Kradnij, a się wylansujesz…

Long time ago in a galaxy far far away…

Przepraszam, coś mi się w obwodach pozajączkowało. Na szczęście nie do końca i nie we wszystkich, bo pewne rzeczy miały miejsce dawno, a niektóre są jakby świeże.
Czy szanowne Czytelnictwo pamięta, jak niemal rok temu popełniłem wpis „Inspiranci” są wśród nas??
Była w nim mowa o tych, co to lekką rączką kradną cudze teksty, przerabiają nieznacznie (albo i nie) i publikują jako osiągnięcia własnego intelektu. To było dawno.

Nie tak dawno z kolei, bo raptem 1 stycznia 2007, przeczytać można było wpis na pewnym blogu pod wielce mówiącym tytułem „Czego nauczyłem się o blogowaniu w 2006 roku”. Wśród 75 porad nie było jednej, od której autor powinien był chyba zacząć — nie kradnij.

W lipcu 2002 w serwisie OutFront opublikowano artykuł Katherine Nolan pod tytułem Creating and Using a robots.txt File.

Ten, skądinąd świetny i wyczerpujący, tekst został ukradziony przez Pawła Lipca i opublikowany 11 stycznia 2007 na jego blogu pod tytułem „robots.txt”.

Pan Złodziej raczył był zmienić adres swojego wpisu, więc dorzucam nowy.

Szanowne Czytelnictwo wie, że bardzo rzadko rzucam nazwiskami. W tym przypadku wydaje mi się jednak, że sprawę należy nagłośnić, podać imię i nazwisko oraz linki do oryginału i plagiatu. Opublikowanie cudzego tekstu pod swoim nazwiskiem to zwyczajna, pospolita kradzież, którą należy piętnować.

Gdyby ktoś chciał bronić Pana Złodzieja, mówiąc na przykład o jego niewiedzy, to przypominam — niewiedza nie jest wytłumaczeniem. Ponadto Pan Złodziej studiuje administrację, w czasie to których studiów musiał mieć zajęcia z podstaw prawa.

Gdyby ktoś chciał bronić Pana Złodzieja, mówiąc na przykład o własnym wkładzie w tłumaczenie, to przypominam — nie ma znaczenia, czy oryginalny tekst został napisany w innym języku. Podpisanie cudzej pracy własnym nazwiskiem to nadal jest zwykła, ordynarna i chamska kradzież. Tłumaczyć można kulturalnie, prosząc autora o zgodę i podpisując jego pracę jego własnym nazwiskiem, siebie, jako tłumacza, dodając gdzieś na boku.

Raptem 9 dni temu pisałem o lansowaniu się za wszelką cenę. Wtedy miałem na myśli jedynie pretensjonalną domenę, organizowanie konkursu na blog roku 2006 oraz pseudoporady dotyczące WordPressa. Nie przypuszczałem jednak, że chęć lansu będzie aż tak mocna, żeby ukraść cudzą pracę i się pod nią podpisać…

PS. Oczywiście obie strony zapisałem sobie na dysku i na życzenie wystawię do ściągnięcia. Tak na wszelki wypadek, gdyby nagle wpis zniknął lub sam się zmodyfikował…

Aktualizacja 11.01.2007 — 21:20

Takich opisów tworzenia tego pliku jest w sieci jest jakieś milion z hakiem. Jest rzeczą oczywistą, że nie da się tu nic nowego wymyślić – czy powinienem znaleźć pierwszego, który opisał proces tworzenia robots.txt i spytać go czy aby nie zastrzegł praw do tej publikacji?

Cytat powyżej to komentarz Pana Złodzieja, który najwyraźniej prawo autorskie ma w głębokim poważaniu.

Aktualizacja 13.01.2007 — 20:35
Ponieważ plagiat został skasowany bez śladu, a i wyjaśnień się nie doczekaliśmy, pozwalam sobie wrzucić do ściągnięcia kopię zapisaną wczoraj (ZIP, 119kB) oraz tekst oryginalny (ZIP, 43kB). Popatrzcie sami…

Aktualizacja 14.01.2007 — 18:15
A jednak skradziony tekst nie zniknął, wisi nadal na forum polskiego WordPressa. Warto zauważyć, że:

  • 1. Nadal nie ma informacji o autorze.
  • 2. Nadal nie ma informacji o źródle pochodzenia.
  • 3. W automagiczny sposób autor, który miał ponoć udzielić zgody na tłumaczenie, stał się autorką.

Czyli nie dość, że złodziej, to jeszcze bezczelny i w pełni świadom swojego złodziejstwa.
Tak na marginesie — również na forum kasowane są krytyczne komentarze (ZIP, 108kB).

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

41 Responses to Kradnij, a się wylansujesz…

  1. Auć:/ Nie ma jak się wytłumaczyć. Przetłumaczony tekst, bez żadnej wzmianki o pochodzeniu, podpisany własnym nazwiskiem:/ Tego nikt nie lubi i tolerować nie należy. Złodziejstwo.
    Do „lansowania się” konkursami czy „pretensjonalnymi” domenami nic nie mam osobiście, ale to już przesada. Widocznie Paweł Lipiec myślał, że nikt nie zna oryginalnego tekstu i nikt nie zauważy :) Brawa za wnikliwość Piotrze!

  2. byte says:

    Właśnie zadałem autorowi pytanie: jak to jest podpisać się pod czyjąś pracą? Poczekamy na odpowiedź…

    Rozumiem, że w tej sytuacji konkurs na Miss Blogowania automatycznie upada?

  3. Właśnie zadałem autorowi pytanie: jak to jest podpisać się pod czyjąś pracą? Poczekamy na odpowiedźâ€Ś

    Na jego blogu pod rzeczonym wpisem? Albo jest wciąż w moderacji, albo już został odpowiednio zmoderowany, bo niczego nie widzę.

    Rozumiem, że w tej sytuacji konkurs na Miss Blogowania automatycznie upada?

    Ależ skąd, przecież to pełen profesjonalizm konkursowy. Mój wpis wynika jedynie z zawiści, niskich pobudek i takich tam, oraz oczywiście z chęci zaszkodzenia autorowi przez ten podły atak personalny. Wszak jestem z tej drugiej części blogosfery…

    Jestem ciekaw, jak się szacowne grono jurorów czuje, stojąc w jednym szeregu z Panem Złodziejem. Mnie chyba by się wstyd zrobiło i chyba jednak bym publicznie się odciął od całej sprawy. Ale to ja…

  4. Masz rację, plagiat jak nic. Napisałem w komentarzu „zainteresowanego” linka. Zobaczymy, jaka będzie reakcja…

    No i wycofuję się z firmowania konkursu „bloger roku” :)

  5. Wnikliwość jak wnikliwość — zastanowiło mnie to, że do tej pory teksty tam publikowane były krótkie i nijakie, a tu nagle spore i dobre opracowanie.
    Przez chwilę myślałem, że może to nowy początek, ale przez pokłady sklerozy zaczęło się przebijać coś znajomego. Sprawdzenie w Google było zwykła formalnością…

  6. byte says:

    Piotr:

    Ech, ale jednak długo się orientował. Komentarz powisiał co najmniej 10 minut. Musiał odpowiedzieć dopiero Pawłowi Tkaczykowi, którego przecież zaprosił do jury. No nic, od czego jest Screen Grab… Za chwilę opublikuję to u siebie.

  7. Z tego co widzę, Paweł został już z jury wykreślony. Niestety, całą sprawą Pan Złodziej średnio się przejął, bo skromne:

    Pawle – prawda!
    Przepraszam, błąd naprawiony.

    to niewiele, zwłaszcza jak się popatrzy na sposób „poprawienia”:

    source: outfront.net

    Ani nazwiska autorki, ani kompletnej informacji o tym, że to tłumaczenie, ani nawet nie ma konkretnego wyróźnienia tej informacji. Przy takiej ilości „przeszkadzajek” tego tekstu praktycznie nie widać.

    Nie wspomnę już o tym, że chyba wypadałoby napisać o tym wszystkim jakieś dłuższe wyjaśnienie. Choć może niekoniecznie — w błąd i tak nie uwierzę. Jakoś nie mieści mi się w głowie, że student administracji przeoczył nazwisko autorki lub nie wiedział że trzeba tekst nim podpisać.

  8. Coś mi trackback nie wyszedł…
    http://paweltkaczyk.midea.pl/611/

    (a o wykreślenie z jury sam poprosiłem po Twoim wpisie)

  9. Twoja akcja — jak widzę — przyniosła skutek. Wpis zniknął. Teraz czas wziąć się za odrabianie nadszarpniętego PR (reputacji?)…

  10. Miro says:

    No, teraz w źródłach widnieje link do wyszukiwania google’a ;)
    A swoją drogą to bardzo ciekawy artykuł, dlaczego nikt go jeszcze nie przetłumaczył hę?
    No i gratuluję dociekliwości, hehe artykuł z 2002 r. Widać, że Pan „Tłumacz” był bardzo ostrożny i chciał maksymalnie zminimalizować wykrycie. ;-)

  11. byte says:

    No właśnie, coś trackbacki nie dochodzą:

    http://byte.livenet.pl/?p=814

  12. byte says:

    Panowie, ten tekst dalej wisi, tylko pod innym adresem:

    http://polskiblogger.pl/robots-txt.html

    Dla mnie bomba!

  13. Z trackbackami to jakaś paranoja — spamerskie dochodzą, a uczciwe nie. Musi tematyki wpisu się przestraszyły…

    Wracając do wpisu — najwyraźniej Pan Złodziej uznał, że jak się zmieni adres wpisu, to ludzie już go nie znajdą. Pomysł głupi, bo przecież wpis na własnym blogu można uzupełnić stosowną informacją.

    Swoją drogą Pan Złodziej nadal nie rozumie, że mój wpis to nie jest reklama dla niego. Nie rozumie też, że zapisy prawa autorskiego go obowiązują i za ten numer mógłby nawet odpowiadać przed sądem.

  14. KAnusia says:

    To jeszcze popraw sobie ostatniego linka, bo teraz prowadzi donikąd. Pozdrawiam :)

  15. Bóg zapłać dobra kobieto, w moim wieku to skleroza już działa i można o takich rzeczach zapomnieć ;)

  16. Ale to jest żenujące… ciągle udaje pisząc komentarze u siebie, że nic się nie stało – a to jest najgorsze, co może być. Wielgus w wersji mini:) Polskiblogger już usunięty z Google Reader.

  17. Brawo :) . Nawet Ja, człowiek zawzięcie broniący poprzednio Pawła przyznaję rację, że to co zrobił jest niemoralne. Musiałem wtrącić tu swoje „3 grosze”, bo mam dokładnie taki sam stosunek do tego typu zachowań jak Ty Piotrze i zawsze takie zachowanie będę potępiał ;) . Ostatnio nawet zrugałem znajomego, bo postąpił tak samo jak Paweł.
    A wystarczyło tylko (i aż) jedno zdanie: Autorem artykułu jest „Ten i ten”, został on zaciągnięty ze strony „tej i tej” tłumaczący „Paweł Lipiec”…

  18. A wystarczyło tylko (i aż) jedno zdanie: Autorem artykułu jest „Ten i ten”, został on zaciągnięty ze strony „tej i tej” tłumaczący „Paweł Lipiec”

    Nie do końca. Oryginalny tekst nie został opublikowany na zasadach którejkolwiek z wolnych licencji, więc do opublikowania tłumaczenia (nie do jego zrobienia — to można zrobić bez zezwolenia, ale na własny użytek) należało mieć zgodę autorki. Dopiero po otrzymaniu tej zgody można było zrobić tak, jak piszesz — podać autora i dopisać siebie jako tłumacza.

    Najciekawsze jest to, że w 99% przypadków zgodę autora otrzymuje się bez najmniejszego problemu, po napisaniu maila. Jednocześnie taki mail zwrotny jest „dupochronem” — można go opublikować na znak, że tłumaczenie jest robione za zgodą autora.
    Takie postępowanie nikomu ujmy nie przynosi, a raczej wręcz przeciwnie. U mnie nieodmiennie budzi to szacunek, właśnie ze względu na przestrzeganie pewnych zasad i chęć włożenia tej odrobiny wysiłku, jakim jest poproszenie o zgodę autora.

  19. Fanatyk says:

    Pozwolę sobie zacytować wycinek z maila jaki dostałem od autora oryginału w odpowiedzi na zapytanie o możliwość przetłumaczenia z dokonaniem ew. zmian: I have no problem with you using it this way

    Więc „Pan Złodziej” czuje się całkiem fajnie z tą „kradzieżą” a jak się czuje Wszechwiedzący Wydający Wyroki Bez Podstawowej Wiedzy Na Dany Temat?

  20. Pozwolę sobie zacytować wycinek z maila jaki dostałem od autora oryginału w odpowiedzi na zapytanie o możliwość przetłumaczenia z dokonaniem ew. zmian: I have no problem with you using it this way

    Wybacz, ale twoja wiarygodność w tej sprawie jest na tyle niska, że pozwolę sobie nie uwierzyć. Przynajmniej do momentu otrzymania odpowiedzi od Thomasa Brunta, właściciela Outfront.net, którego zapytałem o kilka rzeczy.

    Jednak nawet zgoda autora, o której piszesz, nie zmienia następujących faktów:
    – nie napisałeś, że to jest tłumaczenie;
    – nie podałeś źródła tekstu;
    – nie podpisałeś tekstu nazwiskiem prawdziwego autora;
    – tłumaczenie zostało przygotowane tak, abyś to ty był uważany za autora tekstu;

    Dla mnie powyższe nadal jest równoznaczne z kradzieżą własności intelektualnej, lub złamaniem prawa autorskiego — wybierz to sformułowanie, które ci bardziej odpowiada.

    Pomijam już fakt, że twoje zachowanie w tej sprawie jest co najmniej dziwne i jakoś nie pasuje do tezy o zgodzie na opublikowanie tłumaczenia. Niby masz czyste sumienie, ale:
    – kasujesz komentarze z niewygodnymi pytaniami;
    – nie chcesz dopełnić formalności związanych z podpisaniem tekstu;
    – udajesz że to nie tłumaczenie cudzego tekstu, a własne opracowanie.

    Jak na człowieka, który wszystko zrobił zgodnie z prawem, to trochę zbyt wiele tych niejasności. Co oczywiście nie przeszkadza ci mieć dobrego samopoczucia, do tego się już powinniśmy przyzwyczaić.

  21. Olgierd says:

    Heh no faktycznie wesoło się porobiło – cóż, niektórym naprawdę się wydaje, że internet to skarbnica, z której można pięknie sobie korzystać, brać, czerpać, „inspirować się”… zgroza…

  22. Pingback: Ja, RAFi - o mnie i o was » Fanatyczny złodziej tekstów

  23. klisiu says:

    Faktycznie niezłe bagno… Ja mam jedną zasadę: wklejam, tłumaczę, modyfikuję jakikolwiek tekst podpisuję: Ĺšródło: adres źródła…

  24. Klisiu, przy tłumaczeniu czyjegoś tekstu w celu dalszej publikacji (np. na blogu) potrzebujesz zgody autora na ową publikację. Wyjątkiem są teksty publikowane na licencji GNU czy CC, ale wtedy też trzeba podać autora.

  25. Piecu says:

    Nowy adres już też nie działa…

  26. klisiu says:

    Piotr: no masz rację co do poinformowania autora, o tym że pragniesz przetłumaczyć tekst jego autorstwa. Kiedyś miałem sytuację, że potrzebowałem wykorzystać część loga wykonanego przez pewnego grafika i pierwsze co zrobiłem napisałem e-mail do autora grafiki, w którym zapytałem się czy mógłbym wyciąć część loga do swoich potrzeb. Autor ucieszył się, że poświęciłem 5 min, aby poinformować go , że mam zamiar użyć części jego loga. Nadmienił, iż większość ludzi/internautów ma głęboko gdzieś prawa autorskie i przerabiają, czy też kopiują „na żywca” cokolwiek bez wiedzy pierwotnego autora. Fanatyk tłumacząc tekst, nie informując czytelników gdzie znajduje się oryginał wpisu zarobił u mnie dużego minusa. Gdzieś mam w skrzynce pocztowej e-mail (zapisałem się do subskrypcji) z tym tekstem.

  27. Ano właśnie — najczęściej wystarczy się wysilić i skrobnąć maila, a autor chętnie wyrazi zgodę na tłumaczenie. Ba, czasem potrafi jeszcze podlinkować polską wersję, co przekłada się na wymierne korzyści dla serwisu.

    Gdzieś mam w skrzynce pocztowej e-mail (zapisałem się do subskrypcji) z tym tekstem.

    Masz na myśli ten tekst skradziony przez Fanatyka? Na końcu wpisu (i w poprzednim swoim komentarzu) dałem linki do zzipowanych wersji ;)

  28. Slavo says:

    Skoro Fanatyk, jak twierdzi, otrzymał zgodę, to dlaczego tak szybko skasował komentarze, a później cały wpis z bloga?

  29. walth says:

    Szkoda trochę, że tak to się podziało z tym tekstem… W sumie kawał dobrej roboty z tym tłumaczeniem, jeśli to oczywiście jego wyrób. Głupota jednak, jak to mówią, może być wyjątkowo głęboka, wręcz bezdenna…
    Fanatyk u mnie zarobił minusa jeszcze czymś innym. Mianowicie kiedyś wspomogłem go finansowo na wykupienie licencji na to jego forum. Na początku umieścił info i nawet podlinkował mojego bloga u siebie. Poprosiłem, żeby usunął kwotę jaką przelałem na jego konto, bo nie widziałem sensu, żeby ta informacja wisiała. Później bardzo szybko wszystko znikło i nie mogłem się doprosić o adres gdzie to jest i o jakiekolwiek info na ten temat. W sumie to do dziś nie wiem czy ta kasa przepadła czy uzbierał jednak wymaganą kwotę do wykupienia licencji…
    Inną sprawą jest spam jaki dostaję nie wiedzieć czemu. Najpierw jakimś dziwnym cudem zostałem zarejestrowany na jego forum (sam się nie rejestrowałem bo z WP nie korzystam)…. Jak dla mnie to to wszystko pozostawia po sobie spory smrodek. Ale sprawa tłumaczenia jest chyba najcięższą przewiną Fanatyka. Dziecinne to wszystko i żenujące…

  30. @ Slavo:
    Cóż, z tym pytaniem to już nie do mnie. Być może jednak okazało się, że autor oryginału się zdenerwował? ;)

    @ walth:
    Szkoda, jak szkoda — opracowań na temat robots.txt jest w Sieci pełno, choć oczywiście zdecydowana większość po angielsku. Wychodzę jednak z założenia, że w naszych czasach podstawowa znajomość angielskiego jest obowiązkowa, bo to lingua franca Internetu i bez choćby biernej znajomości tego języka jest się trochę upośledzonym Internautą.
    Nic jednak nie stoi na przeszkodzie w opracowaniu tego typu tematów od podstaw, we własnym zakresie. Materiałów jest sporo, więc jest się na czym uczyć i na co powoływać. Dobre opracowanie jakiegoś tematu, z podanymi źródłami na których się oparto, nie jest czymś czego należy się wstydzić.

    Fanatyk u mnie zarobił minusa jeszcze czymś innym.

    W pewnym sensie sam jesteś sobie winien — przelałeś kasę osobie znikąd o nieznanej reputacji ;)

    A co do licencji na skrypt forum. Jeśli ktoś koniecznie chce mieć vBulletin czy IPB, to powinien wyłożyć na to kasę sam. Raz, że tak jest uczciwie, dwa — nie ma problemów w razie rozpadu serwisu czy zespołu go tworzącego.

    Jeśli kogoś nie stać na licencję, to powinien zainstalować jakiś skrypt Open Source. Jest ich od jasnej cholery i trochę, w tym również takie, które w niczym nie ustępują IPB. No, ale o tym to trzeba wiedzieć…

    Inną sprawą jest spam jaki dostaję nie wiedzieć czemu.

    Jeśli ja dostaję spam, to go zgłaszam w odpowiednie miejsca, choćby na grupę pl.internet.mordplik oraz do ISP spamera (jeśli to ma sens).

  31. walth says:

    Rację masz ja jednak jakoś staram się wierzyć w ludzi dopóki się na kimś raz nie przejadę. Zaufałem temu człowiekowi bo stwierdziłem, że ktoś kto ma tylu czytelników i takie plany postąpi uczciwie. Co do darmowych skryptów to fakt, jest tego sporo. Okazało się, że źle zrobiłem – trudno, człowiek uczy się całe życie, straty wielkiej nie poniosłem a nauki odpowiednie wyciągnąłem i przyznaję się bez bicia, że głupi byłem (co byłeś łaskaw wytknąć mi w oględniejszej formie :) )
    Co do spamu – na razie pójdzie mail do autora spamu, żeby wykreślił mnie z tej listy bo ja się na nią nie zapisywałem. Zapytam też jeszcze o parę rzeczy…

    Pozdrawiam :)

  32. Plany mają to do siebie, że ich stworzenie wiele nie kosztuje. Znacznie gorzej jest z realizacją, co w rzeczonym przypadku da się zauważyć.

    Co do czytelników — ich naprodukowanie nie jest problemem i po cyferkach na forum Fanatyka widać, że to mu się udało. Niewątpliwie w dużej mierze dzięki nad wyraz irytującemu wielkiemu komunikatowi wyświetlanemu osobom niezalogowanym.
    Jednak czytelnicy w projekcie to nie wszystko, do działania takich rzeczy potrzeba społeczności, której ja tam jednak nie widzę. Pomijając poziom merytoryczny forum (niski, na dodatek wyrzucają ludzi mających o WP spore pojęcie), to na 1579 użytkowników przypada 5228 postów — 3,31 posta na osobę — bardzo niewiele. Jeżeli jeszcze odejmiemy od tej liczby 969 postów Fanatyka (niemal 19% wszystkich!), zostaje 2,7 posta na osobę. Bardzo cieniutko…

    Jeśli chodzi o spam — jeżeli jesteś pewien, że nigdy się do niczego nie zapisywałeś, to od razu zgłaszaj na mordplik. Zgłoszenie się z tym do spamera da jedynie ten efekt, że Ciebie z listy wyrzuci, a innych zostawi, nie ponosząc kary za spamowanie. Może to brzmi ostro, ale po lekturze historii na mordpliku dojdziesz do wniosku, że mam podejście dość łagodne ;)

  33. YaaL says:

    Mikołaj, odrzuć jeszcze 179 osób, które napisały po dokładnie jednym poście, 102 osoby, które napisały po 2 posty…

    A spamowanie owszem, mnie też zdenerwowało, bo nie po to wyłączyłam przysyłanie niewątpliwie fascynujących, ale wcale mnie nie interesujących wiadomości od administratora, żeby mi „Redakcja” zaśmiecała skrzynkę alarmami, że jejku jejku, straszliwa dziura w WP.

  34. walth says:

    Co do spamu to nie zapisywałem się na jego listę mailingową. Sądzę, że jestem w tym wypadku odosobnionym przypadkiem. Mojego maila sam mu podałem w celu ustalenia kilku spraw w związku z przelewem pieniędzy. Nie poinformował mnie jednak że to jest równoważne z zapisaniem się na jakąś listę mailingową. Raczej nie będę zgłaszał tego do mordplik. Tak jak mówię, sądzę, że pod tym względem jestem odosobnionym przypadkiem, wpłaciłem mu jakieś pieniądze na tę nieszczęsną licencję, mailowałem z nim jakiś czas, ale później kontakt się urwał… A ja zapomniałbym o całej sprawie gdyby nie Twój tekst o plagiacie i podobne teksty na blogach które subskrybuję.

  35. Mikołaj, odrzuć jeszcze 179 osób, które napisały po dokładnie jednym poście, 102 osoby, które napisały po 2 posty…

    Teoretycznie mógłbym, ale zakładam że te posty to też jakiś wkład. Tym niemniej patrząc na rok istnienia wsparcia do bardzo popularnego skryptu blogowego to te wyniki są bardzo marne. Podobnie jak porady…

    A spamowanie owszem, mnie też zdenerwowało, bo nie po to wyłączyłam przysyłanie niewątpliwie fascynujących, ale wcale mnie nie interesujących wiadomości od administratora, żeby mi “Redakcja” zaśmiecała skrzynkę alarmami, że jejku jejku, straszliwa dziura w WP.

    Bo ta dziura straszna była. Strasznie się trzeba było namęczyć, żeby komukolwiek dać dostęp do serwisu tą drogą, łatwiej już przesłać mu mailem hasło ;)

    BTW — we wspomnianym wątku ze skradzionym artykułem jeden z użytkowników stwierdził:

    Gdybym napisał książkę, to chciałbym żeby tłumacz umieścił moje nazwisko na okładce.

    Komentarz zbyt długo nie powisiał, ale oczywiście kopia istnieje… (ZIP, 108kB)

    Walth, jeśli nie zapisałeś się na jego listę mailingową, to znaczy że on Ciebie do niej dopisał. To też jest złamanie prawa, choć tym razem z innego paragrafu. Oczywiście zrobisz, jak chcesz ;)

  36. YaaL says:

    Jeżeli uważasz, że pojedynczy, obowiązkowy! (bo bez tego nie możesz napisać nigdzie indziej) wpis w wątku „witamy się” ma jakąkolwiek wartość merytoryczną…

    Też się na żadną listę mailingową u niego nie zapisywałam. Naprawdę rzadko zapisuję się na listy mailingowe. Bzdurki od administratora jakiegoś tam forum się zdecydowanie nie kwalifikują…

  37. Wpis obowiązkowy? Omatkoboskojedyno…
    Ale będę konsekwentnie naginał fakty na korzyść, załóżmy że jest to tworzenie społeczności ;)

  38. klisiu says:

    Slavo: Fanatyk najwyraźniej przestraszył się szumu wokół całego wpisu. Natomiast co do Fanatyka. Skoro otrzymał e-mail ze zgodą autora na tłumaczenie i wykorzystanie jego tekstu na Polskim Bloggerze, to czemu nie wykona screen’a z poczty? Przecież to chyba problemem nie jest.
    Piotr: Tak chodzi tu o ten sam tekst ;-)

  39. Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>