Skromność i pokora…

…to bardzo pożądane cechy. Tym bardziej pożądane, im rzadziej występują. Ostatnimi czasy wydają się przegrywać na rzecz nachalnego lansu, zwanego również autopromocją.

Proszę rzucić okiem na serwis OnMedia. Widzimy wpis pod tytułem Gravatar2.0 już za kilka dni:

Buractwo czystej wody

Na czerwono podkreśliłem interesujące nas fragmenty — kto dodał, komu się podobało i z jakiego serwisu wpis pochodzi. Odpowiedź na te pytania brzmi (odpowiednio) — Fanatyk, Fanatyk, Polski Blogger. Spójrzmy zatem na dane użytkownika Fanatyk:

Buractwo czystej wody

Tutaj też na czerwono podkreślona jest interesująca nas informacja — adres serwisu użytkownika.

Dociekliwi już wiedzą, w czym rzecz. Tak, proszę szanownego Czytelnictwa, użytkownik Fanatyk dodaje do serwisu OnMedia wpisy ze swojego bloga, jako warte przeczytania. Następnie dodaje sobie punktów poparcia przez zaznaczanie, że jemu się owe wpisy podobają. Sprytne? Nie, jedynie żenujące…

This entry was posted in WWW & Net. Bookmark the permalink.

17 Responses to Skromność i pokora…

  1. RAFi says:

    O kurcze, nie wiedziałem, że też o tym napisałeś. =)

  2. Ależ nic się nie stało, im więcej piętnowania takich zjawisk, tym lepiej.

  3. Tak jak Cię popierałem z kradzieżą, tak tym razem uważam, że przesadzasz. Lans stał się częścią kultury i nie ma o co kopii kruszyć — o takiej Dodzie nikt by nie usłyszał, gdyby w jakimś tam programie nie wystąpiła. Jasne, że to sława „gorszej jakości” (co widać po samym przywołanym przykładzie), niż kiedy Cię inni wynoszą na piedestał, ale niektórym wystarczy. Sława na miarę IV RP ;)
    Bo powiedz mi, Mikołaju, jaki jest sens tego piętnowania? Kradzież materiałów rozumiem — łamanie prawa itp. Ale autopromocja? Można głośno powiedzieć „mnie się nie podoba”, ale potępiać w czambuł? Każdy blog (kiedyś o tym pisałem) jest robiony dla autopromocji — choćby autor zaklinał się na wszystkie świętości, że on z lansem nie chce mieć nic wspólnego (niech pisze do szuflady w takim razie).
    To trochę jak z undergroundowymi artystami, którzy potępiają w czambuł mainstream (dopóki są undergroundem). A potem kupują sobie Lamborghini ;)

  4. Lans stał się częścią kultury i nie ma o co kopii kruszyć — o takiej Dodzie nikt by nie usłyszał, gdyby w jakimś tam programie nie wystąpiła.

    No nie, mówimy o kompletnie różnych rzeczach. Zacznijmy od tego, że przykładowa Doda coś jednak potrafi (nie mówię tu o pokazaniu gołej…), a i udało jej się czegoś własnoręcznie dokonać. Fanatyk nie opublikował swojego własnego autorskiego tekstu, a jedynie przetłumaczył newsa.
    Po drugie — Dodę pokazał ktoś inny, a nie ona sama. Przekładając to na blograjdołek i okolice ktoś do niej podlinkował.

    Jasne, że to sława „gorszej jakości” (co widać po samym przywołanym przykładzie), niż kiedy Cię inni wynoszą na piedestał, ale niektórym wystarczy. Sława na miarę IV RP ;)
    Bo powiedz mi, Mikołaju, jaki jest sens tego piętnowania?

    Sam sobie w tym fragmencie odpowiedziałeś — piętnowanie bylejakości oraz brak zgody na zaniżanie pewnych standardów.

    Kradzież materiałów rozumiem — łamanie prawa itp. Ale autopromocja?

    Owszem, autopromocja również. Zgadzam się, że każdy blog to forma autopromocji — mój również. Sęk w tym, że można samego siebie promować dobrze, można tez źle.
    Dobra autopromocja to publikowanie własnych tutoriali, porad, ostrzeżeń, dodatków etc. — to rozumiem i popieram, bo widać wkład autora i jego pracę, co można jakoś ocenić.
    Zła autopromocja to właśnie zachowania takie, jak krytykowane w tym wpisie. To nic innego, jak zalewanie Internetu tandetą i szmirą, przez co ciężej znaleźć treści wartościowe i naprawdę warte promowania. Zalew bylejakości mi się nie podoba, nie zgadzam się na niego i będę go potępiał. Może to staroświeckie i niezgodne z Web 2.0, ale nic na to nie poradzę, takie wychowanie odebrałem. I, nie ukrywam, jakoś mi przestrzeganie pewnych norm nie przeszkadza…

    To trochę jak z undergroundowymi artystami, którzy potępiają w czambuł mainstream (dopóki są undergroundem). A potem kupują sobie Lamborghini ;)

    Biorąc pod uwagę różne czynniki mogę powiedzieć, że to wybitnie nietrafiona analogia i do undergroundu mi daleko :twisted:
    Nachalną autopromocję i tym podobne zachowania potępiać będę niezależnie od tego, czy czytać mojego bloga będzie 5, 500 czy 50 tysięcy osób.

  5. Doda się sama zgłosiła do tego programu — o to mi chodziło z autopromocją. Ale przyjmuję Twoje racje :D

  6. Ale nawet zgłoszenie do programu nie gwarantuje pojawienia się na wizji, trzeba coś umieć ;)
    W tym wypadku TV prowadzi jakiś odsiew, którego nie prowadzą klony Digga… a trochę szkoda. Swoją drogą taki serwis z silną moderacją byłby niegłupim pomysłem na składowisko dobrych materiałów z jakiejś tematyki.

  7. Mariusz says:

    To co zrobiliście z Rafim jest ochydne, myślałem że reprezentujecie trochę wyższy poziom, zawiodłem się.

  8. To co zrobiliście z Rafim

    A coś zrobiliśmy?

    jest ochydne

    Co najwyżej ohydne.

    myślałem że reprezentujecie trochę wyższy poziom, zawiodłem się

    O, tu mi łezka cieknie…

  9. YaaL says:

    Mariusz:

    Ale… co właściwie takiego strasznego zrobili, gorszego niż to, co uprawia Fanatyk?
    Powiesz, czy będziesz wyniośle milczeć?

  10. również uważam że przesadzacie. wielu ludzi tak robi, ich sprawa.

  11. My, Piotr Mikołajski, nie przesadzamy. Uważamy jedynie, że wrzucanie własnych tekstów do różnej maści klonów Digga jest zachowaniem godnym napiętnowania, co też czynimy.
    My, Piotr Mikołajski, uważamy także, że tłumaczenie wielu ludzi tak robi, ich sprawa pasuje doskonale do gwałtów, kradzieży, rozbojów i wielu innych, jakże przyjemnych czynności.

  12. Pingback: joszkolandia » Blog Archive » Kwestia serwisów Diggopodobnych

  13. adas says:

    Hmm…

    użytkownik Fanatyk dodaje do serwisu OnMedia wpisy ze swojego bloga, jako warte przeczytania. Następnie dodaje sobie punktów poparcia przez zaznaczanie, że jemu się owe wpisy podobają.

    ten serwis już chyba tak ma, że osoba, która zgłosiła od razu jest uznawana za „popierającą” newsa…

    A co wrzucania na wykop własnych wpisów… Czasami stosuje taką metodę na wykopie w przypadku newsów dotyczących Opery. Czasami wolę jak pojawi się tam mój wpis (z linkami do forum, blogów deweloperów, opisem znanych błędów itp…) niż wpis czyjegoś bloga gdzie będzie info tylko o newsie… I jakoś nic strasznie złego w tym nie widzę…

    Jeżeli wpis jest oceniany przez wielu użytkowników to chyba są oni w stanie ocenić wartość tego wpisu nie zwracając uwagi na to kto go napisał i zgłosił?

  14. ten serwis już chyba tak ma, że osoba, która zgłosiła od razu jest uznawana za „popierającą” newsa…

    To możliwe, tylko że IMHO to jest błąd w założeniach.

    A co wrzucania na wykop własnych wpisów…

    Nie chodzi mi tylko o wykop, ale wszelkie klony Digga. To tak dla porządku, bo zaraz ktoś stwierdzi, że robię nagonkę na Wykop :)

    Czasami stosuje taką metodę na wykopie w przypadku newsów dotyczących Opery. Czasami wolę jak pojawi się tam mój wpis (z linkami do forum, blogów deweloperów, opisem znanych błędów itp…) niż wpis czyjegoś bloga gdzie będzie info tylko o newsie…

    Rozumiem, lecz to nadal wydaje mi się nieetyczne. Może w tym konkretnym przypadku nieco mniej, ale… naprawdę nie ma nikogo z zewnątrz, kto by tego wpisu nie podrzucił? Wiem, że chcesz dobrze i chcesz ugasić potencjalny FUD, ale…

    I jakoś nic strasznie złego w tym nie widzę…

    Wiesz, niektórzy nawet w najbardziej nachalnym, chamskim i śmiesznym lansowaniu nie widzą niczego złego. Ja stoję po tej drugiej stronie barykady i uważam, że lans aktywny (zgłaszanie samego siebie gdziekolwiek) nie przystoi w ogóle.

    Jeżeli wpis jest oceniany przez wielu użytkowników to chyba są oni w stanie ocenić wartość tego wpisu nie zwracając uwagi na to kto go napisał i zgłosił?

    A to jest już zupełnie inna bajka i niekoniecznie się z Tobą zgodzę. Ostatnio popatrzyłem na komentarze dotyczące niektórych wpisów, to się załamałem. Ludzie komentują oraz popierają (bądź nie) wpisy, których albo nie przeczytali, albo nie zrozumieli.

  15. walth says:

    Zgodzę się, ża taki nachalny lans nie przystoi, To trochę poniżej godności. To tak jakby na każdym możliwym blogu pisać cokolwiek w komentarzach licząc, że klikalność nam wzrośnie. To tak jakoś po słabeuszowemu jest :) I faktycznie tekst, że wielu ludzi tak robi, to jest pozwolenie na wiele złych rzeczy w czambuł wszystkich bez wyjątku. Wielu pije, wielu bije, wielu gwałci i morduje. Czy naprawdę chcesz do nich należeć? „Ludzie jedzcie gówno! Miliony much nie mogą się mylić!” – wiem wiem przejaskrawione, ale chyba troszkę oddaje sens tego co chciałem wyrazić? :>

  16. Olgierd says:

    IMHO nachalny lans to jest głosowanie na siebie po własnoręcznym zgłoszeniu oraz udzieleniu poparcia samemu sobie.
    Sam w sobie pkt 2 nie budzi moich wątpliwości – dla jednego będzie to śmieszne, dla drugiego mniej.

    Bloger jest jak dziennikarz czy aktor czy inny twórca: nie możesz siedzieć i czekać aż Cię zauważą, trzeba się starać.
    Gorzej jeśli kogoś środowisko źle oceni a on się nadal pcha wszelkimi możliwymi ścieżkami na afisz. I wówczas zaczynają się klony, glony i tego rodzaju batalie.

    Reasumując: chociaż jeszcze nie ma Pulizera w kategorii blog, na pewno najdalej za 5 lat będzie, do tego czasu uformuje się światowa stawka blogerów. Zakład? ;-)

  17. Bloger jest jak dziennikarz czy aktor czy inny twórca: nie możesz siedzieć i czekać aż Cię zauważą, trzeba się starać.

    Oczywiście. Z tym, że:
    1. Trzeba coś sobą reprezentować, żeby być zauważonym.
    Czyli sam fakt istnienia nie jest wystarczający, o czym najwyraźniej większość najgorszej maści autopromotorów zdaje się nie pamiętać.

    2. Żeby coś sobą reprezentować, trzeba mieć coś do powiedzenia.
    Czyli mówiąc wprost — trzeba mieć jakiś zasób wiedzy i doświadczeń, żeby się nimi dzielić. To nie dotyczy tylko blogów technicznych, ale także tych ogólnych. Oczywiście własne przemyślenia też mogą być interesujące, ale osoba je wypowiadająca musi mówić z sensem.

    3. Żeby mieć coś do powiedzenia, trzeba nad tym pracować.
    No i to jest najgorsze — trzeba mieć rzeczywistą wiedzę. Dopiero na jej podstawie oraz na podstawie własnego doświadczenia można tworzyć własne opracowania. Słowo-klucz: własne. Nie kopie czy ogólniki, ale konkrety.

    A o Pulitzera nie mamy co się zakładać, to jest pewne. No, chyba że nie będą tworzyć osobnej kategorii, ale będą publikować je w już istniejących… co może nawet mieć więcej sensu ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>