Wszystko co dobre kończy się szybko. Skończył się też mój (a właściwie nasz) urlop w Czechach. Pogoda była fantastyczna, widoki również. Nasz Canon niemal poległ w akcji, ale wszystko już jest w porządku. Tyle w telegraficznym skrócie, więcej być może wkrótce
P.S. Polecam doskonałe wręcz befsztyki ze szparagami w restauracji „ChebskĂ˝ dvĹŻr” w Karlovych Varach. Za jedyne 250 koron (+40 koron za pół litra świeżego Pilsenera) zaznacie niebiańskiej rozkoszy. Dla równowagi ostrzegam przed knajpą Eivo (NekĂĄzanka 6, rzut kamieniem od VĂĄclavskĂŠ nĂĄmÄstĂ), gdzie żarcie jest fatalne.
Tylko 0,5 litra?
Toż to marnotrawstwo!
Więcej by mi się nie zmieściło, befsztyk był naprawdę potężny
40 koron za piwo to zlekka zdzierstwo. Za takie pieniądze nawet Velveta bym nie kupił – raz, że mi nie smakuje, a dwa, że też drogi.
Vaclavak, jak rozumiem, praski, nie Karlovarski? Oj to w Pradze jak najdalej od Vaclavaka, najlepiej wyjść poza centrum i stołować się na Zizkovie albo Holesovicach. W normalnych, zwykłych, przeciętnych knajpach (czosnyczka wyśmienita na dzień po nastu piwach itd.)
Eeeee… bez przesady, w końcu to knajpa. U nas w restauracji też nie dostaniesz Żywca za 3 złote, prędzej za 13. Zresztą cena 40 koron za pół litra Pilsenera to standard knajpiany, nie kojarzę żebym widział gdzieś taniej.
Jeśli chodzi o Pragę, to ten posiłek był już przed wyjazdem i nie bardzo mieliśmy okazję biegać po okolicy. Poza tym zupki czosnkowej to ja nie bardzo — wątroba się buntuje