Korzyści z oglądania Wojewódzkiego

Przez cały weekend udawało mi się nader skutecznie omijać histerię-bis, więc w nagrodę obejrzałem odtrutkę — program Kuby Wojewódzkiego. Gościem była m.in. modelka Karolina Malinowska.
Jedna z niewielu osób „medialnych”, która publicznie potrafi powiedzieć o tym, że chodzenie na wybory jest ważne. Ba, to osoba która jest dumna z tego, że spełnia obywatelski obowiązek, choćby była akurat w Tokio. Brawo dla tej pani, bo dziś to prawdziwy unikat…

Przy okazji biję brawo za trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, za zainteresowanie sprawami kraju, za dostrzeganie zagrożeń oraz wspaniale złośliwe poczucie humoru — kto obejrzał program, ten wie co takiego mam na myśli ;)
Aż żal, że Wojewódzki z Ibiszem nie dali jej dojść do słowa, bo to jedna z niewielu modelek, która ma coś do powiedzenia. Jeśli ktoś czuje niedosyt, oto stary wywiad dla Vivy:

– W jakim jest Pani punkcie kariery?
Przed. Rzadko używam tego słowa, nie uważam, żebym zrobiła karierę. Jak ją kiedyś zrobię, na pewno poinformuję.

– Niech Pani nie kokietuje!
A co ja takiego zrobiłam? No, świata nie ratuję! To, że jestem znana i rozpoznawalna, nie zależy tylko ode mnie, ale też od ludzi, którym się spodobałam. To oni to nakręcają.

– Zaczęło się jak w bajce: miała Pani 15 lat, ktoś Panią zaczepił na ulicy, od razu wysłał do Japonii. Była Pani szczęśliwa, przerażona?
Nieprzygotowana. Traktowałam to jako dar losu. Czekał na mnie wielki świat – to jakby zamknąć oczy, dać komuś rękę i pozwalać się prowadzić. Ja tak zrobiłam z moim szefem, Darkiem Kumosą z agencji Model Plus. On przekonał mnie, że mogę zrobić coś, o czym marzą właściwie wszystkie dziewczyny.

– Jak zyskał tak duże zaufanie?
Zwykłej, zakompleksionej dziewczynie potrafił wmówić, że jest wyjątkową kobietą.

– Wmówić?
Najpierw trzeba wmówić to dziewczynie, potem ona sama musi się o tym przekonać.

– Więc bierze Panią za rękę, mówi, że jest wspaniała…
Nie, nic takiego. Powiedział: „Masz ciekawą twarz i możesz coś z nią zrobić. Czy to zrobisz, zależy od ciebie”. Mnóstwo rzeczy działo się w tym czasie w mojej głowie.

– Co?
To rodzaj pokusy – czujesz, że tam daleko coś na ciebie czeka. Przecież inaczej nigdy nie pojechałabym do Japonii, bo najzwyczajniej w świecie nie byłoby mnie na to stać. Czułam więc strach, a jednocześnie podniecenie, które towarzyszy nam zawsze, kiedy w naszym życiu ma nastąpić zwrot o 180 stopni.

– Nie wierzę, że bardziej ekscytowała Panią Japonia niż fakt, że zostanie Pani modelką.
Byłam bardziej przerażona długim lotem. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem, słabo mówiłam po angielsku. Zanim tam poleciałam, zanim zjawiłam się w studiu fotograficznym, nie docierało do mnie, co się dzieje. I nagle przychodzi świadomość: „O Boże, jestem modelką!”

– A potem podbój Europy?
Pamiętam dobrze pierwszy wyjazd do Mediolanu. Proszę sobie wyobrazić 15-letnią dziewczynkę, ubraną w stare ogrodniczki, schodzone buty, prowadzoną do Miucci Prady. Oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, co to za pani. Dopiero na pokazie, czyli po miesiącu wspólnej pracy, dowiedziałam się, że mam do czynienia z guru włoskiej mody.

– Co uważa Pani za swój największy dotychczasowy sukces?
Moim ostatnim największym sukcesem była sesja z Karlem Lagerfeldem. To były zdjęcia jego kolekcji, w jego studiu, on trzymał aparat, on pstrykał. Pracowaliśmy w Paryżu, w nocy, bo Karl robi zdjęcia tylko w nocy. Niesamowite przeżycie.

– Największe wyrzeczenie?
Chyba to, że niczego nie można planować. Mieszka się w samolocie, jest się niewolnikiem tej pracy, czeka się na telefon. Dziś dzwonią, że masz być w Mediolanie, a w Mediolanie dostajesz wieczorem telefon, że rano masz samolot do Nowego Jorku. Tak naprawdę nie wiesz, kiedy wrócisz do domu.

– Nigdy nie miała Pani dość?
Taka myśl przemykała mi czasami przez głowę, ale nigdy nie wypowiedziałam jej głośno. Bo czego można mieć dość? Najłatwiejszej pracy na świecie? Nie ma drugiej takiej, która pozwalałaby poznawać tylu ludzi, podróżować, zarabiać pieniądze, uczyć się siebie samej.

– To czego dowiedziała się Pani o sobie?
Wyleczyłam się z kompleksów, dojrzałam. To było szukanie siebie. Nie zawsze łatwe, bo są też przecież ciemne strony tego zawodu, chociaż moim zdaniem trochę wyolbrzymiane.

– No właśnie, na temat swobodnego życia modelek, imprez z ich udziałem, rozmaitych zagrożeń krążą legendy. Miała Pani takie doświadczenia?
Mnie nic takiego nie spotkało, mam inne podejście do tego zawodu. Szokują mnie dziewczyny, dla których ta praca staje się całym światem. A przecież to nie jest zajęcie na całe życie. To nie jest nawet coś, co będziesz robić cały rok, bo czasami twoja twarz nie jest akurat na topie, musisz zaczekać, może za dwa lata znowu będzie… Najważniejsze to nie dać się zwariować. A przecież mówimy o młodych osobach, które mają w sobie presję robienia wielkich rzeczy. Jest łatwy dostęp do alkoholu, do imprez, brak kontroli rodziców. Moim zdaniem są dwa rodzaje modelek: prawdziwe, które widzimy na wybiegach, i pozostałe, które widzimy na imprezach. Jeżeli dziewczyna naprawdę pracuje, to wieczorem marzy jedynie o tym, żeby położyć się spać, na pewno nie o imprezie. Poza tym mężczyzna pozwala sobie na tyle, na ile mu pozwoli kobieta. Tak samo z modelkami. Jeśli facet widzi, że ma do czynienia z dziewczyną z klasą, to nawet mu przez myśl nie przejdzie, żeby wyskoczyć z jakąś niemoralną propozycją.

– Nie wszyscy mężczyźni mają takie wyczucie.
Ale dużo zależy też od nas. Jestem w tym zawodzie od siedmiu lat i przysięgam, że nigdy nie spotkały mnie jakieś niewybredne awanse – może dlatego, że nie bywam na przyjęciach. Mnie to po prostu nie kręci.

– Nie czuje się Pani czasem traktowana przedmiotowo? Zdarzyły się sytuacje, które budziły w Pani złość, opór?
Raz, w Mediolanie, kiedy moje przymiarki do pokazu trwały około trzech godzin, ponieważ projektant zastanawiał się przez półtorej godziny, czy powinnam mieć zieloną spódnicę, czy niebieską. Skończyliśmy te przymiarki o czwartej rano, a o szóstej miałam zbiórkę na następny pokaz, prawie nie spałam. I to są sytuacje, kiedy myślisz: „Boże, do domu! Już nie chcę, po co ja to robię, jaki to ma sens?”

– No właśnie…
W takich chwilach najczęściej mówimy sobie: „Pomyśl o pieniądzach”. Wiem oczywiście, na czym polega ta praca i że mam być wieszakiem, który – jak mu płacą – stoi nieruchomo przez siedem godzin. Więc stoję, sama się na to zdecydowałam, nikt mnie przecież nie zmusza.

– A jak jest z zawiścią?
Dopóki ta praca nie staje się całym twoim życiem, wszystko w porządku. Gorzej, jeśli zrobienie kolejnej sesji do jakiegoś pisma czy występ na kolejnym pokazie staje się sensem życia. Oczywiście, ja też miałam takie dni, że myślałam: „Dlaczego ta dziewczyna robi więcej, dlaczego ja nie?” Na szczęście mam odskocznię – dom, męża; to naprawdę pomaga. Trzeba wrzucić na luz, świat się nie skończy, jeżeli nie zrobię pokazu Prady w tym sezonie, mimo że trzy sezony temu mnie uwielbiała.

– Modelki bywają złośliwe podczas pokazów?
Zupełnie niewinnie. Na pokazie Karla Lagerfelda krążył kawał o blondynkach. W sumie taki sobie – o tym, jak dwie brunetki i blondynka chcą przepłynąć statkiem ocean, na gapę. Schodzą do ładowni i chowają się w skrzyniach. Przychodzi gość, który sprawdza te skrzynie. Puka do pierwszej, brunetka robi „miau”, on na to: „Aha, tu są koty”. Podchodzi do drugiej skrzyni, puka, druga brunetka mówi: „Hau, hau”, czyli wiadomo – jedzie piesek. Puka do trzeciej skrzynki, a blondynka mówi: „Ziemniaki”. Amanda Moore, najbardziej postrzelona dziewczyna, jaką znam, przed samym wyjściem Karoliny Kurkowej opowiedziała jej ten kawał. Karolina potrząsnęła tylko swoimi blond włosami i wyszła na wybieg wściekła.

– Zdarzyła się Pani jakaś trudna sesja?
Podczas pierwszego wyjazdu do Japonii miałam sesję z żywymi zwierzętami. I nie były to pieski czy kotki, tylko pelikany, małpy i słoń. Pamiętam też sesję do włoskiego „Vogue’a” z mężczyznami, którzy trenowali gimnastykę artystyczną. Musiałyśmy się nieźle nawyginać. Na jednym ze zdjęć jeden z nich trzyma mnie w górze na jednej ręce.

– A najtrudniejszy wybór życiowy?
Szkoła czy kariera modelki. Bardzo dużo osób namawiało mnie, żebym zostawiła naukę, a ja uparłam się, że nie. Zdałam maturę najlepiej z całej szkoły. Ale to była trudna decyzja, bo z jednej strony kuszą pieniądze, wielki świat, a z drugiej strony coś, do czego można się odwołać w przyszłości. Dla 16-latki to poważny dylemat. Agencje wolą, żeby dziewczyny nie kończyły szkoły, bo łatwiej im pracować z modelką w stu procentach dyspozycyjną, która nie będzie się wymawiać klasówką. Parę rzeczy pewnie mi umknęło, ale teraz przynajmniej mam trochę więcej tematów do omawiania niż kolory lakierów do paznokci. Interesuję się polityką, w przyszłym roku chciałabym rozpocząć studia na wydziale dziennikarstwa. Tak jak brat.

– Wie Pani, czego chce, zna swoją wartość. A jednak wspomniała Pani o kompleksach.
W wieku 15 lat ma je każda nastolatka. Ja zawsze byłam przerażająco chuda, na dodatek miałam strasznie odstające uszy.

– Rozumiem uszy, ale że szczupła?
Ale ja byłam najchudszą i najwyższą dziewczyną w klasie, prawie wszyscy chłopcy byli ode mnie niżsi! Wołali na mnie „Żyrafa”, to nie było miłe. Potem w agencjach też czepiali się, że jestem za chuda.

– Modelka za chuda?
Mamy być szczupłe, ale nie prześwitujące. Na szczęście z wiekiem nabrałam trochę ciała i poprawiły mi się proporcje. Zresztą z kompleksami jest tak, że w większości sami się w nie wpędzamy. Trzeba wypracować sobie zdrowy stosunek do świata. Nieważne, czy jesteś modelką, księgową, czy bileterką w kinie. To od nas samych zależy, czy jesteśmy szczęśliwi.

– Łatwo mówić, kiedy się jest piękną i bogatą.
Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą od nas ładniejsi, bystrzejsi, którzy mają więcej szczęścia. Ja nigdy nie będę wyglądała jak Angelina Jolie na przykład. Ale mogę być najlepszą Karoliną w swoim wydaniu. Ja po prostu robię swoje najlepiej jak mogę: uczę się najlepiej jak mogę, wyglądam…

– Jest Pani niezadowolona z jakiejś części ciała?
Jak wszystkie kobiety od wieków. Mam 10-centymetrową szramę na brzuchu po wyrostku, tak mnie urządzili lekarze. To mi przeszkadza. Ale patrzę w lustro i myślę, że mogło być gorzej.

– Powiedziała Pani kiedyś, że nigdy nie zdecydowałaby się na operację plastyczną. A jednak.
Chodzi pani o uszy, oczywiście? Zrobiłam ich korekcję, a nie operację plastyczną. Dla mnie to zasadnicza różnica, to są nadal moje uszy, nie ma w nich nic sztucznego. Czuję się z tym bardzo dobrze. Uważam, że jak ktoś ma kompleksy, nie powinien się wahać.

– Co Panią do tego skłoniło?
Kiedy dorastałam i twarz zmieniała mi się z dziewczęcej na kobiecą, niektórych te uszy zaczęły razić. Agencja napomykała mi o tym, natomiast nikt nigdy nie powiedział: „Idź i zrób”.

– Ale odstające uszy były Pani znakiem rozpoznawczym!
Teraz znakiem rozpoznawczym może być na szczęście moje nazwisko. Zresztą poza pracą jest jeszcze życie prywatne, które też jest ważne i w którym chcesz się dobrze prezentować, bez pomocy wszystkich sztuczek makijażystów i kreatorów.

– Nie chce Pani chyba powiedzieć, że mąż naciskał.
Nie, nie, ja to zrobiłam długo przed mężem.

– To kiedy się poznaliście?
Dwa lata temu, ale wtedy była to znajomość czysto służbowa. Olivier zrobił ze mną wywiad do swojego programu w TVN „Co za tydzień”. To było na pokazie Arkadiusa, który odbywał się w Łazienkach, w noc świętojańską. Potem zdarzyły się jakieś kolejne sytuacje zawodowe…

– A potem decyzja o ślubie. W wieku 21 lat. Wcześnie.
No wcześnie, ale jeśli poznasz kogoś, z kim chcesz spędzić resztę życia, nie ma się nad czym zastanawiać. Po prostu wiedziałam, że to facet mojego życia.

– W agencjach nie podniósł się raban?
To nie jest przestępstwo, że wychodzisz za mąż.

– O Olivierze mówiło się zawsze, że to silny, dominujący mężczyzna. Oboje jesteście rozpoznawalni. Nie ma żadnej rywalizacji w Waszym związku?
Ja bym powiedziała: trafił swój na swego. My się bardzo fajnie uzupełniamy, dużo rozmawiamy. To, że oboje jesteśmy osobami publicznymi, przeszkadza, bo jesteśmy pod ciągłym obstrzałem. Ale nie czuję się zdominowana przez Oliviera. Jest moim przyjacielem, nic mi nie narzuca, może co najwyżej naprowadzić mnie na jakieś rozwiązania.

– A nie zabolało Pani, kiedy gazety obwieściły „Olivier się ożenił”, a nie że „Karolina wyszła za mąż”?
Ale z kim się ożenił Olivier? Z Karoliną Malinowską. Wystarczy.

– Jest Pani zazdrosna?
Pewnie, że jestem. Jak bym mogła, to bym krzyknęła wszystkim kobietom: „Wara!” Ale zazdrość też jest potrzebna w związku. Ważne, żeby nie przesadzić. Olivier jest przystojnym mężczyzną, podoba się innym, ale to ja jestem jego kobietą. Śmieszą mnie często chichoczące i wpatrujące się w niego dziewczyny, wykazujące się kompletnym brakiem klasy.

– Uchodził za mężczyznę, którego trudno usidlić.
Tak? Nie wiedziałam… Miał wcześniej dziewczynę, więc jednak ktoś go usidlił.

– Ale przez wiele lat nie chciał się wiązać na stałe.
Aż tak nie wnikam, to jego przeszłość, o którą nie pytałam i nie będę pytać. To nie było polowanie na pana Janiaka, tak wyszło…

– Jak to Pani osiągnęła?
To chyba nie jest dobre pytanie… Osiągnąć można czas na zawodach, a to nie były zawody i mój mąż nie był w nich trofeum do zdobycia. Ja po prostu przyszłam, przedstawiłam się, pogadałam i uciekłam.

– Zadecydowało to ostatnie?
Zawsze przeszkody są bardziej kręcące.

– Działała Pani z premedytacją?
Powiem szczerze: on mi się nigdy nie podobał jako facet, raczej jako człowiek… Stopniowo, w miarę jak go poznawałam, zaczął mnie sobą fascynować, ale nie siedziałam w domu ogarnięta paranoją: „O Boże, Olivier Janiak, jak ja bym się chciała z nim spotkać!” Wierzyłam, że jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy – w końcu to normalny facet, a ja jestem normalną kobietą.

– I nagle zaiskrzyło.
I nagle wielkie bum w głowę, a później w serce. I tak już zostało – nieuleczalne. Normalna historia.

18 grudnia, 2003
Rozmawiała Jolanta Berent

This entry was posted in Media, Polska. Bookmark the permalink.

6 Responses to Korzyści z oglądania Wojewódzkiego

  1. pawlik says:

    Co do samego Wojewódzkiego – czasem ogląda mi się go całkiem przyjemnie, jednak czasem jak palnie jakąś mało śmieszną głupotę z której wszyscy się muszą śmiać bo widzą nad jego głową tabliczkę z podświetlonym na czerwono napisem applause to aż chce mi się wyłączyć telewizor i poczytać blogosferę. ;) Z Majewskim jest podobnie, niby wszystko ok, fajnie, super, siema, ok, lecz czasem jest tak żałosny jak mało kto. Ot takie moje odczucie.

  2. pawlik says:

    (btw. link do wywiadu nie działa)

  3. No niestety, wywiad został już chyba zdjęty. Po wrzuceniu do Google linki http://polki.wp.pl/kat,1686,wid,4757512,wiadomosc.html widać kopię, jej treść zamieściłem powyżej ;)

  4. Fanatyk says:

    Oglądałem K.W. i też uważam że byl to jeden z lepszych jego programów!
    I na szczęście też udało mi się nie trafić na „narodowe jęczenie.

  5. kasia says:

    dzieki Bogu jest ktos taki jak Kuba w tym kraju!
    co do Karo, bardzo ja lubie i uwazam ja za jedna z naprawde piekniejszych kobiet! pozdrowionka z szanghaju!

  6. Pierwszy komentarz z Szanghaju, jestem dumny :D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>