‚Inspiranci’ są wśród nas…

Od pewnego czasu zaczynam zauważać pewną zastanawiającą prawidłowość. Na polskich blogach pojawiają się kopie tekstów, które można znaleźć w najróżniejszych serwisach i blogach. Nie nazywam tego tłumaczeniami, bo tłumacz nie przypisuje sobie autorstwa tekstu, a tylko tak mogę to nazwać.


Procedura wygląda mniej więcej tak – znajduję interesujący tekst na przypadkowym blogu, czytam i często dodaję do linków, lub zapisuję gdzieś na dysku. Po paru dniach na polskim blogu / w polskim serwisie trafiam na tekst, który wydaje mi się znajomy. Krótkie porównanie wskazuje na „poważną inspirację” tekstem zagranicznym. Polski tekst oczywiście nie ma śladu linki do oryginału, zero wspomnienia o oryginalnym tekście etc.

Wiele takich „inspiracji” to dzieło osób młodych, co specjalnie mnie nie zdziwiło. Rozumiem, że mając niewiele do powiedzenia ciężko zabłysnąć, a przecież każdy by chciał w ciągu miesiąca mieć PR=7 i mieć wysoki wynik w Technorati. Sęk w tym, że to żadna metoda, bo plagiacik idzie wykryć. Nicków / nazwisk nie podaję, choć paru takich osobników bywa tutaj stosunkowo często. Niech winowajcy przemyślą sobie sprawę w zaciszu domowym i coś z tym zrobią. Najlepszym byłoby chyba wskazanie oryginału i opisanie sprawy, ale na zbyt wiele takich akcji nie liczę.

A teraz czas na weekend i odpoczynek od kompa ;)

This entry was posted in WWW & Net. Bookmark the permalink.

15 Responses to ‚Inspiranci’ są wśród nas…

  1. Mikołaj, PiS-ujesz (a to podobno strefa III RP). Mów głośno i wyraźnie, albo nie mów wcale. Rzucanie przypuszczeniami i insynuacjami to chyba właśnie to, z czym walczysz ;)

    IMO cytowanie i kompilacje są plagą nie tylko blogów, choć w blogosferze to zjawisko jest stosunkowo łatwe do wyłapania — informacje rozchodzą się niczym koła na wodzie. Ostatnio szukałem informacji na temat jakiegoś urządzenia i w polskich serwisach newsowych (typu IDG.pl) znajdowałem dokładne niemal tłumaczenia krótkich artykułów np. z Engadget. Bo skąd taki dziennikarz ma wziąć informacje o urządzeniu, skoro nie miał go w rękach? A Internet wymusza szybkie podawanie newsów…

    Czy mam coś przeciwko temu? Nie wiem do końca, sam korzystam przecież z różnych źródeł wiedzy i przyznaję się do inspiracji tym czy innym artykułem znalezionym w Sieci. Staram się jednak dodawać swój punkt widzenia czy komentarz — i to samo cenię w blogach innych. Dzięki temu mamy coś w rodzaju dyskusji blogowej o jakimś obiektywnym fakcie. Gorzej, jeśli dany blog jest tylko i wyłącznie „przedrukiem”. Wtedy po prostu usuwam go z RSS :)

    Wydaje mi się, że każdemu blogowi, który nie jest „o mnie i o moim kocie” (cytat inspirowany klasyfikacją Setha Godina ;) ) można zarzucić większą lub mniejszą inspirację. Ale jeśli nie ma on własnego charakteru, raczej nie przebije się wśród innych.

  2. Mikołaj, PiS-ujesz (a to podobno strefa III RP). Mów głośno i wyraźnie, albo nie mów wcale. Rzucanie przypuszczeniami i insynuacjami to chyba właśnie to, z czym walczysz ;)

    Ton masz taki, że można sobie pomyśleć „uderz w stół…” :twisted:
    Opisuję zjawisko, a nie konkretnego bloga / autora. Jeżeli napiszę, że namnożyło się stron ze skopanym menu we Flashu, to nie będę pił do konkretnej agencji czy konkretnego serwisu. Gdybym jednak napisał, że namnożyło się zielonych stron agencji towarzyskich ze skopanym menu oraz brzydkimi zdjęciami na pierwszej stronie, to byłaby to insynuacja.

    Bo skąd taki dziennikarz ma wziąć informacje o urządzeniu, skoro nie miał go w rękach? A Internet wymusza szybkie podawanie newsów?

    Wersja hardcore: a co mnie to obchodzi? ;)
    Wersja normalna: rozumiem problem dziennikarza, bom sam nim jest. Sęk w tym, że dziennikarzowi nie przynosi ujmy powołanie się na inny serwis. Ba, czasem potrafi to uratować cztery litery, bo news skądśtam niekoniecznie musi być prawdziwy. Ujmę przynosi podp… informacji, bo tylko tak można określić przepisanie „cudzesa” bez podania źródła.

    Inspiracja innym artykułem jest esencją blogów i przeciwko temu nie piszę. Zauważ jednak, że inspiracja wygląda mniej więcej tak:

    W miejscu X znalazłem Y, co natchniło mnie do zrobienia Z.

    ewentualnie:

    A powiada, że B powinniśmy robić na sposób C. Nie zgadzam się z tym, bo metoda C jest znacznie gorsza od metody D.

    Do tradycyjnej inspiracji przyczepić się nie można, ale przecież nie o takiej inspiracji mówię. Mówię o tych, którzy zerżną treść z zagranicznego serwisu, przetłumaczą ją bez podania źródła i autora, po czym publikują u siebie z miną znawcy i czekają na pochwalne komentarze.

  3. Riddle says:

    A autor bloga o digg.com słyszał?

  4. Przeczytałeś wcześniej cały wpis uważnie i ze zrozumieniem? :>

  5. Piotr: Od razu nożyce ;-) Choć masz rację, podanie źródła wielu uznaje za jakąś ujmę — a przecież doskonale wiadomo, że nikt tych newsów sam sobie nie wymyśla. Albo może polityka firmowa taka — nie piszemy, że rżniemy z Boing Boing, bo ludzie będą czytać ich, a nie nas. Na dłuższą metę bez sensu, bo każdy w końcu trafi na Boing Boing :D

  6. Żeby to się ograniczało do newsów, to bym pewnie nic nie pisał. Niestety, polityka rżnięcia tekstów „branżowych” jest równie rozpowszechniona, a to jest IMHO bardziej niebezpieczne. Takie plagiaty wykryć trudniej, bo nie każdy wpadnie na oryginał, a i zainteresowanie tekstami poważniejszymi bywa mniejsze. Potem rosną nam różni góró opowiadający bajki, a traktowani jako objawienie, mędrcy i wyrocznie. Ten trend mnie niepokoi, bo trochę za bardzo zbliża Internet w kierunku TV i likwiduje nam alternatywę…

  7. Bellois says:

    Odróżnijmy tu newsy od dłuższych tekstów. Posłużenie się newsem na zagranicznym serwisie, jako źródłem informacji nie jest niczym złym, jeśli nie go nie kopiujemy. Prawo autorskie przy takich newsach obejmuje jego tekst, a nie samą informację. W przypadku dłuższych tekstów, artykułów, etc. sprawa jest już trudniejsza i jeśli jest zwykłe tłumaczenie, to nie jest to dobre.

  8. Niestety, umiejętność czytania ze zrozumieniem ginie w narodzie…

    (Gdyby ktoś był zainteresowany brzmieniem przepisów Dz.U. z 2000 r. Nr 80, poz. 904 z późn.zm.)

  9. Bellois says:

    Czy więc można mieć monopol na _informację_? Np. na fakt, że firma X wydała produkt Y? Nie sądzę.

  10. Mój komentarz wciąż jest aktualny. A nawet jeszcze bardziej…

  11. krzychu says:

    Piotr – masz rację. Mnie to szczególnie udarza, jako czytelnika kilku serwisów newsowych – najpierw czytam o czymś w serwisie X, potem wchodzę na blog Y i widzę prostą przeróbkę z polskiego na nasze – często dodanie ‚własnego punktu widzenia’ jest myśleniem życzeniowym, bo nie ma w Y takiego punktu.
    Natomiast P.Tkaczyk ma rację pisząc, że niektóre tematy – inspiracje rozchodzą się jak fale po powierzchni wody: taka jest natura rzeczy. Osobiście wtedy nic nie piszę na dany temat u siebie – bo inni już to zrobili – a jeśli mam coś interesującego do powiedzenia, to wrzucam to we własnych komenatrzach na cuadzym blogu.
    Nie lubię się powielać.

  12. Ano właśnie – Y coś zerżnął, źródła nie podał i jeszcze usiłuje robić za myśliciela / wyrocznię / sumienie / autorytet (potrzebne dopisać) w danej dziedzinie. Echh…

  13. Mnie najbardziej podobają się odgrzewańce… takie co najmniej roczne.

    Autorzy drugiego rzędu (żeby być grzecznym) są przekonani, że po roku, to już na pewno nikt nie będzie pamiętal… I z reguły mają rację, dopóki nie trafią na osoby takie jak my, lub kogoś ktowpadnie na to, żeby sprawdzić archiwum, tego czy owego serwisu newsowego — zbrodnia niemalże doskonała.

    Przykład starocia:
    http://www.wykop.pl/link/2447/duchy-tez-korzystaja-z-p2p.html
    (drogę tekstu po polskich serwisach wyjasniłem w komentarzu)

  14. O tak, odgrzewańce są wspaniałe i stanowią sporą część działalności „inspirantów”. Bardzo interesujące są reakcje na podziękowania za podanie odgrzewańca. Naprawdę rzadko który protestuje przeciwko uznaniu go za autora, najczęściej nie ma żadnego komentarza czy przypomnienia ludziom, że to nie jego zasługa.

  15. Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>