Teorie spiskowe z Google w tle

RAFi popełnił był u siebie wpis dotyczący wszechobecności Google w naszym życiu. Fragmenty cytuję poniżej i… RAFi, na litość $DEITY, cóżeś Ty nawypisywał? ;)

Nie wierzę, że apetyt nie rośnie w miarę jedzenia i właścicielom wystarcza zysk z reklam.

Zysk z reklam nie wystarcza, stąd kolejne usługi. Skoro na usługi Google jest zapotrzebowanie i można na tym zarobić, to czemu ich nie udostępnić? Osobiście byłbym niespokojny, gdyby szefostwo Google chciało zarabiać wyłącznie na reklamach, bez rozszerzania wpływów na inne rynki / branże / dziedziny.

Nie wierzę, że twórcy Google byliby w stanie samotnie (dwójka osób) stworzyć tak potężną i szybką wyszukiwarkę, jaką przecież było Google od początku kiedy się pojawiło. Z tym wiążą się wielkie nakłady finansowe, na które zapewne mogłyby sobie pozwolić dwa sektory: mafia lub rząd.

Ekhem…
Google wystartował jako projekt naukowy w 1998 roku i nie był od razu taki znów super:
http://backrub.tjtech.org/May1998/index.htm
http://backrub.tjtech.org/May1998/hardware.htm
Datki w sprzęcie firmowym to w USA norma, szczególnie w przypadku obiecujących projektów naukowych. Ciężko doszukiwać się w tym spisku, może poza przyczynami takiej szczodrości. Firmy mają nadzieję, że twórca projektu przyjdzie do nich pracować, przysparzając im kolejnych milionów zielonych papierków na koncie.

Jeśli chodzi o firmę Google Inc., to o ile mnie pamięć nie myli, obaj mieli trochę swojej kasy plus jeszcze trochę od rodziny/znajomych. To pozwoliło na start, a późniejsza dotacja (wykup części udziałów?) to milion papierów (czy może 10 milionów?) od inwestora, którego nazwisko jest znane. Nie chce mi się tego teraz szukać, chętni spokojnie znajdą.
Google początkowo było mało znane i nie dawało zbyt rewelacyjnych wyników wyszukiwania. Może ciężko teraz w to uwierzyć, ale jeszcze w 2000 roku Altavista dawała mi lepsze wyniki, niż Google.
W tymże 2000 roku Google wprowadziło reklamy i zaczęło przynosić zyski, dzięki czemu mogło zatrudniać ludzi i rozbudowywać swoje zaplecze techniczne. Do rozwinięcia takiego interesu nie trzeba CIA, wystarczy pomysł i normalne prawo.

Być może Google, to nie tylko dwóch jego założycieli, a po prostu całe armie ludzi, które mają za zadanie przechwytywanie ważnych i cennych informacji?

Być może. Tylko że prędzej zaszkodzi Ci Twój ISP, niż Google. Firm na świecie są dziesiątki milionów i każda z nich codziennie wysyła korespondencję. Ile osób musiałoby mieć Google, żeby sensownie analizować dane wyciągniete z poczty? Zupełnie inną rzeczą jest rynek lokalny, gdzie Twój konkurent może dać w łapę adminowi Twojego mailserwera i w ten sposób uzyskać kopie korespondencji.

Skoro Google ot tak, na pstryknięcie palcami, zgodziło się na ocenzurowanie swojej wyszukiwarki to może oznaczać, że są w stanie ulec i naciskom innych rządów.

Pstryknięcie palcami w wykonaniu rządu Chin wygląda jednak nieco inaczej, niż w wykonaniu rządu RP 3,50. Google nie jest pierwszą firmą, która współpracuje z chińską cenzurą w ten czy inny sposób. Przyczyna współpracy wielkich firm z Chińczykami jest prosta – to 1/5 ludzkości i wciąż rosnący rynek. Brak dużej firmy na tym rynku (zwłaszcza na początku) to samobójstwo finansowe.

Czy nie wydaje Wam się dziwne, że wszelkie usługi Google występują jako BETA? Internauci powoli zaczynają sobie hihy-śmichy robić, że Google ma “wieczne bety”. Być może to nie jest przypadek, tylko wręcz celowe i wcześniej zaplanowane działanie. Wszak w wyniku “niezaplanowanych” wydarzeń łatwo się wytłumaczyć i winę zrzucić na beta wersję usługi.

A jaka różnica jest między działającą usługą Beta, a działającą usługą Final? Ewentualnie jaka jest różnica między niedziałąjącą Betą i niedziałającą Final?
Wytłumaczenie jest bardzo proste. Beta zwalnia od odpowiedzialności w przypadku jej krachu. Nie odpowiedzialności moralnej, ale odpowiedzialności finansowej przed udziałowcami. Zwalnia też przed odpowiedzialnością prawną za błędy w usłudze i ich konsekwencjami, co w USA jest dość istotnym zabezpieczeniem.

Wybrane usługi:
Google AdSense – znają twoje imię, nazwisko oraz nr konta bankowego, a także odwiedzalność twojej witryny, a to pod przykrywką twoich “wielkich” zarobków.
Google Mobile oraz Local for mobile – tutaj m.in. ujawniasz swój nr tel. komórkowego.

Imię i nazwisko oraz numer konta bankowego zna każdy Twój kontrahent. W wielu przypadkach sam podajesz odwiedzalność swojej witryny. Podobnie jest z numerem Twojej komórki czy też komórek. Czy to także jest spisek? ;)

Google Desktop – nieszczęsna, dziurawa usługa. Dostęp do plików, które przechowujesz na swoim komputerze.

Usługa, której ktoś dbający o swoje bezpieczeństwo nie zainstaluje, podobnie jak setek tysięcy innych programów mających dziury, adware, spyware czy cokolwiek innego.

Google Earth – m.in. zaznaczasz swoją pozycję na mapie.
Google Talk – służy do rozmów.

Gdzie widzisz niebezpieczeństwo tych usług? Zaznaczenie pozycji na mapie nic nie znaczy, wystarczy popatrzeć na nagłówki poczty i masz to samo. Komunikator? Rozmawiasz codziennie przez GG/ICQ/AIM/Messengera/Tlena/Jabbera czy cokolwiek innego, więc skąd jakieś fobie?

Google GMail – poczta, składowanie magazynowanie. Czytanie poczty, na które zapewne byśmy się nie zgodzili, gdybyśmy wiedzieli przed rejestracją, że taka operacja ma miejsce na wszystkich kontach. Teraz również w niedalekiej przyszłości GMail dla firm.

Jak pisałem wcześniej – Twoją pocztę może czytać ktokolwiek, zwłaszcza w kraju. Poza tym czytanie regulaminów obowiązuje każdego, niezależnie od miejsca zamieszkania, usługi oraz jej ceny.

Reasumując, wiedzą kim jesteś (Google AdSense). Nie dość, że wiedzą czego szukasz (wyszukiwarka Google), to wiedzą co i do kogo piszesz, a także kto i co do ciebie pisze (Google GMail) oraz wiedzą co trzymasz w komputerze (Google Desktop). Wiedzą skąd nadajesz (Google Earth i Mobile), z kim i o czym rozmawiasz (Google Talk). Darmowe, jednak zbyt piękne by mogły być prawdziwe. Znakomite narzędzia służące do kontroli, której w normalny i świadomy sposób nigdy byśmy się nie poddali.

Byłoby to groźne, gdyby ktoś rzeczywiście chciał się zasadzić na jedną osobę, która korzysta z tych wszystkich usług. Sęk w tym, że bez Google większość z tych rzeczy jest także do przeprowadzenia i nie jest dużo trudniejsze. Pamiętaj, że organy bezpieczeństwa większości rozwiniętych państw mają możliwości dokonania dokładnie tego samego – wystarczy jeden nakaz czy nawet jeden telefon.

Byte twierdzi, że jest niemożliwe, by ktokolwiek tą pocztę czytał. Ja uważam inaczej. Jest to możliwe. Skoro rządy m.in. Francji, Niemiec mają zainstalowane oprogramowanie u operatorów telekomunikacyjnych służące do nasłuchu i wychwytywania wszelakich rozmów dotyczących predefiniowanych słów, wyrażeń itd., to równie dobrze takie Google może podlegać mechanizmom segregującym i przechwytującym pewne informacje zawarte w e-mailach.

Bo to jest niemożliwe. Oprogramowanie u operatorów służy do podsłuchiwania / ułatwiania podsłuchiwania poszczególnych osób. Jednostek, a nie zbiorowości. Wychwytywanie predefiniowanych słów i wyrażeń en bloc poniosło klęskę zarówno w przypadku systemu Carnivore FBI, jak i Echelonu jako takiego.
Nie było, nie ma i jeszcze długo nie będzie takiego systemu komputerowego, który potrafiłby kontekstowo odróżnić np. słowo bomba. Przy projektowaniu systemu zakładasz, że terrorysta mówi o bombie musiałbyś wykluczyć sytuacje, które związane z bombą nie są – tego nie da się zrobić. Ty poszukujesz bomby, która wybucha, ale będziesz informowany o facecie reklacjonującym wyścigi konne („bomba poszła w górę”), podekscytowanej małolacie („bomba, kupiłam bilety na Wiśniewskiego”), jak i modelarzu („słuchaj, a jakie bomby powinienem przykleić do tego Junkersa”). Śmieszne? Owszem, ale i realne.
Prawdziwi terroryści, podobnie jak mafia i inne tego typu grupy będą posługiwać się kodem. Oczywiście przy założeniu, że rozmawiają publicznie i wysyłają maile. Doświadczenia ostatnich lat mówią coś kompletnie innego – można spokojnie wymieniać się groźnymi informacjami bez świadomości „usługodawcy” i właściwie bez możliwości wykrycia tego faktu. Dokładnego przepisu nie podaję, bo i czemu mam komuś ułatwiać życie? :twisted:

Wierzę, że brzmi to bardzo niewiarygodnie i doskonale sobie z tego zdaję sprawę. Chciałbym się mylić. Chciałbym, żeby wyżej przedstawiona teoria była tylko owocem mojej skłonności do zakładania wielu scenariuszy i to nie tylko tych sielankowych.

Brzytwa Ockhama się kłania :)
Nie dziwię się działaniom Google. Absolutnie. Ba, będąc na ich miejscu robiłbym to samo. Czemu?

Co jest podstawową działalnością Google?
Wyszukiwanie informacji w Internecie.

Jak oferować najlepsze usługi wyszukiwania?
Poznając jak najlepiej ludzi, schematy ich działań etc.

Jak to zrobić?
Zbierając informacje z całego świata o zachowaniach ludzi wychowanych w różnych kulturach i różnych krajach. Następnie budując profile tych zachowań i dostosowując swoje oprogramowanie właśnie do profili i wyników kwerendy.

Tylko tyle i aż tyle. To właśnie dzięki Google Desktop można sprawdzić, jak ludzie magazynują swoje informacje – format plików, ich wielkość, proporcje do innych plików. Dzięki Google Mail wiadomo, jak ludzie segregują własną pocztę. Dzięki AdSense i Analytics można analizować i porównać treści na stronach, zmiany natężenia ruchu i… wpływ wyszukiwarek na ruch w serwisach.
Oczywiście to wszystko do jakiegoś (bardzo niewielkiego zresztą) stopnia ogranicza naszą prywatność, ale w zamian dostajemy znacznie lepsze narzędzia do codziennej pracy. W pewnym sensie to samo można powiedzieć o telefonie komórkowym, laptopach z łączem bezprzewodowym etc.

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

21 Responses to Teorie spiskowe z Google w tle

  1. RAFi says:

    Cieszę się z Twojej odmienności zdania. :)

  2. Tylko tyle? Liczyłem na jakiegoś małego flejma ;)

  3. Bellois says:

    Kto zamawial flejma? ;) )

  4. RAFi says:

    Piotr, właśnie dlatego, że wiedziałem iż na to liczysz, nie dałem Ci tej satysfakcji. :) Swoje już napisałem u siebie.

  5. Flejmy jeszcze będą, mam wszak zaległą recenzję 10P. A że zbyt wiele tam się nie zmieniło, to będzie ostry komentarz.

  6. RAFi says:

    Czekamy. :D

  7. Vroobelek says:

    Kłania się oczekujący na rozrywkę obserwator flejmów.

    A mnie się podoba ta wszechogarniająca dominacja Googla. Bo zmusza innych wielkich konkurentów do wyścigu za wszelką cenę, choćby tylko o miejsce drugie (jak przyznali ponoć szefowie Yahoo). Ale podoba mi się sposób walki – coraz to lepsze usługi (co z tego że beta), no i nastawienie prouserskie. :) Np. odpowiedź Windows Live na Google Earth była genialna, teraz to przynajmniej w Stanach Google musi gonić pod względem dokładności zdjęć.

  8. Z ust mi to, Mikołaj, wyjąłeś :)
    RAFi dzisiaj jest „hype” ;-)

  9. Riddle says:

    Wychwytywanie predefiniowanych słów i wyrażeń en bloc poniosło klęskę zarówno w przypadku systemu Carnivore FBI, jak i Echelonu jako takiego.
    Nie było, nie ma i jeszcze długo nie będzie takiego systemu komputerowego, który potrafiłby kontekstowo odróżnić np. słowo bomba.

    O ile Twoje argumenty są okej, to na ten po prostu parsknąłem. :D Skąd to wiesz? :D Jeśli bierzesz pod uwagę projekty opierające się na spisku i konspiracji, to nie możesz mierzyć ich zwyczajnymi metodami. Nie masz pojęcia co rządy państw są w stanie wytworzyć, wynaleźć i zrobić. Nie wiesz tego co ma armia, dowiesz się za dziesięć lat. Tak było z teflonem, tak było z laserem, tak jest z GPS i tak będzie jeśli już nie jest z technologiami informacyjnymi. Oni już mają, jeśli zechcieli, odpowiednie maszyny, moc obliczeniową i tęgie mózgi. Tęższe od tych w Google. Więc, proszę, miej na uwadze zdrowie mojego brzucha i nie pisz więcej o tym co wiemy na temat tego co rząd planuje / ma. :D

  10. Albo jest za późno, albo ja jestem za stary. W każdym razie powyższego komentarza kompletnie nie rozumiem. W całości.

  11. RAFi says:

    A ja zrozumiałem. I przyznam szczerze, że bardzo trafny komentarz. My tu sobie możemy gdybać o możliwościach rzadów i ich instrumentów inwigilacyjnych, a tak naprawdę zielonego pojęcia nie mamy czy oni dysponują i poznamy zapewne za wspomniane min. 10 lat, jak nie później.

  12. YaaL says:

    Ech, chłopaki, weźcie sobie Dicka poczytajcie do poduszki, zamiast bajki opowiadać…

  13. RAFi says:

    Pardon, ja z dickami nic wspólnego nie miałem i nie chcę mieć.

  14. A co w nim trafnego?

    Nie wiesz tego co ma armia, dowiesz się za dziesięć lat. Tak było z teflonem, tak było z laserem, tak jest z GPS i tak będzie jeśli już nie jest z technologiami informacyjnymi. Oni już mają, jeśli zechcieli, odpowiednie maszyny, moc obliczeniową i tęgie mózgi. Tęższe od tych w Google.

    Teflon – wynaleziony przez Roya J. Plunketta (z firmy DuPont) w 1938, znak towarowy zarejestrowany w 1944, sprzedaż od 1946 roku.
    Laser – po raz pierwszy opisany teoretycznie w 1959 roku, wniosek patentowy złożono w kwietniu 1959 i patent przyznano w 1960 roku. W tym samym roku zaczął działać pierwszy laser, zbudowany przez Theodora H. Maimana w Hughes Research Laboratories. Błyskawicznie też okazało się, że laser nie ma żadnego praktycznego zastosowania i takowe trzeba było dopiero wymyśleć.
    GPS – zaczął działać pod koniec lat 80-tych i od początku udostępniona była wersja cywilna, co zapowiedział jeszcze Reagan w 1983 roku. Jedyna różnica w stosunku do wersji wojskowej to mniejsza dokładność w pionie i poziomie (na ogół 10/30) z możliwością odchyłki do 100 metrów. Miało to zapobiegać naprowadzeniu pocisków samosterujących, ale nie było aż tak efektywne. Zresztą w czasie pierwszej wojny w Zatoce okazało się, że US Army ma za mało wojskowych odbiorników GPS i żołnierze dostali do łapy odbiorniki cywilne – wtedy to wyłączono zakłócenia GPS.

    Żyjemy w czasach, w których wielkie korporacje mają większe możliwości, niż rządy. Nie mam na myśli możliwości militarnych, ale intelektualno-finansowe. Prywatne firmy „ochroniarskie” (czytaj: najemnicy) w Iraku mają lepszych ludzi i lepszy sprzęt, niż Amerykanie czy Anglicy. Armia (rząd) musi równać w dół, bo wraz ze wzrostem liczby personelu obniża się średnia IQ żołnierzy. Prywatna korporacja może mieć samych świetnie wyszkolonych geniuszy, bo potrzebuje ich mniej i może zapłacić im więcej.
    Armia (rząd) ma gorsze wyposażenie i gorszych ludzi, bo nie potrzebuje sprzętu zbyt nowoczesnego, a na ludzi niekoniecznie ich stać. Wojskowe laptopy US Army kosztują kilka tysięcy dolarów i mają procesory 486 – szybsze nie są potrzebne. FBI zrezygnowała w 2005 roku z Carnivore na rzecz komercyjnego (!) oprogramowania, które było tańsze i lepsze. Najlepsi specjaliści są zatrudniani w firmach prywatnych, bo rządu nie stać na to, żeby im płacić tyle, ile zapłacą im korporacje. Tak było, jest i pewnie jeszcze czas jakiś będzie w każdym normalnym kraju.

    Last but not least – ograniczeń ilościowych się nie przeskoczy. Nawet Carnivore nie był stosowany wobec wszystkich, a jedynie wobec osób podejrzanych i gdy zgodził się na to sąd. Tutaj zgadzam się z YaaL – teorie spiskowe Was poniosły…

  15. btd says:

    Na filmach z ‚tajnymi motywami’ faktycznie, to korporacje wynajduja tajne zabawki ale zawsze na zlecenie rzadu ;-) Wracajac do rzeczywistosci: to ze korporacje maja wielka kase a rzad nie nic nie znaczy. Kontrakty rzadowe itd.

  16. Filmy są wytworem Holyłodź, więc spokojnie można je włożyć na półkę z napisem „bajki”. Kontrakty rządowe USA nie są z gumy, o czym większość dużych tego świata wie. Wystarczy rzucić okiem na zamówienia broni, żeby przekonać się o nieustannych cięciach.
    Korporacje mogą przeznaczyć dużo większe środki na „zmarnowanie” w czasie badań, bo im się to zwróci w ciągu paru lat. Rząd USA nie ma ani takiej kasy, ani zbyt wielkich możliwości zarabiania na swoich odkryciach i odzyskiwania w ten sposób zainwestowanych środków. Nawet jeśli czarny budżet jest na nasze warunki niewyobrażalnie wielki, to wciąż jest to za mało na prowadzenie zaawansowanych badań naukowych w tysiącach dziedzin.

  17. btd says:

    Ale nie jestes w stanie stwierdzic ze rzad usa nie ma takiej kasy i ze nic nie sciemnia itd. Tego nie wiedza nawet obywatele usa ;-)
    Tak jak ja czy rafi nie jestesmy w stanie dowiesc ze sciemniaja i kombinuja, jedynie domniemywac jak pokazuja sie nowe zabawki i gdzies cos padnie kiedy zaczeli nad nimi prace. Tak jak samolot Aurora – od paru? lat jest cos na rzeczy a teraz wraz z rozwojem techniki rozne ludziki z ktorych sie smieja zwykle zaczynaja pokazywac coraz wiecej faktow. I teraz juz wiadomo jak poznac ze ‚aurora’ albo cos innego napedzanego impulsowo lecialo. Tak wiec nie zakladalbym ze nie maja tajnych projektow i labolatoriow z roznych dziedzin.

  18. RAFi says:

    Mikołaj, zarzucasz nam wpływ holyłudu na nasze umysły, ale tak naprawdę, sam nie jesteś w stanie podać mi co jest faktem a co nie. USA i inne państwa używają takich bajerków, o których pojęcia nie mamy i nie są w stanie się przyśnić. Wiadomo, że wiele wynalazków i rzeczy nim trafiło do cywili, wojsko (rzad) miało już od dawien dawna.

    A internet? Jak powstał hmm? Arpanet, prawda? :)

  19. Riddle says:

    Piotrze, nie wiem co robiłeś jak miałeś lat 20, ale jeśli miałeś tak samo zamknięty umysł na nowe możliwości podejścia do sprawy, to … przykro mi.

  20. Panowie, skoro wyszliśmy od dyskusji o Google, to proponuję do niej powrócić. Jak na razie zaczęliście do Googlofobii mieszać DARPA, Aurorę, Mantę, Arpanet, czarny budżet, US Army, NSA i kupę innych pierdół, co ani nie ma sensu, ani konkretnego związku z Google. No, może taki, że nie wszystkie te rzeczy są aż tak bardzo tajemnicze, co można znaleźć przez Google właśnie. Analiza budżetów Pentagonu co roku wskazuje wielkość „czarnego budżetu”, a zerknięcie w archiwa pozwala stwierdzić, że budżet projektu Aurora wzrósł z 8 milionów dolarów w 1986 do 2,3 miliarda w roku 1987.
    Jeśli koniecznie chcecie dyskutować na te tematy, to proponuję wcześniej trochę pogooglać na temat konstruowania budżetu Pentagonu, finansowania i prowadzenia projektów badawczych, zasad kontraktowania firm zewnętrznych do projektów etc. Last but not least sugeruję zapoznanie się z hasłem brzytwa Ockhama :twisted:

    Wracając do Google – poczytajcie trochę o fizycznej możliwości składowania i analizowania każdej transmisji elektronicznej. Wystarczy odrobina wyobraźni żeby zrozumieć, że analizowanie treści wszystkich e-maili, faksów i rozmów telefonicznych nie jest wykonalne. Tak po prostu. Nawet superkomputery, 38 tysięcy pracowników i 3,6 miliarda budżetu NSA nie pozwala na analizę w czasie rzeczywistym wszystkich danych przesyłanych przez Internet. Analizują oni raptem 3 miliardy wiadomości dziennie, co nie pozwoliło na zapobieżenie atakom na WTC. Przypuszczam, że nigdy nie będą, bo wraz ze wzrostem możliwości analitycznych sprzętu będzie wzrastać liczba użytkowników oraz liczba transmisji elektronicznych.
    Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku analiz transmisji wysyłanych przez określone osoby / firmy – to jest wykonalne i robione od lat. Sęk w tym, że od podsłuchiwania jednej osoby / firmy do podsłuchiwania wszystkich i wszystkiego droga bardzo daleka.

    P.S. RAFi, prywatnie uważam że Amerykanie tradycyjnie wyolbrzymiają swoją rolę w stworzeniu Internetu. Zapominają np. o tym, że X.25 była wykorzystywana komercyjnie przed Arpanetem, a i tworzona była równolegle. Poza tym Arpanet nie był używany najpierw przez wojsko, a potem przez cywili, sprawdź pierwsze połączenia :>

  21. Ot, taka linka mi się trafiła, jako podsumowanie całej dyskusji:
    http://www.chip.pl/arts/n/article_166466.html

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>