Etyka zawodowa?

Głośno odtrąbiono stworzenie pewnego bloga firmowego. W paru zaprzyjaźnionych / powiązanych ze sobą serwisach poklepano się po plecach i usiłowano wykreować Wydarzenie. Bardziej pasuje mi do tego pewne przysłowie, ale przez wrodzoną delikatność nie będę tego przysłowia przypominał…

Blog firmowy postawiony został na WordPressie, co szczególnie ciężkie do wykrycia nie jest. Zdziwiło mnie trochę wycięcie wszelkich widocznych informacji o tym narzędziu. Zdziwiło, bo przecież korzystanie z dobrych darmowych narzędzi ujmą na honorze nie jest, a raczej świadczy o posiadaniu głowy na karku. Skoro można skorzystać z dobrego gotowca, zamiast tworzyć swoje (niekoniecznie lepsze) rozwiązanie, to czemu nie?


Sprawdziłem, któż tak się wstydzi używania WordPressa oraz lekko zmodyfikowanej darmowej skórki, a jednocześnie nie wstydzi się podpisania pod pracą. Sprawdziłem i trochę mnie zamurowało. Nie, nie dlatego, że to jakiś gigant medialny — zamurowało mnie „case study’ dotyczące tegoż właśnie przypadku. Pozwolę sobie zacytować część opisu (wycinająć fragmenty identyfikujące klienta) i skomentować…

Realizacja – od strony funkcjonalnej – projektu unikalnej witryny firmowej [...] wykorzystującej trendy Web 2.0. w oparciu o rozwiązania Open Source.

Typowa papka marketingowa, zwana również bełkotem, wszak każda witryna firmowa jest unikalna, jeśli chodzi o treść. Z unikalnością rozplanowania witryny jest już gorzej — zastosowano zmodyfikowany darmowy schemat Blix. „Trendy Web 2.0″ to kolejna część papki marketingowej, wszak „łebdwazero” jest niedefiniowalne. Jedynie Open Source nie jest bzdurą, ale za to jest skrzętnie ukryte…

Narzędzia administracyjne pozwalają na jednoczesną pracę wielu osób na różnych poziomach dostępu.

To stwierdzenie prawdziwe, bo jest to opis standardowej funkcji WordPressa. Tylko gdzie tutaj zasługa firmy?

Serwis [...] jest zintegrowany z opiniotwórczym blogiem – [...]

Papka marketingowa. Rozumiem chwalenie klienta, ale gdzieś są granice…

Efektywna wyszukiwarka pozwala na znajdowanie treści publikowanych na witrynie z uwzględnieniem ich położenia na stronie, np. w sekcji portfolio, czy też na blogu.

Ponownie prawdziwe stwierdzenie, bo ponownie jest to opis standardowej funkcji WordPressa. Ponownie też żadna w tym zasługa firmy. No, chyba że się mylę i firma ta bierze czynny udział w rozwijaniu WordPressa…

Serwis [...] wpisuje się w trendy Web 2.0. Internauci mają możliwość oceny, komentowania większość wpisów na stronie. Szczególną uwagę zwrócono na blog jako narzędzie nowoczesnej budowy wizerunku.

Ponownie potężna dawka papki marketingowej.

Niestety, to nie wszystko. Po potężnej dawce wazeliniarstwa wykonawcy otrzymujemy potężną dawkę wazeliniarstwa klienta. Jakoś nie przekonuje mnie do profesjonalizmu obu stron wzajemne spijanie nektaru z dzióbków. Bardziej pachnie (?) mi to chęcią wypromowania się dwóch mało znanych gdziekolwiek osób, które przez wzajemne poklepanie się po plecach utwierdzą się w przekonaniu, że są… tutaj proszę wpisać sobie dowolny przymiotnik.

Brnijmy jednak dalej. Kolejnym etapem „case study” jest kilka wzniosłych banałów, które nie mają jednak zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością:

  • Zaproponowanie rozwiązań technologicznych spełniających założenia klienta i pozwalających przenieść jego pomysły na płaszczyznę Internetu
  • Dostosowanie – od strony technologicznej – grafiki dostarczonej przez klienta do całego systemu
  • Zaprojektowanie i dodanie wielu nowych funkcjonalności, tj.: portfolio, działu szkoleń
  • Dostosowanie istniejących funkcjonalności do potrzeb serwisu
  • Doradztwo w zakresie optymalizacji serwisu pod kątem użyteczności strony www
  • Szkolenie pracownika odpowiedzialnego za przejęcie obsługi systemu

Przekładając to na rzeczywistość:

  • Przerobiono szablon Blix, zmieniając kolory i kilka innych detali
  • Stworzono kilka stron i nazwano je „funkcjonalnościami”
  • Swobodnie potraktowano użyteczność i dostępność, robiąc kilka trywialnych błędów
  • Pokazano komuś, jak wprowadzać informacje do WordPressa

Oczywiście tutaj się czepiam, ale skoro nie bardzo jest o czym mówić, to może jednak nie warto z tego robić case study? Od razu wyjaśniam, że być może jestem zbyt wymagający, ale dla mnie case study to coś podobnego do wpisu Veerle PietersPlastic surgery on 456 Berea Street :D

Wszystko to jednak było przystawką do głównego dania. Tak naprawdę najbardziej niesmaczną rzeczą okazały się być referencje. Nie dlatego, że była to kolejna porcja wazeliny — ciężko znaleźć na stronach referencje bez wazeliny. Niesmaczne są referencje wystawiane przez kolegów i znajomych, a robiące wrażenie referencji wystawionych przez róznych klientów.

Mniej bądź bardziej prywatnie sporo osób się z tego nabija, ale jest pewien haczyk. Tak naprawdę jest to, przynajmniej w moim odczuciu, działanie średnio etyczne. Już wyjaśniam, skąd się takie odczucie we mnie budzi.

Większość z Was zapewne zna serwis LinkedIn. Można tam nawiązać kontakty biznesowe, można przedstawić siebie / swoją firmę, można wreszcie pokazać swój profesjonalizm przez ujawnienie listy rekomendacji. Trochę jak na Allegro — im więcej „pozytywów”, tym większe zaufanie do sprzedającego.

Wyobraźmy sobie teraz, że właściciel firmy nakazuje swoim pracownikom założyć konto w Linked In i dać mu rekomendację w zamian za… jego rekomendację. Sprytne, prawda? Osoba świeżo zarejestrowana otrzymuje na wejściu kilkadziesiąt rekomendacji, co ma świadczyć o doświadczeniu, profesjonalizmie etc. Takie działanie jest technicznie dozwolone, prawnych zakazów też nie ma, ale czy to jest uczciwe?

Takie działania są również nie fair wobec konkurencji i klientów. Oczywiście wolny rynek i konkurencja niewiele mają wspólnego z grą fair play, ale czy zwykła wewnętrzna uczciwość nie nakazywałaby zwolnienia tempa pogoni za „sukcesem”? Czy nie lepiej pisać o swojej pracy i swoich dokonaniach uczciwie, bez przypisywania sobie zasług innych? Czy wreszcie nie lepiej wygrać z konkurencją w uczciwej grze, opartej o te same zasady?

Myślę, że każdy sobie na powyższe pytania odpowie sam. Jedni z pewnością zmodyfikują swoje portfolio, wyrzucając z niego podobne wstawki. Inni przeciwnie, dojdą do wniosku, że to świetny pomysł na autopromocję i podniesienie sobie „wskaźnika profesjonalizmu”. Mam nadzieję, że tych pierwszych będzie znacznie więcej, od tych drugich.
A na razie, niestety, niesmak po obejrzeniu „case study” pozostaje…

This entry was posted in Media, WWW & Net, Wordpress. Bookmark the permalink.

16 Responses to Etyka zawodowa?

  1. Zgadzam się, że przypisywanie sobie zasług, które są standardowo wbudowane w narzędzie to bzdury. To tak jakbym pisał „dokonano skomplikowanej konwersji z RGB na CMYK, która wymaga pracochłonnych przeliczeń kolorów” (w Photoshopie). Ale to jest tak: niewiele zrobiono i trzeba to ubrać w słowa, powstaje zatem marketingowa papka. Jest takie przysłowie: „Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego w słowa”. Tu by pasowało ;)

  2. waltharius says:

    Powinieneś podać adres tego bloga/strony, której case study przeprowadziłeś. Dlaczego? Żeby poprzeć to dowodami i po to, żeby pokazać palcem, kto jest „świnia”. Takie postępowanie należy tępić.

  3. @ waltharius: Jeśli ktoś chce, to obie omawiane strony (dzieło i stronę wykonawcy) znajdzie w Google, wystarczy chwila pracy. Nazwy żadnej z firm podawał nie będę, bo to akurat niczemu nie służy.
    Lokalnych wojenek blogowych wywoływać nie chcę, bo one odwracają uwagę od sedna problemu — nieetycznego postępowania niektórych osób / firm wobec potencjalnych klientów, konkurencji i osób trzecich.

  4. Vroobelek says:

    znalazłem i nie ma co, zdziwiłem się, bo wspomnianego wykonawcę znam troszkę z innej strony. Ale dobór klienta akurat wpisuje się w Twoją prywatną wojenkę. :-) )

  5. Witam,

    Aj, zapytam tylko czy chodzi o tego Blixa:

    http://www.kingcosmonaut.de/portfolio.php?project=blix

    jeśli tak, to nie mam więcej pytań.

    Pozdrawiam

  6. RAFi says:

    Piotrze trzeba było puścić trackback do mnie. ;)

  7. @ Robert: Nie ma żadnej prywatnej wojenki :)
    Ot, jeden osobnik usiłuje budować swój wizerunek profesjonalisty, biznesmena i takie tam, a tak naprawdę cichcem zachowuje się… powiedzmy, że niezgodne z budowanym przez siebie wizerunkiem. Odkąd pamiętam, to wciskanie ludziom kitu miało krótkie nogi, zwłaszcza w Internecie. Tutaj większości rzeczy nie da się ukryć i bezpodstawne ględzenie o własnej świetności etc. ma krótkie i krzywe nóżki. Głupia to polityka, a powtarzana przez tak wielu…

    O szczegółach personalnych pisał nie będę, wystarczy że zainteresowani sobie chwilę pogooglają, poczytają i wyciągną własne wnioski.

    @ Michał:
    Tak, o tego Blixa mi chodzi (adres serwisu wyciąłem) — <link rel=”stylesheet” href=”http://xxx/wp-content/themes/Blix/style.css” type=”text/css” media=”screen, projection” />

    @ RAFi:
    Trackbacka mogłem puścić, ale nie zrobiłem tego celowo. Naprawdę nie chcę dyskutować o osobniku robiącym z siebie profesjonalistę, podobnie jak nie chcę dyskutować o wybryku konkretnej młodej firmy. Konsekwentnie nie podaję (i nie podam) adresów, bo nie o to mi chodzi.
    Chciałbym porozmawiać o opisanych w poście zachowaniach — przypisywaniu sobie zasług innych, pomijaniu współautorów serwisu (wszak autorzy WordPressa są współautorami serwisów na nim zbudowanych), wzajemnym poklepywaniu po plecach etc.

  8. ffreak (Kamil Trebunia) says:

    // od razu zaznaczę, że znam Michała Samojlika i swego czasu miałem nawet okazję z nim pracować – tak się poznaliśmy. z tego zapewne wynika, że nie jestem całkowicie obiektywny.

    Odniosę się do tego wzajemnego poklepywania się. Z tego co mi wiadomo Michał nie poznał pana Krzystofa Urbanowicza w liceum i nie są kumplami – podobnie założyciele wspomnianego (tu, czy u Rafiego) GoldenLine. Skoro nie są kumplami, a wspólpracują i to nawet dość blisko, to oznaczać MUSI, że współpracuje im się dobrze, a skoro tak, to naturalnym wydają się bardzo dobre referencje. Ludzie Ci są przede wszystkim partnerami biznesowymi, ewentualna znajomość przyszła później i zupełnie naturalnie – wynikiem częstych kontaktów biznesowych. Na tym polu nie widzę nadużyć. Żadnych. Co innego forma.. (o tym później).

    Od teraz koniec z nazwami, nazwiskami.. Chciałeś dyskusji o problemie, więc o to moje – inne nieco zdanie.

    Jeśli chodzi o przypisywanie sobie stworzenia funkcjonalności będących częścią WP..
    O ile licencje nie stanowią inaczej (nie wiem, nie czytałem) nie widzę powodów dla których nie możnaby ukryć części składowych serwisu.
    W niektórych CMS-ach autorzy chwalą się drag&dropami itp., które „wykonali” przy użyci scriptaculous, czy podobnych – wg Ciebie nie powinni? (tylko mi tu nie pisz, że to co innego :) to tylko mniejszy kaliber) Wg mnie narzędzia, szablony, biblioteki, frameworki itd. są po to, by ich używać.
    Jeśli w źródłach (których nie oglądałem) faktycznie widać jakieś _próby zatarcia śladów_ WP na siłę, to może się to wydać conajwyżej zabawne, ale nie rozumiem dlaczego należałoby to potępiać (a Ty to robisz).

    I już całkowicie uogólniając.. Największym moim zarzutem wobec tego typu case studies, czy referencji, czy ogólniej sposobu prowadzenia biznesu jest fakt, że są one tworzone na siłę (bo muszą być) i ta maniera kiepskich marketoidów, wręcz allegrowa („wspaniały kontrachent! prowadzenie interesów z tym Panem to czysta przyjemność!!” w przypadku aukcji klawiaturki do telefonu za 5zł..).
    To mnie cholernie drażni (a potykam się o to na każdym kroku), ale… uważam to ubieranie się w za duże słowa za zupełnie nieszkodliwe dla tak dużego środowiska (wg Ciebie jest?), a na pewnym etapie, przy pewnych klientach jest podejrzewam niezbędne – kwestia grupy docelowej zapewne – na niektórych to działa.

    Kiedyś niektórzy z nich pewno ewoluują (albo zwyczajnie zmienią klientelę) i nauczą się robić interesy równie dobrze bez tego marketingowego pierdu pierdu bla bla bla, ale póki co… „jesteśmy tu, żeby robić pieniądze, a nie żeby się podobać”…

    Tak, ja też uważam, że to jest niesmaczne, ale nie uważam, żeby było przy takiej rozbuchanej konkurencji nieetyczne i warte potępienia. Oczywiście póki w grę nie wchodzą takie nagięcia i figury retoryczne, które sugerowałyby oczywistą nieprawdę… Wtedy to zwyczajnie oszustwo warte potępienia, napiętnowania i wyśmiania. Do takiego jednak moim zdaniem tutaj nie doszło i nawet się nie zbliżyło.

    Z drugiej jednak strony być może warto tłumić takie zagrania już w zarodku, by nie pozwolić im się niebezpiecznie rozwinąć, by ich niepotrzebnie nie promować… szkoda tylko, że obrywa się przy tym jednostkom.. cóż ;) Byle zachować umiar i nie przegiąć.

  9. @Piotr Otwórz proszę jeszcze raz te dwa projekty (mediapolis i blinx). Czy Ty naprawdę widzisz podobieństwo? Oczy dziś na tym wytrzeszczyłem i nic. Naprawdę są podobne? Może ktoś jeszcze się wypowie. O ile z resztą argumentów nie chce mi się dyskutować, to posądzenie o plagiat boli mnie okrutnie…

  10. RAFi says:

    Michał pominę podobieństwo szablonu, gdyż w całej tej sprawie z pewnością nie posłużyłbym się przykładem wizualizacji serwisu. Może chodzi Piotrowi o układ i sposób wyświetlania newsów? Nie wiem, nie sprawdzałem tego.

    Mnie osobiście razi przypisywanie sobie, ubranych w papkowate słowa, czynności, których tak naprawdę nie było. Ani Ty jako firma, ani zleceniodawca nie napisał silnika na którym działa strona Twojego zleceniodawcy. Nie dziwi mnie zatem oburzenie o niesmaczne zachowanie w postaci wypisywania, cóż też takiego fajnego zrobiono, by powstała ta strona.

    p.s. A tak na marginesie. Należałoby docenić trud i ciężką pracę tych, którzy tak naprawdę napisali silnik, czyli autorów WordPress poprzez umieszczenie linku do ich strony.

  11. @ Kamil i Michał: Nie mam pojęcia, czemu zdecydowaliście się na podawanie nazw serwisów oraz nazwisk osób zainteresowanych / zaangażowanych. Sam tego unikałem, aby dyskusja o etyce zawodowej nie przerodziła się w dyskusję o konkretnym projekcie.

    Na Wasze komentarze pozwolę sobie odpowiedzieć w odwrotnej kolejności.

    @ Michał: Nie wiem, gdzie w moim poście (i jakim cudem) dopatrzyłeś się posądzenia o plagiat. Napisałem wyraźnie:

    Przerobiono szablon Blix, zmieniając kolory i kilka innych detali

    Oznacza to tylko tyle, że w omawianym projekcie zainstalowaliście szablon Blix, po czym w nim pogrzebaliście, zmieniając kolorystykę, grafikę i parę detali. Nie jest to plagiat, bo ten szablon może być stosowany przez każdego zarówno bez zmian, jak i z modyfikacjami.

    O stosowaniu Bliksa świadczy np. „/wp-content/themes/Blix/style.css”.

    Co do niechęci do dyskusji na główny temat… szkoda.

    @ Kamil:

    Odniosę się do tego wzajemnego poklepywania się. [...]

    Dla mnie „poklepywanie się po plecach” nie jest związane ze znajomością ze szkolnej ławy. Dla mnie „poklepywanie się po plecach” jest związane z formą owej rekomdendacji, zwłaszcza w świetle faktów i reszty wpisu.

    Skoro nie są kumplami, a wspólpracują i to nawet dość blisko, to oznaczać MUSI, że współpracuje im się dobrze

    Nie musi, czego przykładów w świecie jest aż nadto. Ale to dyskusja na zupełnie inny post i, być może, na zupełnie innym blogu :)

    Jeśli chodzi o przypisywanie sobie stworzenia funkcjonalności będących częścią WP.[...]

    Obawiam się, że nie zrozumiałeś wpisu…
    Nie piszę tutaj o tym, co jest legalne / nielegalne. Piszę o tym, co jest (lub nie jest) etyczne.

    O ile licencje nie stanowią inaczej (nie wiem, nie czytałem) nie widzę powodów dla których nie możnaby ukryć części składowych serwisu.

    Licencja WordPressa (GPL) nie zabrania usuwania ze stopki czy z kodu informacji o WordPressie — jest to legalne. A powód do nieukrywania tej informacji jest IMHO bardzo prosty i wręcz oczywisty… przynajmniej dla mnie.

    Wordpress to potężne narzędzie, które dostępne jest za darmo i chyba dobrze byłoby twórcom owego narzędzia w jakiś sposób podziękować za jego udostępnienie. Skoro owo potężne narzędzie pozwala zarabiać pieniądze, to chyba wypadałoby o nim wspomnieć w widoczny sposób?

    W niektórych CMS-ach autorzy chwalą się drag&dropami itp., które “wykonali” przy użyci scriptaculous, czy podobnych – wg Ciebie nie powinni?

    Weź pod uwagę, że oni o zastosowanych bibliotekach / skryptach / fragmentach kodu piszą. Informują o tym najczęściej albo w samym kodzie, albo w opisie CMS-a na stronie „firmowej”, albo gdzieś w jego dokumentacji czy na blogu/forum CMS-a.
    Nie popadajmy w przesadę, nie chodzi o wymienienie w stopce serwisu wszystkich plików JS, funkcji PHP etc. w nim użytych — to byłby absurd.

    (tylko mi tu nie pisz, że to co innego :) to tylko mniejszy kaliber)

    J.w. — to jest coś innego, przynajmniej dla mnie.

    Pierwsze primo: pozostawienie informacji o WordPressie w stopce serwisu w tyłek nie gryzie, ani nie boli.
    Drugie primo: skoro już w „case study” jest mowa o Open Source, to czemu nie przyznać się do stosowania WordPressa i zmodyfikowania szablonu Blix?
    Trzecie primo: pisanie o standardowych opcjach / możliwościach WordPressa w sposób sugerujący, jakoby ich istnienie było zasługą firmy tworzącej witrynę, jest — w moim odczuciu — oszustwem. Jak nie kombinować, jest to przypisywanie sobie zasług innych osób — w tym przypadku autorów wyszukiwarki i panelu administracyjnego WordPressa.

    Wg mnie narzędzia, szablony, biblioteki, frameworki itd. są po to, by ich używać.

    Oczywiście. O tym pisałem w swoim poście, jak też u RAFiego. Mogę też napisać to po raz kolejny — stosowanie gotowych rozwiązań nie jest ujmą na honorze dla nikogo i (przy dobraniu odpowiednich narzędzi) może świadczyć o stosującym gotowce jak najlepiej.

    Jeśli w źródłach (których nie oglądałem) faktycznie widać jakieś _próby zatarcia śladów_ WP na siłę, to może się to wydać conajwyżej zabawne, ale nie rozumiem dlaczego należałoby to potępiać (a Ty to robisz).

    Bo mówię o etyce zawodowej, która jest ważną częścią każdej profesji. Dla mnie zachowanie opisane w tym poście jest wybitnie nieetyczne, że o profesjonalizmie nie wspomnę.

    Największym moim zarzutem wobec tego typu case studies, czy referencji, czy ogólniej sposobu prowadzenia biznesu jest [...]

    To swoją drogą. Ale nawet takie marketoidalne pitolenie można napisać uczciwie, w sposób nie godzący ani w interesy własne, ani w interesy osób trzecich. To jest różnica między zarabianiem pieniędzy, a profesjonalizmem.

    (…) być może warto tłumić takie zagrania już w zarodku, by nie pozwolić im się niebezpiecznie rozwinąć, by ich niepotrzebnie nie promować…

    Warto. Jak pisałem w treści posta — może ktoś się zastanowi, zanim popełni coś podobnego…

    szkoda tylko, że obrywa się przy tym jednostkom.. cóż ;)

    A to już nie moja wina, ja nazwisk, linków czy nazw firm nie podawałem…

  12. Piotr
    Dlaczego wciąż bezpodstawnie zarzucasz wykorzystanie skórki Blinx i użycie jej w wyżej omawianej stronie? Podaj jakieś konkrety, listę podobieństw, argumentów i dowodów na wykorzystanie.
    Średnio wprawna osoba powinna szybko się zorientować, że to nie prawda, a grafika, zarówno pod wzg wizualnym jak i html to inna bajka niż Blinx.

  13. ffreak (Kamil Trebunia) says:

    Piotrze

    Nie mam pojęcia, czemu zdecydowaliście się na podawanie nazw serwisów oraz nazwisk osób zainteresowanych / zaangażowanych. Sam tego unikałem, aby dyskusja o etyce zawodowej nie przerodziła się w dyskusję o konkretnym projekcie.

    Żeby uniknąć popadania w śmieszność przy używaniu coraz to wymyślniejszych zaimków, albo jakąś fałszywość :) Te dane były całkowicie oczywiste od momentu w którym Rafi sobie „trackbacknął” (ja jego wpisu wcześniej nie czytałem). Poza tym jak sam napisałeś, to ledwie „minuta szukania w google”. No, a moje nazwisko to dla dodania powagi ;) i by wziąć pełną odpowiedzialnośc na słowa.

    Obawiam się, że nie zrozumiałeś wpisu…
    Nie piszę tutaj o tym, co jest legalne / nielegalne. Piszę o tym, co jest (lub nie jest) etyczne.

    Owszem, rozumiem to. Teraz po tej uwadze możesz nawet założyć, że na pewno ;)

    WordPress to potężne narzędzie, które dostępne jest za darmo i chyba dobrze byłoby twórcom owego narzędzia w jakiś sposób podziękować za jego udostępnienie.

    Oczywiście, że by wypadało! Sam z całą pewnością w kazdym ze swoich serwisów w których użyję tego, czy innego wynalazku pochwalę się tym faktem.
    Ja nawet nie tyle uważam, że podawać takie informacje wypada, co wręcz warto – wzbudza zaufanie i sympatie. Ja _naprawdę_ inaczej patrzę na twórców serwisów którzy powiedzmy korzystają z cudzych malutkich skryptów JS i przy każdym zostawiają copyrights (stanowiące często nawet 30-50% objętości skryptu) – z o wiele większym szacunkiem, skoro i oni szanują pracę innych (podałem przykład prostych skryptów JS, bo tam bardzo kuszącym jest usunięcie tych (c) ze względu na małą złożoność, niewykrywalność itd.).

    Osobiście dopuszczam jednak możliwość taką w której uzasadnionym z biznesowego punktu widzenia może być ukrycie tego przed typowym klientem (nie rozważam, czy tu miało to miejsce).
    Co więcej twórcy WP również przewidzieli taką możliwość licencjonując swój produkt w taki, a nie inny sposób. „Nie bądźmy bardziej święci od papieża”, albo jakoś tak to szło. To samo w sobie nie jest nieetyczne.

    Referencji bronił nie będę, choć posiadając pewne argumenty i tak bardzo miłując dyskusję mógłbym jeszcze długo ;) Nie zamierzam, bo faktycznie dostrzegam tam pewne nadużycia (w formie).

  14. Zacznijmy od wyjaśnienia kilku kwestii…

    I. Nie Blinx, ale Blix. Być może istnieje skórka Blinx, ale ona mnie nie interesuje i o niej nie mówię.
    II. Nie wykorzystanie, a modyfikacja szablonu Blix.

    Skoro jednak twierdzisz, że to projekty kompletnie ze sobą nie związane, to wytłumacz mi następujące zbiegi okoliczności:

    1. Zarówno URI dla ikony, jak i URI dla pliku CSS ma następujące odwołanie:

    /wp-content/themes/Blix/images/favicon.gif
    /wp-content/themes/Blix/style.css

    Rozumiem, że nazwa Blix została wybrana zupełnie przypadkowo i nie ma nic wspólnego z szablonem Blix?

    2. Oryginalny szablon Blix zawiera następujące pliki CSS: style.css, layout.css, spring_flavour.css. Szablon, o którym mówimy, ma odwołania do następujących plików CSS: style.css, media_layout.css, media_flavour.css, layout.css, styl.css i styl_p.css — trzy ostatnie nie istnieją, pojawia się błąd 404.
    Rozumiem, że nazwa *_flavour.css pojawiła się kompletnym przypadkiem i nie ma nic wspólnego z szablonem Blix?

    3. Kod plików style.css szablonu Blix i style.css omawianego projektu zawiera następujące linijki kodu (podaję wybrane fragmenty, na całość szkoda mi miejsca):

    Blix
    /*
    Theme Name: Blix
    Theme URI: http://www.kingcosmonaut.de/blix/
    Description: Hmmm…
    Version: 0.9.1
    Author: Sebastian Schmieg
    Author URI:
    */

    @import „layout.css”;
    @import „spring_flavour.css”;

    Mediapolis
    /*
    Theme Name: Mediapolis Blix
    Theme URI:
    Description: Mediapolis by autentika
    Version: 1.0
    Author: autentika
    Author URI: http://www.autentika.pl/
    */

    @import „style/layout.css”;
    @import „style/styl.css”;
    @import „style/styl_p.css”;
    @import „media_layout.css”;
    @import „media_flavour.css”;

    Rozumiem, że ich podobieństwo jest czysto przypadkowe?

    4. Kod plików spring_flavour.css i media_flavour.css zawiera następujące linijki kodu:

    Blix
    #comments li .editlink a {
    display:block;
    height:14px;
    width:14px;
    margin:0;
    padding:0;
    border:none;
    font-size:1px; /* IEWin */
    line-height:0; /* IEWin */
    text-indent:-9999px;
    background:url(images/spring_flavour/edit.gif) 0 0;
    }

    Mediapolis
    #comments li .editlink a {
    display:block;
    height:14px;
    width:14px;
    margin:0;
    padding:0;
    border:none;
    font-size:1px; /* IEWin */
    line-height:0; /* IEWin */
    text-indent:-9999px;
    background:url(images/media_flavour/edit.gif) 0 0;
    }

    Rozumiem, że ich podobieństwo jest czysto przypadkowe?

    5. Kod plików layout.css i media_layout.css zawiera następujące linijki kodu:

    Blix
    pre, code, kbr {font-family:Courier, Monaco, monospace;}

    #comments .header {
    position:relative;
    min-height:19px; /* 19 + 3 +3 = 25px = height of gravatar */
    margin:0 0 10px 0;
    padding:3px 6px;
    }

    * html #comments .header {height:19px;} /* IEWin */

    Mediapolis
    pre, code, kbr {font-family:Courier, Monaco, monospace;}

    #comments .header {
    position:relative;
    min-height:19px; /* 19 + 3 +3 = 25px = height of gravatar */
    margin:0 0 10px 0;
    padding:3px 6px;
    }

    * html #comments .header {height:19px;} /* IEWin */

    Rozumiem, że ich podobieństwo jest czysto przypadkowe?

    Żeby było jasne, powtórzę to po raz kolejny — wykorzystanie w projekcie darmowego szablonu Blix, lub wykorzystanie jego elementów, to nie jest plagiat.

    Nie wnikam, ile procent z oryginalnego kodu Blix zostało zaczerpnięte do serwisu, ile do bloga, a ile zostało zostawionych samym sobie jako śmieciowy kod, do którego witryna nadal się odwołuje — szkoda mi na takie analizy czasu. Fakt jest faktem — przy tworzeniu projektu Mediapolis został wykorzystany szablon Blix, na co IMHO wskazują zacytowane wyżej fragmenty.

    P.S. Bądź łaskaw zauważyć, że ten wpis nie dotyczy stosowania (bądź nie) szablonu Blix w Waszych produkcjach — to mnie naprawdę średnio interesuje i dyskusję na ten temat uznaję generalnie za zakończoną.
    Ten wpis dotyczy etyki zawodowej ze szczególnym uwzględnieniem zachowań nieetycznych. Proszę o trzymanie się właśnie tego tematu.

  15. ffreak (Kamil Trebunia) says:

    „lekko zmodyfikowanej darmowej skórki”

    Takimi zdaniami faktycznie sugerujesz plagiat, a nie powinieneś. Grafika nie jest lekko zmodyfikowana – jest kompletnie inna (i nawet chyba nie jest dziełem wykonawcy tego bloga, o czym wspominają w case study zresztą), a kod HTML na ile kojarzę tamtejszych koderów był zapewne najpierw napisany od podstaw, a potem przystosowany do któregoś z gotowych szablonów – to bardzo logiczne i racjonalne czasowo jak dla mnie. Nie sądzę, by usunięcie do końca informacji o Bliksie było przeoczeniem… raczej zwyczajnie nikomu na tym nie zależało (a to niektórzy starają się im wmówić).

    P.S
    Jaki znacznik słuzy do wprowadzania takich ładnych cytatów? ;)

  16. @ Kamil: Sam widzisz, do czego prowadzi podawanie linków i nazwisk — do dyskusji o nieistotnym w całej sprawie detalu, czyli o stopniu zastosowania darmowej skórki. A wpis nie jest o tym, ale o zachowaniach etycznych w pracy web(designera/developera/mastera/*). Niestety, o tym dyskusji jest najmniej :(

    lekko zmodyfikowanej darmowej skórki
    Takimi zdaniami faktycznie sugerujesz plagiat

    O matko… w życiu w takim zdaniu nie dopatrzyłbym się sugerowania plagiatu. Ale żeby była jasność:

    1. Jeżeli chciałbym powiedzieć o plagiacie, to podałbym adresy obu serwisów i jasno napisał o plagiacie. Wydawało mi się, że to oczywiste…

    2. Jak można dokonać plagiatu czegoś, co jest udostępnione na zasadach Open Source i wyrażono zgodę na dowolne wykorzystywanie i modyfikowanie tego czegoś?

    3. Wyraźnie pisałem, że stosowania / przerabiania darmowych elementów nie uważam za coś nagannego. Dotyczy to również stosowania / przerabiania darmowych skórek — wszak po to są…

    Nie sądzę, by usunięcie do końca informacji o Bliksie było przeoczeniem… raczej zwyczajnie nikomu na tym nie zależało (a to niektórzy starają się im wmówić).

    Ślady Bliksa są w kodzie wyraźne (jest ich więcej, niż zacytowane) i nie widzę sensu w wypieraniu się tego faktu. Na czym dyskusję o Bliksie kończę, bo wpis nie o tym traktuje.

    WordPress to potężne narzędzie, które dostępne jest za darmo i chyba dobrze byłoby twórcom owego narzędzia w jakiś sposób podziękować za jego udostępnienie.
    Oczywiście, że by wypadało!

    Ano właśnie, wypadałoby. Jednak tutaj jakoś nie mogę się doczekać odpowiedzi autora, komentarza czy czegokolwiek innego.

    Sam z całą pewnością w kazdym ze swoich serwisów w których użyję tego, czy innego wynalazku pochwalę się tym faktem.

    I słusznie. Wstyd żaden, oszczędność czasu spora, a i jakaś forma podziękowania dla autorów owego czegoś jest.

    Osobiście dopuszczam jednak możliwość taką w której uzasadnionym z biznesowego punktu widzenia może być ukrycie tego przed typowym klientem (nie rozważam, czy tu miało to miejsce).

    Prawdę mówiąc ciężko mi taką sytuację wykombinować. Rozumiem, że stosowania gotowca mógłby się „wstydzić” koder PHP, który (w teorii) powinien taki skrypt machnąć klientowi samodzielnie. Tutaj jednak ponownie dochodzimy do kwestii etyki zawodowej i oszustwa. Przecież koder informujący na stronie o autorskich rozwiązaniach, a de facto stosujący gotowca oszukuje klientów i konkurencję.

    Co więcej twórcy WP również przewidzieli taką możliwość licencjonując swój produkt w taki, a nie inny sposób.

    Owszem. Nie ma sensu tego zabraniać, skoro i tak zawsze znajdzie się ktoś, to będzie chciał fragmenty kodu usunąć. Jeśli jednak poczyta się forum WordPress.org, to takie postępowanie jest tam niezbyt dobrze widziane.

    “Nie bądźmy bardziej święci od papieża”, albo jakoś tak to szło. To samo w sobie nie jest nieetyczne.

    Samo usunięcie nie, podobnie jak modyfikacja. Ba, zmodyfikowanie kodu przez wycięcie informacji o stosowanej wersji jest dla mnie zrozumiałe — zmniejsza się ryzyko ataku „script-kiddies”. Tylko że wycięcie tej informacji oraz przemilczenie jej w serwisie firmowym zaczyna już brzydko pachnieć…

    Referencji bronił nie będę, choć posiadając pewne argumenty i tak bardzo miłując dyskusję mógłbym jeszcze długo ;)

    Ależ broń, bardzo proszę. To nie gazeta, żeby nam miejsca brakowało :)

    Nie zamierzam, bo faktycznie dostrzegam tam pewne nadużycia (w formie).

    I nad owymi nadużyciami można byłoby podyskutować, bo przecież owe nadużycia nie są etyczne…

    Jaki znacznik słuzy do wprowadzania takich ładnych cytatów? ;)

    <blockquote></blockquote>

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>