RAFi pisze o mentalności tfurcuf

RAFi skrobnął na swoim blogu ciekawy wpis Ukraść, nie ukraść? – oto jest pytanie. Wiąże się on odrobinę z moim niedawnym wpisem ‚Inspiranci’ są wśród nas….

Rzecz chciałem skomentować bezpośrednio u RAFiego, alem się trochę rozpisał. Jeżeli ktoś ma zamiar napisać, że będę narzekać i niekonstruktywnie krytykować, to niech dalej nie czyta ;)

RAFi pisze o wszechogarniającym pędzie do kopiowania / kradzieży pomysłów czy wręcz cudzej pracy. Wydaje mi się, że dobrze byłoby nie wylewać dziecka z kąpielą i odróżnić inspirację od złodziejstwa.

Inspiracja a kradzież

Rozumiem inspirację i ją popieram. Unowocześnianie i zmienianie już istniejących szeroko rozumianych produktów jest naturalnym biegiem rzeczy. Tak właśnie działa ewolucja, która dodaje rzeczy potrzebne, a usuwa zbędne. Tak też działa ruch Open Source, dodając do oprogramowania nowe funkcje i uatrakcyjniając je.
Kradzieżą jest dla mnie zerżnięcie czegoś wprost i podpisanie jako swojego dzieła. Zresztą tak naprawdę podpis jest mało istotny, idzie o wykorzystanie cudzej pracy jako własnej, choćby opisało się to jako „inspirację”.

Problemy

Problem zaczyna się w przypadku inspiracji / kopiowania idei. Rygorystyczne podejście do sprawy mogłoby skończyć się paranoją w stylu amerykańskich patentów na oprogramowanie, zatem każdy serwis skupiający blogi byłby uznawany za kopię Technorati. Przyznacie, że to nie ma sensu, prawda?

Z drugiej jednak strony nie można popadać w przesadny liberalizm i twierdzić, że każda spolszczona kopia istniejącego serwisu jest czymś twórczym. Bzdura, jest to zawszcze rzecz odtwórcza. Przy czym należy zauważyć, że odtwórczość nie musi być czymś negatywnym. Spolszczone instrukcje obsługi, programy, porady etc. nie są czymś szczególnie twórczym, ale nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że to są rzeczy naganne.

Przyczyna?

Skąd zatem takie problemy w rozróżnianiu dobra od zła? Cóż, problem od wieków jest ten sam — brak poszanowania cudzej pracy oraz cudzych praw.

Powiedzmy sobie wprost — skorzystanie z cudzej pracy bez pytania o zgodę w 99% przypadków będzie kradzieżą. W pozostałym 1% przypadków należy spełnić warunki określone albo zastrzeżeniami autora, albo powszechnie obowiązującym prawem. Dlatego właśnie liczni osobnicy kopiujący kompletną szatę graficzną innych serwisów (jak np. SimpleBits, Evolt.org, A List Apart etc.) są złodziejami, choćby sami uważali się jedynie za „zainspirowanych” projektem. Złodziejami są również osobnicy kradnący treść z cudzego bloga i publikujący ją bez podania źródła jako własne przemyślenia. Przykre? Boli? Cóż, tak wygląda rzeczywistość, nie ma się co mazać, tylko wypada się poprawić.

Rozwiązanie?

Nie mam pojęcia, skąd ta moda na zrzynanie. Nie jestem nawet przekonany, czy tak jest łatwiej, bo przecież to podążanie cudzymi śladami. Z drugiej strony rozumiem, że produkując serwis podobny do zachodniego odpowiednika można się narazić na zarzut o kopiowanie. Co zatem należy czynić?

Możliwości widzę przynajmniej dwie:

Licencja
Mówiąc wprost — dogadanie się z twórcami oryginału na temat spolszczenia międzymordzia aplikacji. Większość z nich nie będzie mieć zastrzeżeń, bo to zawsze nowi użytkownicy w serwisie. Z kolei polscy Internauci też nie powinni mieć oporów, bo będą mogli połączyć polskojęzyczność z „wielkim światem”.
Można też ewentualnie ponegocjować stworzenie polskiej wersji licencyjnej serwisu. Dostajemy gotowe rozwiązania techniczne plus markę i otoczkę, a serwis dostosowujemy do polskich realiów. Pracy jest mniej, a efekty znacznie lepsze.

Prawdziwa inspiracja
Prawdziwa, czyli nie bezmyślne rżnięcie istniejącego projektu, podpierane pokrzykiwaniem „kawał ciężkiej pracy… wersja pre-alfa… szkoda wysiłku… krytykanctwo… zazdrość…”. Tworzenie słabszej kopii nie ma sensu, bo na wejściu dostaje się punkty karne w postaci przyciągnięcia do serwisu użytkowników niewyrobionych, a więc z definicji gorszych.

Prawdziwa inspiracja to analiza istniejących rozwiązań na rynku światowym, porównanie ich ze sobą, zebranie informacji na temat potrzeb rynku lokalnego i wyciągnięcie odpowiednich wniosków.
Podejście skomplikowane i nowatorskie? Ależ skąd, to przecież postępowanie jak najbardziej oczywiste i logiczne. Niestety, patrząc na polskojęzyczny Internet można odnieść wrażenie, że jest to równocześnie postępowanie praktycznie nieznane — ze szkodą dla nas wszystkich.

This entry was posted in Polska, WWW & Net. Bookmark the permalink.

5 Responses to RAFi pisze o mentalności tfurcuf

  1. RAFi says:

    Szkod, że nie podałeś polskich inspiratorów. Czyżbyś celowo pominął, jak to miało miejsce w INSPIRANCI SĄ … ? ;)

  2. Ciekawe podejście :) Ale czasem szukanie inspiracji (oczywiście inspiracji w sensie przawdziwego szukania natchnienia) potrafi teź zostać niesłusznie odebrane jako jakaś nieudolna próba plagiatu… Co oczywiście nie znaczy, że jak szukać inspiracji, to od razu zżynać :)

    Ja tam uważam, że drobne nawiązania, jakieś subtelne detale są jeszcze do przeżycia, niemniej zerżnięcie całości to gruba przesada :D

  3. RAFi: nie podałem informacji o złodziejach, bo nie chce mi się takich wyszukiwać i promować. O inspiratorach nie pisałem, bo mój post to nawiązanie do Twojego i Ty kilku wymieniłeś. Poza tym po co mam się dowiadywać po raz kolejny, że każda moja wzmianka o pewnym serwisie to trollowanie? ;)

    Paweł: szukanie inspiracji nie musi być odbierane jako próba plagiatu. Bardzo często wystarczyłaby informacja w stylu „prasowym”:

    Dziś udostępniliśmy użytkownikom serwis „Łeb na piątkę”. Będziemy pisać o Web 5.0 w taki sposób, jakiego nie uświadczycie w innych serwisach. Przez ostatnich kilka miesięcy przyglądaliśmy się polskim i zachodnim serwisom o Web 5.0, analizowaliśmy sposób funkcjonowania oraz tematy tam poruszane.
    Kilkumiesięczne przygotowania nie poszły na marne. Wyeliminowaliśmy niedogodności obecne w innych serwisach i podajemy czystą esencję Web 5.0 w takiej formie, jakiej od dawna oczekiwaliście.

    Oczywiście takie oświadczenie może towarzyszyć tylko takiemu serwisowi, który został przygotowany naprawdę profesjonalnie. Ono musi odpowiadać prawdzie i zespół redakcyjny faktycznie powinien przez kilka miesięcy analizować działania konkurencji, wyciągać wnioski z jej błędów oraz podpatrywać najlepsze rozwiązania. W efekcie powinien powstać naprawdę rewolucyjny serwis, a nie słaba podróba.
    W taki sposób tworzy się 99% nowych produktów, od margaryny po tytuły prasowe. Nie widzę powodu, dla którego stworzenie nowego serwisu nie miałoby przebiegać w ten sam sposób.

  4. RAFi says:

    Mikołaj:, w sumie może i dobrze. U mnie zapewne będzie suplement do tego, gdyż chciałem podsumować w komentarzach cel powstania mojego tekstu, lecz p_ch wielki obrażony wyłączył komentowanie.

  5. Przejrzałem te komentarze i… OMG. Przepraszam, ale jestem już chyba za stary i wysiadam. Przy takim nastawieniu autora i wiernych fanów wolę korzystać z oryginalnych serwisów zachodnich, przynajmniej audytorium większe…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>