Czy freelancer żywi się powietrzem?

Takie pytanie przyszło mi do głowy, po przeczytaniu ciekawego wpisu Freelancing – Meandry wdrożeń projektów informatycznych (cz. 3) na blogu Pawła Fornalskiego i po przejrzeniu serwisu Zlecenia.przez.net, o którym była mowa.

OK, nie jestem naiwny i wiem, że połowa osobników oferujących tam swoje usługi to gówniarze chcący doładować swoje pre-paidy i studenci zarabiający na piwo. Wydawało mi się jednak, że jakaś godność w każdym człowieku jest i poniżej pewnego poziomu zejść się nie da. Okazuje się jednak, że byłem w mylnym błędzie, jak zapewne powiedziałby niejeden łepmaster.

Chcesz zamówić wizytówkę, logo i „wizerunek firmy”? Nie ma sprawy, 50 złotych za każdą z tych rzeczy i 6 dni oczekiwania. To jednak oferta dla ambitnych, cierpliwych i bogatych. Mniej zasobni i mniej cierpliwi pewnie wolą poczekać dwa dni i za całość zapłacić 100, a nawet 70 złotych.

Chcesz przerobić 30 dwubarwnych ikon 16x16px na 30 ikon 32×32 w pełnym kolorze? No problem, 5 dni i 10 złotych dalej będziesz to miał.

  • Prezentacja złożona z 20 slajdów w PowerPoint? 20 złotych.
  • Banner flashowy? 35 złotych.
  • Dizajn dla serwisu WWW? 79 złotych.
  • Strona WWW? 100 złotych za trzy dni pracy (z fakturą VAT!), a bez określonego terminu nawet i 50 złotych.

Nie mam pojęcia, z czego ci osobnicy żyją. Prowadzenie firmy kosztuje co miesiąc circa about 500–1500 złotych, w zależności od daty założenia, liczby wykonywanych rozmów telefonicznych etc. Robiąc serwis za 100 złotych w ciągu 3 dni w ciągu miesiąca można zarobić jakiś 1000 złotych, czyli… pokryć koszt funkcjonowania firmy. No, przy dobrych wiatrach na jakiś tańszy browarek starczy…

Ów serwis chwali się nagłówkiem Nasi użytkownicy zarobili łącznie ponad
171 302,00 złotych!
. Rewelacja, prawda? Biorąc jednak pod uwagę fakt, że serwis istnieje jakieś dwa lata, średnia dziennych zarobków to niecałe 235 złotych. Wyliczenie bez sensu, a i tak to sporo pieniędzy?
Cóż, aukcja o najwyższym numerze to (w chwili pisania tego posta) 3962. Dzieląc łączny zarobek wszystkich użytkowników przez 3962 otrzymujemy 43 złote i 23 grosze. Tyle wynosi średnia stawka za zlecenie licytowane w tym serwisie. Pardon my French, ale małolata za wykorzystanie swych ust w celach rozrywkowych bierze więcej…

Wnioski? Trzy.

  • Osobnicy wyceniający godzinę swojej pracy na dwa złote czy nawet mniej, to… cóż, nie znajduję innego określenia. Są to freelancerzy lekkich obyczajów.
  • Studenci biorący w tym udział i chcący później założyć swoją firmę są idiotami. Psują rynek, na którym za jakiś czas sami wylądują. Przypomina to trochę puszczanie pawia na łóżko, na którym za chwilę będzie się kładło spać…
  • Wiem, że klienci sparzeni na takich gówniarzach następnym razem będą wybierać rozsądniej. Sęk w tym, że do tego czasu wielu uczciwych może nie dotrwać, a inni przez ten czas będą oceniani właśnie przez pryzmat takich puszczalskich freelancerów. To naprawdę średnio komfortowa sytuacja dla wszystkich… wszystkich uczciwych oczywiście.

PS. Gdyby ktoś z zaczynających swą karierę chciał coś napisać o tym, że musi mieć dobre portfolio i dlatego stosuje żenująco niskie stawki, niech najpierw przeczyta to:

  • Portfolio można sobie zrobić bez psucia rynku. Zrób stronę dla domu dziecka, domu opieki społecznej, parafii czy jakiejkolwiek instytucji charytatywnej. Często ich strony wołają o pomstę do nieba… o ile w ogóle istnieją. Będziesz miał dobry wpis do portfolio i zrobisz dobry uczynek, a nawet dwa.
  • Dwa dobre uczynki, bo nie zepsujesz rynku. Teraz tego nie czujesz i 200 miesięcznie to dla Ciebie kupa kasy. Świetnie, ale przyjdzie dzień, że za tyle kupisz pieluszki dla dziecka, kość pamięci do kompa czy opłacisz rachunek za komórkę (owszem, 200 złotych za komórkę to wcale nie jest aż tak wiele). Wtedy będziesz klął, że przez 15-latków budżet klienta na firmową stronę WWW to 200-300 złotych.
  • Uważasz, że będziesz miał tak wyjątkowe umiejętności, że na dźwięk Twojego nazwiska klient do budżetu natychmiast dopisze jedno zero w odpowiednim miejscu? Być może, ale dojście do tego etapu zajmie Ci lata. Bardziej jednak prawdopodobna jest sytuacja, gdy Twoje nazwisko będzie znane w światku, a klientowi będzie mówiło równie wiele, co Jan Nowak ze skrzynki pocztowej. Wtedy będziesz musiał radzić sobie z klientami, którzy naprawdę na stronę mają budżet wielkości 200 złotych. To naprawdę za mało na opłacenie podatków, kosztów funkcjonowania firmy, opłat za mieszkanie, żarcie etc.
This entry was posted in Polska, WWW & Net. Bookmark the permalink.

15 Responses to Czy freelancer żywi się powietrzem?

  1. Łukasz says:

    Mnie tylko zastanawia jedno – kto korzysta z tych usług i tego typu serwisów? „Dział marketingu” w małej (np. 5 osobowej) firmie? Jeśli tak to wcale mnie to nie dziwi.
    Rynek się w pewnym sensie podzielił – są duże, sieciowe agencje reklamowe i interaktywne, które robią duże serwisy i to ich kreacje widać na reklamach w prasie, TV i billboardach. Są też „firmy” i „studenci”, którzy robią mniejsze rzeczy, o – nie ukrywajmy – gorszej jakości. Ci ostatni to taki przykład „agencji reklamowej” co to w Panoramie firm reklamuje się pisząc „Agencja reklamowa – szyldy i reklamy”.
    Jedni i drudzy mają klientów, o to przecież chodzi… Zdanie jest tylko trudniejsze dla tych usługodawców z górnej półki – jak wytłumaczyć klientowi, że płaci tak drogo, bo dostanie lepszą obsługę i lepszy produkt niż może zaoferować „syn kolegi za 500zł”?

  2. shqvarny says:

    „parafii czy jakiejkolwiek instytucji charytatywnej” :D

    3962 przez dwa lata – czy to aż tak duży problem? 10 ofert dziennie przepada, ale w większości co to za oferty – strona za 50zł? jak ktoś daje taką cenę, to nie wierzę, że nagle zapłaciłby 500. dzieci robią hosting, robią też www za 50zł. uważam, że problem jest wyolbrzymiany.

  3. Łukasz: Korzysta klient, który nie potrafi odróżnić dobrego designu od złego. Bierze stronę z podstawową funkcjonalnością od człowieka z podstawowymi umiejętnościami jej stworzenia. Zanim dojdzie, czego mu brakuje, może już być mocno sparzony.

  4. Korzystają z tego na ogół małe firmy, które nie mają pieniędzy. Tego typu strony oczywiście spełnią swoją podstawową funkcję — firma „będzie w Sieci” i (na ogół) każdy będzie mógł sobie znaleźć dane teleadresowe.
    Niestety, ich właściciele rzadko potrafią zrozumieć, że strona za 400 złotych w oparciu o szablon nie buduje wizerunku firmy. Nie jest indywidualna, nie jest dopracowana, najczęściej jest na bakier z dostępnością, optymalizacją pod wyszukiwarki etc.
    Z jednej strony takich właścicieli trudno opieprzać — dla nich wydanie 400, a wydanie 1500-3000 za porządny serwis firmowy to naprawdę spora różnica. Z drugiej strony oni nie widzą, że strona to inwestycja w firmę, jej wizerunek u klientów i kontrahentów i tak dalej. Nie biorą też pod uwagę, że za rok czy dwa będą musieli stronę poprawić i wydać kolejne pieniądze…

    Nie do końca się z Tobą zgodzę przy opisie rynku. Oczywiście są duże agencje reklamowe, obsługujące duże kontrakty i widoczne wszędzie w Polsce. Mamy też ich mniejsze lokalne odpowiedniki, widoczne lokalnie.
    Na drugim końcu są opisywane tutaj przypadki prostytucji IT, produkującej chłam. To jednak nie wszystko.

    W wyliczance zapomniałeś o złotym środku — małych firmach. Wiele z nich produkuje byle co, bo to nadal część prostytucji IT, ale już zalegalizowanej i płacącej podatki — o nich nie chcę mówić, bo i nie ma o czym…
    Jednak wiele małych firm to świetni rzemieślnicy, specjaliści dostarczający na rynek produkty wysokiej jakości za rozsądną cenę. Nie dorzucą Klientowi nagłówka we Flashu tylko dlatego, że za to można skasować dodatkowe 500 złociszy. Nie sprzedadzą mu szablonu, bo wolą zrobić coś na miarę. Nie naciągną go na „własny” hosting, ale zaproponują optymalne dla firmy rozwiązanie. Budują 1-3 serwisy miesięcznie i są w stanie podejść do każdego klienta indywidualnie.
    To właśnie takim firmom najbardziej szkodzą prostytutki informatyczne, agencje reklamowe dostają tylko odpryskami. Jak sobie radzić w tej sytuacji — sam do końca nie wiem. Oczywiście profesjonalizm, jakość, obsługa klienta etc., to wszystko się liczy. Nie mam jednak pojęcia, co odpowiedzieć na pytanie panie, ja się na tym nie znam, mnie wszystko jedno, cena jest ważna. Można sobie takiego klienta odpuścić, tylko gdzie jest granica odpuszczania?

  5. Łukasz says:

    W RSSie był tylko początek Twojej odpowiedzi i… już miałem coś napisać, ale reszta właściwie to moje myśli :)

    Co odpowiedzieć na „ja się na tym nie znam… liczy się cena”? Kwestia indywidualna – jeśli klientem można pochwalić się w portfolio i coś to znaczy to należy go wyedukować, nawet nie tyle „z internetu” co z marketingu i brandingu. Może się uda – zapłaci odpowiednią stawkę i będzie wdzięczny za edukację (szczególnie jak poczuje zyski). A jeśli nic to nie da – odpuścić. Na dzień dobry odpuściłbym też takich klientów, z których nie będzie pieniędzy, a i miejsce w portfolio zmarnowane…

  6. Łukasz says:

    „początek Twojej odpowiedzi” w sensie odpowiedzi Pawła T.

  7. Michał Siek says:

    Niedługo otwieramy (Kreativ) nowy serwis z ofertami pracy wyłącznie z branży IT i ze względu na przyjęte założenia liczymy, że zgromadzi on (między innymi) freelancerów o trochę wyższych wymaganiach finansowych. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.

  8. @ shqvarny: mam wrażenie, że nie zrozumiałeś istoty problemu z jednego powodu — nie zastanowiłeś się kompletnie nad tym, czemu ludzie chcą dawać 50, 100 czy 200 za stronę ich firmy. A chcą tyle dawać, bo rynek jest zepsuty przez dumpingowe ceny prostytuujących się informatyków (o ile można nazwać ich w ten sposób).
    Owszem, dzieci robią hosting. Tylko że na różnicy między garażowym a profesjonalnym hostingiem klient połapie się znacznie szybciej. Wystarczy zaginięcie poczty, kilkudniowy pad serwera ze stroną firmową czy awaria dysku i brak (codziennego) backupu.
    W przypadku stron, logotypów, wizytówek czy grafiki różnice nie są tak oczywiste i tak boleśnie zauważalne. Przeciętnemu klientowi ciężko zrozumieć wagę standardów, dostępności etc., czyli rzeczy na stronie niewidocznych…

    @ Michał: jeśli serwis rzeczywiście ma być skierowany do freelancerów / profesjonalistów / firm, to proponuję małe zabezpieczenie przed gówniarzami. W formularzu rejestracyjnym wprowadźcie obowiązek podawania numerów NIP dla wszystkich rejestrujących się, a dodatkowe REGON dla firm — wraz ze sprawdzeniem poprawności numerów. W ten sposób nie będą się mogły zarejestrować dzieci.
    W ogłoszeniach też można byłoby wyróżnić oferty składane przez osoby prywatne od ofert składanych przez firmy. Jedni mogą chcieć FAV, inni będą preferować umowę o dzieło czy zlecenie. Jest jakaś niezerowa szansa, że wyeliminuje to chociaż część osobników psujących rynek, a i może podniesie standardy.

  9. Witam serdecznie,
    Postanowiłem zabrać głos w tej dyskusji jako jeden z twórców tego serwisu dla „prostytuujących się informatyków” jak to koledzy nazwali :)
    Po pierwsze chciałem zaznaczyć iż obliczenia autora (dot. średniej kwoty oferty) są oparte na błędnych założeniach, gdyż numery aukcji są przydzielane kolejno, a spora część aukcji odpada przy moderacji (dotyczy cyklinowania, flizowania i innych tego typów aktywności zawodowych), tak więc średnia cena w zakończończonej aukcji jest jednak wyższa – proponuję policzyć średnią korzystając z podawanych w statystykach na głównej stronie ilości zakończonych ofert. Co więcej nie wszystkie oferty są kończone wyłonieniem zwycięzcy – często właśnie dlatego że klienci zakładający aukcję w serwisie liczą na poważniejsze oferty firm w wyższej cenie, a dostają oferty osób prywatnych i firm w cenach zbyt niskich by były one wiarygodne. To jest trochę wina środowiska, macie Panowie rację, ale prawda jest taka że „poważne firmy” boją się tego typu otwartej konkurencji cenowej, nawet wiedząc że nie tylko cena jest istotna przy wyborze oferty przez zleceniodawcę. Mimo to w serwisie jest zarejestrowanych kilka naprawdę poważnych agencji (sądząc po adresach e-mail podanych przy rejestracji) i widać gołym okiem ich licytacje w których podawane są dość wysokie ceny, firmy te mimo to znajdują chętnych którzy są gotowi zapłacić takie pieniądze – wszystko jest sprawą przygotowania dobrej oferty dla klienta.

    @ Piotr Mikołajski
    W najbliższym czasie wprowadzone zostaną mechanizmy pozwalające weryfikować firmy – własnie poprzez numer REGON. Niestety moim zdaniem obowiązkowe pole na NIP przy rejestracji jest kompletnie niepraktyczne – głównie dlatego że algorytmy weryfikacji numeru NIP są powszechnie znane i wygenerowanie unikalnego, poprawnego numeru NIP dla przeciętnego gimnazjalisty (który zgodnie z regulaminem nie może się rejestrować w serwisie tak czy siak) jest kwestią 2 minut.

    Cieszę się iż serwis i jego działanie wzbudza takie emocje, ale Państwa argumenty o psuciu rynku są odrobinę naciągane :) To tak jakby powiedzieć że Chińczycy i Hindusi psują rynek bo pracują jeszcze taniej od Polaków (proszę spojrzeć na zagraniczne serwisy freelance’rskie) – możecie Panowie to tak nazywać ale zwykle to się nazywa KONKURENCJĄ.

    Pozdrawiam serdecznie i mimo to zapraszam do serwisu zlecenia.przez.net – cały czas trwają prace nad jego rozwojem i rozmowy z inwestorami które w niedalekiej przyszłości pozwolą nam, mamy nadzieję, zaistnieć także zagranicą,

    Karol Krużelecki

  10. Michał Siek says:

    @Piotr:
    Wybraliśmy inną drogę – opłaty za umieszczanie ogłoszeń.
    Imho skutecznie przefiltrują grupę docelową. ;]

  11. @ Karol:
    Nie zauważyłem wczoraj licznika ofert zakończonych, ale i tak niewiele zmienia on wyliczenia — dzisiejsze 171402 złote i 2893 aukcje to średnio 59 złotych i 25 groszy. Nie wiem, ile aukcji od wczoraj się zakończyło, ale licznik zarobionej kasy skoczył raptem o 100 złociszy.
    Żeby było jasne — wpis to nie jest narzekanie na serwis, ale na owe prostytutki informatyczne, żeby pozostać przy tym określeniu. W serwisie mogę narzekać na zdecydowanie zbyt niski kontrast między tekstem, a tłem ;)

    Teraz uwaga do serwisu — weryfikacja przez podanie REGON-u odfiltruje tych profesjonalistów, którzy nie prowadzą działalności, ale wykonują różne prace na umowę o dzieło czy umowę zlecenie — jak najbardziej legalne formy zatrudnienia.

    Fragment o konkurencji ze strony Chińczyków i Hindusów na rynkach zachodnich nie ma najmniejszego sensu w odniesieniu do polskich realiów. Dla Amerykanina 100 dolarów może być stawką głodową, ale Hindus przeżyje za to miesiąc. W Polsce jednak wszyscy żyjemy za te same pieniądze i 2 złote za bochenek chleba obowiązuje każdego.

    @ Michał:
    Coś czarno ten pomysł widzę i już wyjaśniam, czemu.

    1. Żeby opłata skutecznie odfiltrowała dzieci i studentów, musi być odczuwalna / zauważalna. Ciężko określić granicę, przy której odsiani zostaną partacze, zostaną profesjonaliści i nie trafione zostaną małe / początkujące na rynku firmy (nie mylić z początkującym webmasterem).

    2. Dopóki serwis nie będzie znany i nie będzie miał dobrej reputacji („wrzuć ogłoszenie na ABC, tam szybko znajdziesz odpowiednich ludzi za rozsądną cenę”), to spora część potencjalnych zleceniodawców (zwłaszcza tych mniejszych) zdecyduje się na wrzucenie tego na Gratkę czy p.p.o.

    3. Jeżeli będą opłaty za każde wrzucenie swojej oferty pod ogłaszanym zleceniem, to udział w tym serwisie wielu osobom nie będzie się kalkulował. Osoba znająca swoją wartość i ceniąca swoją pracę może w taki system załadować X kasy na opłaty i nie otrzymać żadnej pracy — jej oferty będą za drogie. O szczęściu nie wspominam ;)

  12. Świetny tekst!

    ALE

    Nawet poza drogą Warszawą… normalna firma (tzn. średniej wielkości o przeciętnym ratingu finansowym) chcąca stworzyć lub uwspółcześnić swoja stronę WWW jest w stanie wydać 6-15 tysięcy złotych (za kilka podstron) i nie wchodzi na wspomniany serwis web-prostytutek… tak więc o psuciu rynku nie ma mowy (Czy na zlecenia.przez.net są jakieś case-studies że wszyscy zakładają że te „projekty” są rzeczywiście realizowane??)

    Niestety firmy przeważnie idą do Agencji Reklamowych które się znają na Internecie tak, jak ja na podwodnym spawaniu w kielichu głębinowym… Owszem, generalizuję… wiele z nich współpracuje na stopie konsultingu lub realizacji z bardziej wtajemniczonymi organizacjami, ale przeważnie agencje robią te projekty „in-house”. Skutek? Rynek nie jest psuty, psuty jest Internet.

    Nic się nie poradzi na serwisy „pośredniczące”… jedyne co możemy robić to edukować POZA INTERNETEM o Internecie.

    Bez edukacji Klient przychodzący do Agencji Reklamowej wszystko co jest w stanie powiedzieć o swoich wymaganiach, to „dużo Flesza, proszę”.

    Amen.

    PS. Z tymi ustami to żeś pojechał :)

  13. Adam, zejdź na ziemię. Większość (i to zdecydowana) polskich firm to firmy małe, jedno- bądź kilkuosobowe. Dla tych firm wydanie 15 tysięcy na serwis WWW to marzenie ściętej głowy, bo to 2-3 miesięczny (albo i lepiej) zysk właściciela.

    Właściciele takich firm byliby w stanie wysupłać 2-3, góra 5 tysięcy za serwis z wprowadzeniem kompletnego asortymentu firmy. Byliby, gdyby nie oferty za 300-500 złotych. Nie mając wiedzy na temat standardów, dostępności, jakości, SEO, a nawet WWW jako takich nie wiedzą, czym się różni strona za 300 od strony za 3000 złotych… poza ceną oczywiście. Nie widząc różnicy wybiorą rozwiązanie tańsze i gorsze, więc edukacja jest potrzebna i w tym się z Tobą zgadzam.

    A Agencje Interaktywne to zupełnie inna historia i temat na osobny i dłuuuugi wpis…

  14. Piotrze,
    znam znaczenie wyrazenia small biznes… i od strony teoretycznej i praktycznej…….ta grupa firm potrzebuje przede wszystkim edukacji i bedzie wiedziala gdzie pukac… i po co… wiele malych firm nie ma nawet (dzialu/know how na temat) marketingu wiec?!? dla nich marketing konczy sie na ulotce a www jest jej analogia w internecie

    dyskusja moglaby ciagnac sie latami…..szkoda czasu i szkoda energii…rownie dobrze moznaby zgnoic Kreatory Stron WWW ktore w ramach oplaty za hosting generuja podstawowa stronke.. moznaby tez rzucic sie na serwisy handlujace szablonami…bo przeciez za 100pln moge sobie kupic szablon i tez udawac ze mam piekny i wspanialy serwis internetowy

    coz…….male firmy……niech sobie wybiora oferte za 500pln nawet przez zlecenia.przez.net….za rok, dwa lata zapukaja do Ciebie czy do mnie….i sie przekonaja ze witryna to jak pracownik :) nie dasz jej ladnego ubranka i nie zainwestujesz to nie bedzie dla ciebie pracowala…….basta!

    kto glupi ten traci i placi podwojnie

    ciezko nie przyznac racji Panu z komentowanego serwisu…to normalna charakterystyka konkurencji… strona podazowa i popytowa….to wcale nie znaczy ze oferent dlugo pociagnie a kupujacy bedzie zadowolony

    adam

  15. Zgadzam się, że małe firmy potrzebują edukacji. Sęk w tym, że nawet najlepsza edukacja może nie wygrać z dumpingiem. Być może wyedukowany klient nie kupi sobie WWW za 100 złotych, ale może kupić coś za 600-700 złotych. Nadal nie będzie to dobra strona, ale mocno przeciętna i z wieloma brakami. Sęk w tym, że taka strona może już spełniać wymagania klienta, a z takimi cenami nie wygrasz. Trochę to przypomina problem chińskich truskawek — są dużo gorsze w smaku (nie potrzeba do tego eksperta), ale są też dużo tańsze. Truskawki kupujemy dla smaku, ale ciężko kupić sobie piękne truskawki za 5 złotych, gdy masz takie sobie chińskie za złotówkę.

    Co do gnojenia kreatorów WWW — jestem za. Nie dlatego, że odbierają mi chleb — niespecjalnie się boję takiej konkurencji. Należy je gnoić dlatego, że IMHO jest to oszukiwanie klienta i działanie na jego szkodę — wyklikane w ten sposób strony firm są… Jest to również psucie Internetu i zapełnianie go byle g…, które nie niesie ani treści, ani jakości, ani dizajnu, ani standardów.

    A co do konkurencji… nie zgodzę się do końca. O konkurencji można mówić wtedy, gdy wszyscy mamy takie same warunki — podatki, ZUS, koszty etc. — wtedy jeden może rzucić cenę X, inny 2X, a jeszcze inny 0,8X — to jest konkurencja. Nie ma konkurencji, gdy ktoś nie ponosi kosztów…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>