Autopromocja über Alles?

W wolnym czasie przeglądam sobie różne blogi w poszukiwaniu tych sensownych, które warto czytać. Praca to żmudna, bo circa about 80% szeroko pojętych techblogów to kopiowanie bez wkładu własnego. Do pozostałych 20% ciężko dotrzeć, ale takie blogi staram się stopniowo dorzucać do linkowni — większy update spodziewany w początkach maja, kiedy kilka innych rzeczy też się zmieni…
Podczas tej lektury uderzyło mnie jedno — niezwykła wręcz skromność blogujących.

Napisałem skromność? Niezwykła?
Wróć.
Żadna skromność.
Brak skromności.

Tak, proszę szanownego P.T. Czytelnictwa, skromność blogujących nie ma początku. Przez blogi setkami przewalają się dopiero co pełnoletni eksperci, doradcy i specjaliści. Udzielają rad, autorytatywnie wypowiadają się na wszelakie tematy i rzucają bezkompromisowe gromy na lewo i prawo. Gdybyż jeszcze pisali z sensem, to pal licho bezkompromisowość sądów i dipolowe widzenie świata. Niestety, akurat z sensem to oni nie piszą…

Gdy rzucimy okiem na owe bezkompromisowe blogi, możemy na nich znaleźć takie na przykład ciekawostki:

  • Artykuły o prowadzeniu bloga / serwisu WWW na blogu, który owym opisywanym zasadom nagminnie przeczy.
  • Artykuły dotyczące grafiki i designu na blogu, który korzysta ze standardowego i najbardziej oklepanego schematu (skórki).
  • Artykuły dotyczące dostępności i użyteczności na blogu, gdzie obficie występują małe literki o żenująco kiepskim kontraście.
  • Artykuły dotyczące semantyki kodu (nie mylić z dostępnością) w poważnych projektach komercyjnych, które to projekty nie tym stoją.
  • Artykuły dotyczące obowiązkowego przestrzegania standardów W3C, mijające się w znacznym stopniu z obecnymi możliwościami przeglądarek.

To oczywiście nie wszystkie „kfiatki”, ale dość charakterystyczne, żeby nie powiedzieć — sztandarowe. IMHO to już nie są teksty wynikające jedynie z młodości i przeświadczenia, że wie się wszystko najlepiej. To teksty mające za zadanie przede wszystkim ukazać autora jako eksperta i wykreować jego image specjalisty od tego i owego.
Oczywiście sami autorzy zaprzeczają takim praktykom i oficjalnie blogi piszą wyłącznie dla samych siebie, ale nie oszukujmy się — to bezwzględna promocja własnej osoby (nie mylić z promowaniem osiągnięć). Jak bowiem inaczej określić wrzucanie własnych postów do różnej maści linkowni? Jak określić obruszanie się na podważanie „pozycji eksperta”? Podważanie poparte dowodami i naprawdę porządnymi argumentami?

Może już stetryczałem, ale dla mnie takie zachowania są niesmaczne i nieetyczne, żeby nie opisać tego wprost jakimś ciężkim słowem. Na szacunek i uznanie trzeba zapracować własnym dorobkiem, a nie teoretycznymi ogólnikami. Własnoręczne przyznanie sobie tytułu eksperta czy specjalisty ekspertem i specjalistą jeszcze nie czyni. Na szczęście…

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

20 Responses to Autopromocja über Alles?

  1. shrew says:

    autopromocja owszem i to bardzo duza. ale nie tylko na blogach. roznej masci eksperci od e-biznesu – jakies nieuolne kopie piotra majewskeigo sa na porzadku dziennym, chociaz oni raczej bloga nie maja tylko hołmpejdż. co do ekspertow to bym byla ostrozna. owszem kreuja sie, ale nie rzucaja mi sie jakos teksty ‚jestem ekspertem’.

  2. autopromocja owszem i to bardzo duza. ale nie tylko na blogach. roznej masci eksperci od e-biznesu – jakies nieuolne kopie piotra majewskeigo sa na porzadku dziennym, chociaz oni raczej bloga nie maja tylko hołmpejdż.

    Cóż, dla mnie Piotr Majewski, słynny „góró marketingó„, to nieudolna podróba eksperta od e-biznesu — nie bardzo wiem, czy można kopiować kopistę :twisted:
    Choć pisząc o pseudospecjalistach nie miałem Piotra Majewskiego na myśli, to jednak świetnie pasuje mi do wspomnianych 80% szumu informacyjnego.

    co do ekspertow to bym byla ostrozna. owszem kreuja sie, ale nie rzucaja mi sie jakos teksty ‘jestem ekspertem’.

    Ależ są i to wcale nie aż takie rzadkie. Jedni potrafią napisać to wprost, bo co mają sobie żałować. Inni ukrywają to pod płaszczykiem „badacza” czy czegoś równie egzotycznego. Moją ulubioną grupą są jednak ci wszyscy, którzy o sobie per „ekspert” nie piszą, ale nie prostestują gdy ktoś ich tak tytułuje. Czasem się zapominają w czasie dyskusji i wtedy podważanie autorytetu „eksperta” budzi ich żywe oburzenie.

  3. przykłady, przykłady ;)

  4. Nazwisk nie będzie, bo nie wszystkich mogę wyłapać, a promować tylko niektórych nie ma sensu — kto chce, ten znajdzie ;)
    Poza tym spora część expierdów byłaby zachwycona wymienieniem z imienia i nazwiska w myśl zasady „nie ważne jak piszą, byle pisali po nazwisku”. Tej przyjemności im nie zrobię, będą musieli się cichutko pofrustrować w kąciku :twisted:

  5. Właśnie zauważyłem, że serwer jogger.pl nie działa, zapewne z rozpaczy po Twoim wpisie. :-)

    Z większością Twojego posta się zgadzam, z małymi uwagami.

    ukazać autora jako eksperta i wykreować jego image specjalisty…

    Wśród kogo? Wśród podobnych specjalistów lub „specjalistów”, którzy te blogi czytają? :-)

    Jak bowiem inaczej określić wrzucanie własnych postów do różnej maści linkowni?

    To robią nie tylko nasi domorośli eksperci (ciekawe co tam u Eksperta ostatnio, może też założył bloga?), ale i poważni ludzie w stylu pana Urbanowicza. Ale prawdę mówiąc, wolę już odrobinę autopromocji niż linki „wykop mnie…” pod każdym postem. To nie jest użyteczny dodatek, to żebranina o linki. :)

    Artykuły dotyczące dostępności i użyteczności na blogu, gdzie obficie występują małe literki o żenująco kiepskim kontraście.

    Nie żebym się czepiał… ale rzeczą niezauważalną jest jakikolwiek kontrast między ciemnogranatowymi linkami, a tekstem na Twoim blogu. :)

  6. Jogger ma odwieczne problemy z funkcjonowaniem, zdążyłem się do tego przyzwyczaić ;)

    Pytasz, wśród kogo ma ten image być wykreowany. Od podobnych piszącym „specjalistów” to niestety tylko się zaczyna, potem zaczyna być tylko „lepiej”. Fama idzie w świat i potem taki delikwent ląduje w redakcji jakiegoś magazynu, albo (co gorsza) doradza urzędom.

    Przy wyborze „odrobina autopromocji kontra żebranina o linki” zgadzam się, lepsza jest skromna autopromocja. Sęk w tym, że nawet taka skromna autopromocja kłóci się trochę z deklaracjami o „pisaniu dla siebie” i niezabieganiu o publikę.
    Osobiście uważam takie zachowania za nieetyczne, a mówiąc wprost — za dziecinadę. Jeśli blog jest dobry, to się obroni jakością tekstów oraz trackbackami i komentarzami autora na innych blogach.

    O swoim blogu pisałem już w… lutym? Ciemnoniebieskie linki to nie jest jedyny błąd, znalazłoby się ich więcej — h1, stopka, średnio wygodny link do strony głównej etc. Tego szablonu nie chcę już jednak poprawiać (szkoda czasu, którego i tak nie mam), w maju będzie odpalona nowa wersja bloga.
    Zauważ jednak, że prakycznie od grudnia nie pisałem nic na temat dostępności (kategoria „Rózga”), jak też nie analizowałem serwisów. Wyjątkiem jest 10P, ale to była wyłącznie kontynuacja recenzji grudniowej, nic nowego. Przestój związany jest właśnie z tym, że mam na blogu błędy i nieetycznym byłoby wytykanie błędów innym…

  7. shrew says:

    ale autopromocja jest wszedzie. czysta psychologia. jak spotkasz sasiada i pytasz co slychac, on sie bedzie promowa, ty na to pytanie tez sie bedziesz promowal. ktos zapyta ci co myslisz o czyms – tez sie bedziesz promowal. kwestia tylko w jakim wymiarze i na ile ta promocja bedzie odzwierciedleniem faktycznego stanu :)

  8. Ejże, mówimy o dwóch różnych rzeczach :)
    Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie prowadził bloga, w którym będzie pisał „jestem dupkiem, nic nie umiem i generalnie możecie mnie zbluzgać”. Właściwie każdy blog jest autopromocją autora — oczywiście nie wyłączając mnie. Różnica tkwi w podejściu do całej sytuacji.
    Rozumiem promocję przez pisanie pluginów, programików, tłumaczeń czy robienie grafiki (ikonki, buttony etc.). Jak autor produkuje chałę, to nikt z tego nie będzie korzystał. Jeśli jednak są to rzeczy dobre, to autor będzie się stawał coraz bardziej popularny i automatycznie będzie się promował. Zauważ jednak, że najlepsi nie piszą o sobie per ekspert i często się na takie tytuły zżymają — znają swoje możliwości.
    Agresywna autopromocja młodocianych to zero kreatywności. W 99% przypadków ogranicza się do przepisywania cudzesów i wypuszczania jako własnych przemyśleń. Owe przemyślenia (czytaj: bełkot) na jakiś temat są bardzo często sprzeczne z wiedzą czy dokumentacją, ale młodociany autopromotor chce uznania tego za wiedzę objawioną.
    Last but not least agresywna autopromocja to pchanie na siłę takich wypocin do digga, wykopu, gwaru, Usenetu i czort wie, gdzie jeszcze…

  9. Ja nie ukrywam, że nie piszę dla siebie. Gdybym tak robił, to bym tego nie publikował. Dlatego nie widzę nic złego w chęci pozyskania nowych czytelników. Rozumiem, content, content, ale nawet najlepszy content sam się nie wypromuje – ktoś musi się o nim dowiedzieć.
    Czyl link ,,wykop mnie” jest taki zły? Gorsze chyba dodawanie samemu własnych notek do takich serwisów. „digg this article” można spotkać na różnych blogach, nawet tych wartościowych, także nie brałbym tego elementu jako jednoznacznie negatywny.
    Sam korzystam/korzystałem z różnych form promocji, w tym dodawałem własne notki na wykop. Jednak podobały się i dzięki takiemu serwisowi mało wypromowany blog dotarł z ciekawym tekstem do większego grona (http://www.wykop.pl/link/1196/jogger-02.html).

    Poza tym oczywiście zgadzam się z tym, że bloga promuje dobra treść przede wszystkim. Jednak każdy kiedyś zaczynał i próbował różnych sposóbów na zwiększenie popularności bloga.
    Myślę, że sam problem nie tkwi w tym, że te blogi gdzieś tam w internecie się pojawiają i ktoś do nich linkuje. To chyba kwestia braku „ambitnie linkujących” stron, czyli mówiąc prosto, brakuje konkurencji wykop.pl, której treść np. Tobie przypadłaby bardziej do gustu. Wszak Sieć jest pojemna i zmieści zarówno ,,specjalistów” jak i zwykłych ludzi, nie ma co się nawzajem wygryzać.

  10. O przepraszam, content jak najbardziej sam się wypromuje, to tylko kwestia czasu. Jedyną formą promocji, jaką stosowałem, było umieszczenie linki w sygnaturce stosowanej w Usenecie — jakoś poszło :)
    Nigdy nie pakowałem się do „wykopków”, nie stosowałem zasady wymiany linków (Ty mnie, ja Ciebie), nie zapisywałem się do systemów / serwisów linkowych, a żyję. Wniosek z tego płynie, że jednak się da…

    Chęć pozyskania nowych czytelników jest zrozumiała, ale nadal pozostaje kwestia etyki, trochę jak w dobrym marketingu. Dla mnie umieszczanie przy każdym wpisie linki do wykopu czy zgłaszanie tam swoich własnych postów jest dziecinadą i zwykłą żebraniną o popularność.
    Zauważ, że najlepsi (jak np. Roger Johansson) nie umieszczają u siebie linków do Digg.com, choć przecież spokojnie mogliby to robić. Może należałoby czerpać wzory z najlepszych?
    U mnie nie pojawią się linki do Digga / Wykopu / Gwaru, nie będę też ich sam tam dodawał. Szanują inteligencję swoich czytelników i wychodzę z założenia, że jeśli coś uznają za wartościowe, to sami to dodadzą do odpowiedniego serwisu. Satysfakcja z pojawiania się nowych czytelników taką drogą będzie dla mnie znacznie większa, niż satysfakcja z nowych czytelników sztucznie wygenerowanych przeze mnie.

    Czy brakuje mi „ambitnie linkujących” serwisów? Nie, nie brakuje, po prostu z nich nie korzystam. Z mojego punktu widzenia może powstać kolejnych 20 Wykopów, nie zrobi mi to różnicy. Być może zainteresowałbym się wykopami czysto branżowymi (lotniczym, historycznym, militarnym etc.), ale musiałyby być na wysokim poziomie — nie mam czasu na kiepskie serwisy.
    Tak naprawdę brakuje mi polskiego odpowiednika 9Rules, z porządnymi zasadami i trzymającego jedynie naprawdę dobre blogi. Serwisu, w którym należałoby wciąż trzymać poziom tekstów, aby nie wylecieć. Serwisu, do którego trudno byłoby się dostać i którego logo oznaczałoby po prostu: „to jest kawał dobrego pisania”. Czegoś takiego na razie nie ma i pewnie jeszcze długo nie będzie.

  11. Napisałeś „rozumiem promocję przez robienie pluginów, programów…”. Nie wszyscy potrafią napisać plugin, więc dzielą się taką wiedzą, jaką akurat posiadają. To samo dotyczy — moim zdaniem — szablonów. Rzeczywiście, jeśli ktoś pisze o użyteczności, powinien zadbać o swoje podwórko. Ale w innych przypadkach nie widzę nic złego w korzystaniu ze standardowych szablonów (na swoim przykładzie — marzy mi się własny szablon, ale od roku nie znajduję czasu na jego zrobienie, zwłaszcza, że nie zajmuję się projektowaniem WWW na co dzień i sprawiałoby mi to spory kłopot).

    Nie wiem, o kim piszesz (parę przykładów by się jednak przydało), ale sam jestem w stanie pomyśleć o jednym czy dwóch agresywnie promujących się „eskpertach”, którzy na to miano — moim zdaniem — nie zasługują. Ale taka chyba specyfika blogosfery — po prostu trzeba omijać takie miejsca ;) Dobry content sam się wypromuje.

  12. Zauważ, że najlepsi (jak np. Roger Johansson) nie umieszczają u siebie linków do Digg.com, choć przecież spokojnie mogliby to robić. Może należałoby czerpać wzory z najlepszych?

    Kurcze, Johansson to musi być gość, serwuje dynamiczny content zależnie od upodobań odwiedzającego. U mnie jak byk stoi na jego blogu linijka: „Bookmark this at Del.icio.us, Digg or Newsvine.” (pod artem, pomiędzy reklamami a „Related”). ;-) Pcha również te linki do swojego RSS.

    No dobra – nie każdy pisze wystarczająco dobry content, żeby się sam wypromował. Jednak jeśli content sam się nie promuje, to znaczy jedynie, że nie jest wyróżniający się – niekoniecznie, że jest słaby i niewarty czytania.
    W sumie masz bardzo dużo racji, ale zarazem bardzo surowe podejście. :)

  13. Nie wszyscy potrafią napisać plugin, więc dzielą się taką wiedzą, jaką akurat posiadają.

    Gdyby dzielili się wiedzą, to złego słowa bym nie napisał. Sęk w tym, że owi „eksperci” produkują sterty pseudofachowego bełkotu, który z wiedzą ma niewiele wspólnego. Powielają błędy i mity, co nie przyczynia się do ogarnięcia chaosu informacyjnego.

    Nie widzę nic złego w korzystaniu ze standardowych szablonów

    Ależ ja też nie widzę. Jeśli u kogoś wisi Kubrick, to rozumiem że:
    — jest tradycjonalistą i Kubricka lubi;
    — nie potrafi zrobić własnego szablonu;
    — jest tak zarobiony, że na zrobienie szablonu nie ma czasu.

    Problem zaczyna się w momencie, gdy kiepski szablon widzimy na blogu dizajnera WWW pouczającego innych o tym, jak się robi estetyczne strony. W tym wypadku hasło „szewc bez butów chodzi” się nie sprawdza.

    Nie wiem, o kim piszesz (parę przykładów by się jednak przydało), ale sam jestem w stanie pomyśleć o jednym czy dwóch agresywnie promujących się “eskpertach”, którzy na to miano — moim zdaniem — nie zasługują.

    Nie daję przykładów personalnych z kilku powodów:
    — opisuję zjawiska powszechne, dotyczące większej liczby autorów, niż byłbym w stanie wymienić;
    — nie chcę się wdawać w potyczki personalne i najazdy zwolenników / przeciwników wymienionego osobnika;
    — chcę wywołać odrobinę refleksji u czytających — „czy znam takiego osobnika?”, „czy on mówi o mnie?” — może niektórzy się zmienią lub wpłyną na swoich znajomych;

    U mnie jak byk stoi na jego blogu linijka: “Bookmark this at Del.icio.us, Digg or Newsvine.”

    U mnie pod FF jej nie ma (służę zrzutem), najwyraźniej czymś ją wycinam. Ale pod IE faktycznie widzę — mea kulka ;) powinienem był sprawdzić w czymś, co wyświetla reklamy. Ale część o równaniu w górę pdotrzymuję ;)

    Jednak jeśli content sam się nie promuje, to znaczy jedynie, że nie jest wyróżniający się – niekoniecznie, że jest słaby i niewarty czytania.

    Biorąc pod uwagę jakość polskojęzycznego Internetu, to dobry content się wyróżnia i trafi do ludzi. Nie wyróżni się tylko słaby i banalny autor, który nie ma nic do powiedzenia oraz (co najważniejsze) bez pomysłu na bloga. A pomysły leżą na ulicy, wystarczy się schylić… [1]

    W sumie masz bardzo dużo racji, ale zarazem bardzo surowe podejście. :)

    Nie wiem, czy aż tak znowu surowe. Po prostu chciałbym, żeby nastolatki nie usiłowały robić za autorytety moralne czy za ekspertów, bo to jest śmieszne. Oni powinni się kształcić, eksperymentować i bawić, a nie moralizować i pouczać. Od tej reguły znam jeden wyjątek — Gandalfa — ale to zupełnie inna bajka.

    [1] — Nie ma np. blogów kolekcjonujących dobre artykuły z polskich i zagranicznych źródeł na temat wąskich specjalizacji IT. Śmiem twierdzić, że blog „Ż życia Javascriptu” czy „Dziennik architekturowo-informacyjny” będzie miał więcej czytelników, niż moja pisanina. Dziedzin dla takich blogów są dziesiątki, jeśli nie setki — wystarczy codzienne śledzenie i podawanie newsów.

  14. MySZ says:

    U mnie jak byk stoi na jego blogu linijka: “Bookmark this at Del.icio.us, Digg or Newsvine.”

    U mnie pod FF jej nie ma

    A u mnie jest :P (ale przy podglądzie wpisu, nie na liście na stronie głównej)

  15. pawlik says:

    Czyl link ,,wykop mnie’’ jest taki zły? Gorsze chyba dodawanie samemu własnych notek do takich serwisów.

    święta prawda, ‚samowykop’ na moje oko wygląda na zachowanie typu ‚hm, napiszę coś, co wykopię. Kurde, musi to być coś w miarę ciekawego, żebym się dostał na stronę główną. Ok, napisałem, trzeba odczekać 30 sekund, żeby nie było podejrzeń. Po 35 sekundach: No dobra, klikam dodaj, czekam na setki komentarzy’.

    co do tekstu – ładna ironia :) )

  16. Nie wiem, czy aż tak znowu surowe. Po prostu chciałbym, żeby nastolatki nie usiłowały robić za autorytety moralne czy za ekspertów, bo to jest śmieszne. Oni powinni się kształcić, eksperymentować i bawić, a nie moralizować i pouczać.

    Moim zdaniem powinieneś zaufać mechanizmom samokontroli Internetu. Z czasem odsieją co trzeba ;) To prawda, że w tej chwili dzięki nowym możliwościom nastolatki z cząstką wiedzy mają „władzę publikowania” porównywalną z jakimś autorytetem z poprzedniego pokolenia, który nie ma wiedzy o blogach itp. Ale to jest jakiś znak czasów, jakaś zmiana pokoleniowa. Wyrówna się :)

  17. Marvel, mechanizmy samokontroli Internetu (czy czegokolwiek innego) to zdecydowanie za mało. One działają, ale baaaardzo powoli i nigdy nie są skuteczne w 100%. Znam przypadki z różnych dziedzin, gdzie zero potrafiło wyjść na wyżyny tylko dlatego, że miało sporo kolegów i potrafiło zrobić wokół siebie sporo szumu. Głosy rozsądku niknęły w masie pochlebców lub osób nieświadomych, bo ludzi rozsądnych nigdy nie ma zbyt wielu.
    Z podwórka webdizajnerskiego przykładów jest cała masa, jak choćby definiowanie czcionek czy rozmiarów stron w pikselach lub jednostkach „płynnych”. Wielu osiłków intelektualnych będzie gotowa zorganizować krucjatę w obronie swojego punktu widzenia, choć odpowiedź jest banalnie prosta — zależy, co się robi. Niestety, ten głos rozsądku niknie wśród komentarzy jednego z drugim…

  18. Pingback: Czwarte Metro

  19. W swoim „Zaglądam czasem…” mam rzeczywiście tylko te blogi, do których zaglądam najczęściej — przynajmniej kilka razy w tygodniu. Nie ukrywam, że wrzuciłem je tam przede wszystkim dla samego siebie — łatwiej mi odpalać kolejne blogi ze swojego :)
    Przyjąłem również dodatkowe kryteria lądowania w mojej linkowni:
    – teksty muszą być własne, nie linkuję blogów odtwórczych;
    – treść musi być przemyślana, sensowna i konkretna, szeroko pojęte blogaski mnie nie interesują;
    – tematyka bloga jest dowolna, bloga musi się dać czytać z zaciekawieniem;
    – blog musi być online, a nie offline — m.in. dlatego wyleciały wszystkie blogi z Joggera i prędko nie wrócą;
    – bloga muszę faktycznie czytać;

    Lista jest aktualizowana co jakiś czas — najbliższa aktualizacja w ciągu pary tygodni, gdy zmienię wygląd bloga. Mam nadzieję, że uda mi się wtedy zrobić kilka ciekawych rzeczy ;)

  20. KeyBi says:

    True True … Tak to już niestety jest. Niektórych blogerów ponosi w swoich opiniach, krytykują wszystko na lewo i na prawo. Nitk w sumie im tego nie może zabronić.

    Blogów technicznych faktycznie bardzo trudno się doszukać, bo większość zanika z powodu małej popularności. Dla mnie właśnie takie blogi stanowią najcenniejsze źródło informacji :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>