotyczy wszystkich nadawców, w tym nadawców społecznych, to rodzi się zasadnicze pytanie, jak KRRiT ma rozpatrywać wnioski nadawców innych niż społeczni. Nie mają oni bowiem wprost zdefiniowanej podstawy do złożenia wniosku o ponowne przyznanie koncesji. Niby jest pkt 1 art. 35a, ale przecież po poprawce posła Giertycha dotyczy on wyłącznie nadawców społecznych. Nie dotyczą ich także przesłanki odmowy udzielenia koncesji opisane w art. 38, bo do tego przepisu odsyła art. 35a ust. 2, również odnoszący się do nadawców społecznych. Nie jest wreszcie znany termin, w którym nadawcy mogliby złożyć wniosek o ponowne przydzielenie koncesji.
  • Jeśli z kolei przyjąć, że ów przepis dotyczy wszystkich nadawców z wyjątkiem społecznych, to oznaczałoby to, że w przypadku odnawiania koncesji dla Radia Maryja należy zastosować inny tryb: przewodniczący KRRiT ogłasza możliwość ubiegania się o koncesję (art. 34) i dokonuje oceny tego wniosku (art. 36). Ale co począć z innymi nadawcami, którzy będą chcieli ubiegać się o ponowną koncesję? Nie ma przesłanek, by ogłosić dla nich możliwość ubiegania się o koncesję i oceniać ich wnioski. A przecież – jak już wspomniałem – z przyjętego brzmienia art. 35a ust. 1 wynika, że nie mają oni też podstawy do wystąpienia z â€žwnioskiem o udzielenie koncesji na kolejny okres”, bo nie są nadawcami społecznymi. Nie jest znany także termin, w którym z takim wnioskiem mogą wystąpić, nie określono przesłanek odmowy przyznania koncesji. Bo o wszystkim tym mówi ust. 2 art. 35a odnoszący się do nadawców społecznych.

Sprawę może naprawić już tylko Senat. Jeśli oczywiście zorientuje się, że Sejm, pracując w piątek w stachanowskim tempie, walnął po prostu byka. Co najmniej tego jednego.

O co chodzi? A, widzę że Szanowne Czytelnictwo przeoczyło ubiegłotygodniową pyskówkę w Sejmie. Skoro tak, to oto krótkie resume autorstwa Agnieszki Kublik, takoż z Wyborczej

PiS w ekspresowym tempie przepchnął wczoraj przez Sejm swój projekt ustawy o mediach. Ustawa umożliwi nowej KRRiT, w której większość będzie miał PiS, wybór – na wiosnę przyszłego roku – nowych rad nadzorczych publicznego radia i telewizji (na trzy lata). Nowe rady wybiorą nowe zarządy (na cztery lata). To da partii braci Kaczyńskich władzę nad mediami publicznymi

Projekt przeszedł wczoraj II czytanie, a o 19.40 Sejm ustawę uchwalił. Tak niezwykłego pośpiechu nie pamiętają posłowie, którzy na Wiejskiej pracują od 1989 r.

Na dodatek – argumentuje opozycja – pośpiechowi towarzyszyło łamanie sejmowego regulaminu i dobrych obyczajów. Posiedzenia komisji zajmujących się projektem były zwoływane w ostatniej chwili, posłowie nie dostali zamówionych ekspertyz, czy projekt jest zgodny z konstytucją.

Mimo protestów PO i SLD marszałek Sejmu Marek Jurek (PiS) – wsparty decyzją konwentu Sejmu zdominowanego przez koalicję PiS, Samoobrony, LPR – wprowadził wczoraj rano do porządku obrad nowy punkt: II czytanie projektu noweli o RiTV.

Chwilę wcześniej posłowie dostali sprawozdanie komisji, które w czwartek pracowały nad projektem. Czasu na lekturę już nie było. Po II czytaniu znów posiedzenie komisji i znów drukowanie sprawozdania naprędce.

- Tak procedować nie wolno! – mówiła wiceszefowa komisji kultury Iwona Katarasińska-Śledzińska (PO) – cyzelujecie ten projekt na miarę swoich potrzeb i aspiracji personalnych.

Piotr Gadzinowski (SLD) ujął to wprost: – Chodzi o to, by PiS jak najszybciej przejął kontrolę nad mediami przed ewentualnymi przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi.

- Nie podobało się wam – mówiła Katarasińska do posłów z Prawa i Sprawiedliwości – że jedna partia opanowała media publiczne, ale teraz inna partia, skądinąd szlachetniejsza, chce je zdominować.

PiS zarzuty odpierał na jedną modłę: PO i SLD mają dziś media publiczne i dlatego nie chcą zmian w KRRiT. – Czego wy bronicie? Albo trzeba zapytać: kogo wy bronicie? – pytał retorycznie Jarosław Sellin, wiceminister kultury i autor projektu nowelizacji ustawy.

A szef klubu PiS Przemysław Gosiewski zarzucił PO, że stała się dziś „najwierniejszym obrońcą pani Waniek [szefowa KRRiT]„.

Katarasińska przypomniała więc, że to PO pierwsza, a nie PiS, krytykowała KRRiT i że Platforma, a nie PiS, napisała wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Waniek.

- Po co ten pośpiech? Czy coś strasznego dzieje się w TVP? Czy wrócił na Woronicza duch Roberta Kwiatkowskiego?- pytała Katarasińska, przywołując wieloletniego prezesa TVP powiązanego z SLD.

PiS w zamian za poparcie LPR przegłosował wniosek partii Giertycha, by tylko Radio Maryja – jako tzw. nadawca społeczny – miało prawo automatycznie otrzymywać kolejną koncesję. Pozostali nadawcy będą musi o nią występować za każdym razem od nowa i liczyć się z odmową.

Śliczne, prawda? A miało być zgodnie z prawem, profesjonalnie i w ogóle o niebo lepiej, niż za poprzedniego reżimu. Przepraszam, powinienem powiedzieć „poprzedniego zbrodniczego reżimu”. Cóż, najwyraźniej wraca nowe, w związku z czym pozwalam całość zakończyć komentarzem Ewy Milewicz. A co!

PiS uwinął się w tydzień w Sejmie z ustawą o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji po to tylko, aby szybko i w całości przekazać KRRiT swoim ludziom.

Po zmianie, która jest już przesądzona, dwóch członków KRRiT wyznaczać będzie prezydent, czyli Lech Kaczyński, jednego Senat, gdzie PiS ma większość, i dwóch Sejm. Można się domyślać, że członkowie Krajowej Rady, których wybierze Sejm, to będzie ktoś bliski PiS i ktoś bliski koalicjantom PiS, czyli albo LPR, albo Samoobronie. Tak czy owak w pięcioosobowej Radzie trzech ludzi PiS ma zagwarantowanych, a resztę – prawdopodobnych.

PiS twierdzi, że od tych zmian państwo potanieje. OK. Ale może by było zręczniej w takim razie zacząć potanienie państwa od przycięcia pieniędzy posłom, Kancelarii Prezydenta, dotacji partiom? PiS zapewnia, że do tej nowej Krajowej Rady wejdą nie politycy, lecz „ludzie mediów i kultury”. OK. Ludzi mediów mamy w Polsce masę. Człowiekiem mediów jest np. Jacek Kurski. Jeśli będzie miał wpływ na media, zapewne wzbogaci ofertę telewizji publicznej o reality show: „Zbadaj dziadka swego sąsiada”.

Owszem, obecna Krajowa Rada nie jest ciałem, o którym dziś – po wielomiesięcznej pracy sejmowej komisji śledczej ds. Rywina – można cokolwiek dobrego powiedzieć. Skompromitowała się, knując nad ustawą medialną. Skompromitowała się, przyznając lub nie koncesje radiowe. Była stronnicza i podejrzana.

Nie znaczy to jednak, że każda metoda pozbycia się KRRiT jest właściwa.

Zmiana ustawy medialnej musi się odbywać w normalnym trybie sejmowym – trzy czytania, czas na ekspertyzy, konsultacje.

Tymczasem z całkiem obszerną nowelizacją PiS, Samoobrona, LPR i marszałek z PiS Marek Jurek uwinęli się w osiem dni. Wprawdzie regulamin sejmowy mówi, że pomiędzy doręczeniem posłom sprawozdania a uchwaleniem ustawy powinien minąć tydzień, ale Sejm, jak zechce, może ten czas skrócić. I większość skróciła – do kilku godzin albo i to nie.

Po co PiS się tak spieszy? Czyż nie dlatego, że gdyby na wiosnę miały być wybory, to dobrze mieć w ręku Krajową Radę i tym samym publiczne media?

A więc marszałek Marek Jurek gładko przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że tryb pracy komisji oprotestowali posłowie opozycji – PO, SLD i PSL. Że wyszli z sali. Owszem, ci, którzy pozostali – z PiS Samoobrony i LPR – wystarczyli, aby obrady były ważne.

Marszałek nie usłyszał, że to jemu bije dzwon, że to on powinien się ująć za opozycją. Bo marszałek Sejmu to nie jest funkcjonariusz partii rządzącej. Marszałek reprezentuje Sejm. Cały Sejm.

Aż dziwne, że Marek Jurek tego nie zauważył. Wystarczyłoby, aby przypomniał sobie marszałkowanie Wiesława Chrzanowskiego, prezesa ZChN, byłej partii Marka Jurka. Choć marszałek Chrzanowski był lojalnym koalicjantem rządu premier Hanny Suchockiej, to nie dopuścił do niedemokratycznego trybu głosowania budżetu, który forsowała ówczesna koalicja rządząca. Stanął po stronie opozycji. Bo tak mu mówiło prawo, a podpowiadała sprawiedliwość.

This entry was posted in Media, Ogólne, Polska. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>