Wyznawcy religii Web 2.0

Zbigniew Domaszewicz w tekście Wyznawcy religii Web 2.0 opublikowanym w „Wyborczej” (w wydaniu papierowym dostępny będzie zapewne w piątek) opisał konferencję „Witamy Web 2.0 w Polsce”, jaka miała miejsce wczoraj w Warszawie. Artykuł jest interesujący ze względu na liczne cytaty, mówiące wiele prawdy o zadęciu, wzajemnym poklepywaniu po plecach i generalnym braku kontaktu z rzeczywistością wielu uczestników konferencji.

Pozwolę sobie poszatkować tekst na kawałki i okrasić własnymi (głównie złośliwymi) komentarzami. Nie pod adresem autora artykułu, ale pod adresem autorów cytowanych poglądów.

Tradycyjny internet idzie do lamusa – powtarzali uczestnicy konferencji „Witamy Web 2.0 w Polsce” poświęconej nowym trendom w rozwoju sieci.

Stwierdzenie tyleż butne, co nieprawdziwe. Podobnie jak ciężko zdefiniować pojęcie „Web 2.0″, tak ciężko jest zdefiniować „tradycyjny Internet”. Internet jako taki ewoluuje i nie bardzo sobie wyobrażam „odejście do lamusa” jakiejś jego części.

Ale o tym, jak pod sztandarami Web 2.0 robić biznes, mówiono niewiele.

Co dziwić nie powinno. Dobry pomysł na biznes uda się nie dlatego, że będzie opatrzony hasłem W20, ale dlatego że jest dobry.

Witamy wyznawców tej nowej religii – tak prowadzący Michał Faber z BiznesNetu rozpoczął imprezę, gdy „wyznawcy” zdołali się w końcu stłoczyć w sali.

Przyznam, że ten cytat mnie przeraził. Moim zdaniem takie pieprzenie w bambus (wybaczcie, ale bardziej łagodnych słów nie znalazłem) może tylko do Internetu ludzi zniechęcić. Przeciętny człowiek nie lubi żadnego fanatyzmu, choćby i związanego wyłącznie z technologią. Zresztą wielu z nas, autorów serwisów, też nie przepada za zelotami nachalnie promującymi swoje wyznanie. Nie ma chyba nic gorszego, niż kaznodzieja przekonujący nas do XHTML/HTML, Atom/RSS czy Strict/Transitional.

Web 2.0 to termin rozległy i trudny do zdefiniowania (na konferencji prawie nie próbowano tego robić)

Ten fragment mnie z kolei rozbawił. Jak można budować serwis „zgodny z Web 2.0″ czy „oparty o Web 2.0″, gdy owego Web 2.0 się nie zdefiniuje? Brak chęci do definiowania W20 był jednak widoczny juz w programie konferencji, jaki opublikowano parę miesięcy temu.

– Osiem lat temu korzystanie z internetu przypominało oglądanie telewizji. Dziś internauci mają głos — mówił Michał Kowalik, analityk rynkowy Intela.

Cóż… korzystam z Internetu od circa about 9 lat i jakoś nie widzę aż tak drastycznych różnic, jeśli chodzi o „głos dla internautów”. Jeśli ktoś chciał coś robić, to i ładnych parę lat temu mógł „przyłożyć rękę” do większych projektów. Proponując pomoc autorom serwisów Sluis Van czy The Completely Unofficial Star Wars Encyclopedia jakoś nie spotkałem się z odrzuceniem oferty. Oczywiście, teraz rozwój techniki ułatwia nam zycie, ale aż tak drastycznie wszystko się nie zmieniło…

Redaktorzy portali, arbitralnie decydujący, jakie artykuły należy umieścić na głównej stronie swojego serwisu, to skansen.

Śmiem twierdzić, że takie postrzeganie rzeczywistości niekoniecznie jest prawdziwe. Nie każdy serwis musi być oparty o zasady digg.com. Ba, wolę żeby sewisy branżowe / tematyczne były prowadzone przez doświadczonych redaktorów, a nie przez „mądrość tłumu”. Przy czym proszę nie mylić prowadzenia sewisu z pisaniem tekstów…

Na duże uznanie świata Web 2.0 zasługuje natomiast tzw. agregacja treści, czyli gromadzenie na swojej witrynie odnośników do interesujących materiałów wytworzonych i opublikowanych przez innych.

Co można zrozumieć jako przesłanie: „świat Web 2.0 nie bardzo potrafi wygenerować / zbudować sensowną treść”. Nie oszukujmy się — gdyby nie masy „zacofanych serwisów Web 1.0″, to wiele „nowoczesnych serwisów Web 2.0″ nie miałoby racji bytu.

O tym, jaki nowe serwisy mają patent na zarabianie w sieci (pomińmy ewentualną sprzedaż serwisu bogatemu naiwnemu inwestorowi), mówiono niestety na konferencji mało. Zapewniano się jedynie nawzajem, że Web 2.0 to nie jest żaden marketingowy humbug pompujący nową inwestycyjną bańkę mydlaną, jak potrafią czasem sugerować złośliwi.

Tego fragmentu nie będę komentował, chyba nie ma potrzeby :twisted:

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

8 Responses to Wyznawcy religii Web 2.0

  1. rek says:

    „Web 2.0 to termin rozległy i trudny do zdefiniowania (na konferencji prawie nie próbowano tego robić)” – siedze i wyje ze smiechu :)

  2. btd says:

    A ja myslalem ze tak pieprzyc to tylko na wiejskiej w warszawie potrafia.
    Web2.0 jest dobry bo jest dobry i 2.0
    Przecież ludzi to gówno obchodzi, po prostu na stronie ma być coś ciekawego i tyle, a reszta to opakowanie. Jasne, liczy się, ale samo jest o kant tyłka potłuc. No i dodając jeszcze do tego podkreślenie znaczenia agregacji wychodzi: robimy kolorowe pudełeczka a w środku treść kogoś innego.

  3. Nivertius says:

    Coż, ja też mam bardzo sceptyczne podejście do terminu W20 jak i kryjącym się pod nim systemem działania. Niestety, o tym wszyscy lubią mówić, bo im się wydaje, że o tym mówią profesjonaliści.
    Powiem szczerze, że to nagły wzrost zainteresowania Web2.0 utwierdza mnie w przekonaniu, że strony/serwisy internetowe to zbyt wielka marketingowa papka dla mnie i dlatego się nimi nie będę w przyszłości zajmował [mam nadzieję].

  4. vmario says:

    No tak, każdy pretekst do zorganizowania konferencji jest dobry, a tym lepszy, im modniejsze jest hasło i mniej kompetentni organizatorzy (bo można się najeść zamiast słuchać i myśleć).

    Web2.0 świetnie się do takich marketingowych spekulacji nadaje. Definiujemy to sobie jak chcemy i czekamy, aż się napatoczy jakiś wielbiciel zaokrąglonych rogów albo komentarzy pod każdym akapitem tekstu. Przy okazji może o nas w gazecie napiszą?

    BTW, pojęcia takie jak hacker i hacking już dawno uległy wypaczeniu, nie ma więc co się dziwić, że Web2.0 też stało się etykietą, którą można przyczepić, gdzie się nam żywnie podoba.

  5. krzychu says:

    Byłem na tej konferencji. Wkrótce podzielę się wrażeniami.

  6. Dziel się, dziel. Jak nie tutaj, to u siebie, bylebyś dał trackbacka ;)

  7. Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...

  8. Nivertius, zostałeś trafiony Akismetem, stąd moja późna odpowiedź ;)

    Powiem szczerze, że to nagły wzrost zainteresowania Web2.0 utwierdza mnie w przekonaniu, że strony/serwisy internetowe to zbyt wielka marketingowa papka dla mnie i dlatego się nimi nie będę w przyszłości zajmował [mam nadzieję].

    Byłbym daleki od takich sformułowań i łączenia papki W20 ze wszystkimi serwisami. Papką jest bełkot marketoidów, którzy usiłują wmówić nieświadomym, że W20 to jakiś cud natury, choć owego W20 nie potrafią zdefiniować.
    Same serwisy, czy ich tworzenie, nie musi się wiązać z papką czy „ułebdwazerowieniem”. Powiem więcej — moim zdaniem każdy odpowiedzialny twórca serwisów bardzo starannie będzie dobierał „atrybuty W20″ do tworzonych przez siebie produkcji. Sam AJAX, RSS i zaokrąglone rogi to jeszcze nie W20 i daleko od dobrego serwisu :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>