Złodziej jest złodziejem…
Raptem 10 dni temu popełniłem wpis pod tytułem Kradnij, a się wylansujesz…, w którym mowa była o kradzieży opracowania na temat plików robots.txt, jakiej dopuścił się Paweł Lipiec, znany też jako Fanatyk czy Polski Blogger. Okazało się, że sprawa ma dalszy ciąg…
Przetłumaczył on opracowanie z serwisu OutFront, po czym opublikował na swoim blogu jako własną pracę, bez podawania autora oryginału czy źródła. Takie postępowanie było równoznaczne z kradzieżą tekstu.
Po wielu krytycznych komentarzach (z których część usunął) dopisał… źródło, którym była fraza wyszukiwania w Google. Po kolejnych głosach krytyki dodał ogólny link do serwisu OutFront, bez podawania dokładnego adresu do oryginalnego opracowania. Nazwiska autorki całości nie podał, co w dalszym ciągu było łamaniem praw autorskich.
Tekst z bloga został usunięty po ostrej krytyce tylko po to… by z dopiskiem robots.txt @ PolskiBlogger.pl wylądować na forum dyskusyjnym, będącym własnością Pawła Lipca. Także i tam tekst spotkał się z krytyką, po której pod tekstem pojawiła się kuriozalna notka:
Orginaly written by Katherine Nolan on outfront.net
Paweł Lipiec konsekwentnie odmawiał przyznania się do złamania praw autorskich i konsekwentnie odmawiał podpisania tekstu imieniem i nazwiskiem autorki. W mętnych wyjaśnieniach usiłował dowodzić, że ma jej zgodę na publikację tekstu na swoim blogu. Teoretycznie na tym sprawa się skończyła.
Dziś zorientowałem się, że tekst usunięty z bloga Pawła Lipca pojawił się tam w niezmienionej formie. W dalszym ciągu tekst ma jako źródło podane Google oraz serwis OutFront, jak też w dalszym ciągu nie jest podpisany nazwiskiem autorki. Oznacza to, że w dalszym ciągu mamy do czynienia ze świadomą kradzieżą własności intelektualnej oraz mętnymi wyjaśnieniami złodzieja.
Poniżej publikuję zrzut ekranowy początku artykułu, zakończenia oraz kuriozalnego komentarza właściciela bloga:

Pozwolę sobie na pełen cytat komentarza, uciętego przez zrzut ekranowy:
Nie pisałem też że .txt to rozszerzenie pliku tekstowego, ani że 2 2=4 (zazwyczaj).
Przyjąłem, że pewne rzeczy można uznać za oczywiste ale najwyraźniej nie dla wszystkich.Kolejne nie merytoryczne komentarze pozwolę sobie usunąć.
Jeśli kogoś nadal trapi problem wykorzystania (tłumaczenia) jestem gotów wyjaśnić to (w ten sam sposób) via e-mail lub tel.
Tradycyjnie też załączam spakowaną kopię wpisu (ZIP, 157kB), na wypadek ponownego usunięcia plagiatu.
21.01.2007 – 22:29
Ma tupet złodziej.
22.01.2007 – 00:01
[…] Pozostawiając całe rozważania na temat słuszności i mylności takiego czy innego podejścia do sprawy, należy też jasno i wyraźnie powiedzieć że wiele osób podszywając się pod idee liberalizmu w sprawach praw własności intelektualnej, po prostu kradną. Inną rzeczą jest kopia i swobodne korzystanie z osiągnięć kultury, które jak powiedział Jefferson, z chwilą ujrzenia światła dziennego stają się własnością społeczną, a zupełnie inną uznanie autorstwa danej idei i myśli ludzkiej. Nie jest bowiem tak że dzieło niematerialne w którego posiadanie wchodzi każdy jednocześnie pozbawione jest autora. Idee zawdzięczamy ludziom i im należy się uznanie. Tak jak temu który pierwszy rozpalił ogień. Niewątpliwie jest jednak tak iż ludzie walczący o swobodny przepływ dóbr niematerialnych są myleni z tymi którzy nie szanują cudzych osiągnięć. Przyczyna tkwi głęboko. W Polsce istniej od dawna akceptacja przywłaszczania sobie pracy innych. Co gorsza najbardziej widoczna jest ona w środowiskach akademickich gdzie plagiat jest normą. Co więcej w języku polskim istnieje osobne słowo które pozwala na wytłumaczenie się i zdezawuowanie oszustwa i złodziejstwa. W języku angielskim nie występuje słowo “ściąganie”. Tam na taki czyn mówi się po prostu cheating. A co z tego wynika? Ano tylko to że gdy plagiat stał się czymś na skale masową, grupy w które najbardziej to uderzało coraz silniej zaczęły dopominać się swoich praw do uznawania ich autorstwa. To w dużej skali zostało wykorzystane przez firmy które skupiały od autorów ich prawa, i w “trosce” o dobro autorów zaczęły się dopominać ich praw. I tu pojawia się problem bo oszuści wcale nie dostali po nosie. Najbardziej na swojej skórze odczuwa to zwykły obywatel. Już teraz każdy kto posiada komputer i nagrywarkę w wielu krajach jest podejrzany i inwigilowany. Oszuści wcale a wcale nie mają się gorzej. Z jednej strony zamiast pracy na rzecz zapobiegania i zmiany modelu marketingowego sprzedaży i dystrybucji takich dzieł jak muzyka, film czy książka, podejrzani stają się wszyscy, z drugiej powszechna akceptacja dla przywłaszczania sobie cudzego wysiłku intelektualnego w postaci choćby badań i tekstów sprawia że prawdziwi złodzieje wciąż mogą czuć się bezkarnie. O wiele trudniej jest wykryć skutecznie przestępstwo niż podejrzewać o takowe każdego kto ma możliwość jego popełnienia. Dlatego przy walce o powszechność dzieł kultury i przeciwstawianiu się wykorzystywaniu haseł o własności intelektualnej , należy też mocno odseparować się od takich negatywnych praktyk jak kradzież i oszustwo w postaci podpisu pod cudzą pracą. Z drugie strony z całą stanowczością trzeba namawiać ludzi do refleksji i zgłębiania wszelkich za i przeciw, zwolenników i przeciwników praw autorskich i patentów w obecnym kształcie i kształcie jaki rysuje się na przyszłość. Mroczną przyszłość. Tylko wtedy porównując oba punkty widzenia można zdemaskować słabe punkty socjotechniki stosowanej przez takie instytucje jak ZAiKS. […]
23.01.2007 – 11:01
Zgroza. Co tu kłamać - zgroza.
Mam chyba temata na pół paragrafu do Lege Artis
23.01.2007 – 11:19
No zgroza, bo bezczelność tego złodzieja jest naprawdę olbrzymia. Na jego szczęście nikt się zgłoszeniem tej kradzieży u nas nie zajmie, a trochę szkoda. Może gdyby został skazany i gdyby sprawa została nagłośniona, to inni osobnicy jego pokroju by się trochę zastanowili?
24.01.2007 – 00:33
Najgorsze, że takich jak Ty czy inni uznający winę Fanatyka niedługą uznają za nudziarzy, bo ileż można o tym samym…
24.01.2007 – 00:58
Można do upadłego. A, wbrew pozorom, są jeszcze inne środki nacisku na złodziei, znacznie bardziej skuteczne. Pomijam już oczywiste stwierdzenie, że Google ma doskonałą pamięć i za X lat cała sprawa może złodziejowi wyjść bokiem…
10.02.2007 – 12:18
heh, jest nawet gorzej, Mikołaj. Nie pamiętasz może, jak tośmy we kilku “uwalili wspaniałą inicjatywę modelarską” w pewnym żeglarskim z nazwy mieście? ;P
20.09.2007 – 17:23
[…] Niewątpliwie jest jednak tak iż ludzie walczący o swobodny przepływ dóbr niematerialnych są myleni z tymi którzy nie szanują cudzych osiągnięć. Przyczyna tkwi głęboko. W Polsce istniej od dawna akceptacja przywłaszczania sobie pracy innych. Co gorsza najbardziej widoczna jest ona w środowiskach akademickich gdzie plagiat jest normą. Co więcej w języku polskim istnieje osobne słowo które pozwala na wytłumaczenie się i zdezawuowanie oszustwa i złodziejstwa. W języku angielskim nie występuje słowo “ściąganie”. Tam na taki czyn mówi się po prostu cheating. A co z tego wynika? Ano tylko to że gdy plagiat stał się czymś na skale masową, grupy w które najbardziej to uderzało coraz silniej zaczęły dopominać się swoich praw do uznawania ich autorstwa. To w dużej skali zostało wykorzystane przez firmy które skupiały od autorów ich prawa, i w “trosce” o dobro autorów zaczęły się dopominać ich praw. I tu pojawia się problem bo oszuści wcale nie dostali po nosie. Najbardziej na swojej skórze odczuwa to zwykły obywatel. Już teraz każdy kto posiada komputer i nagrywarkę w wielu krajach jest podejrzany i inwigilowany. Oszuści wcale a wcale nie mają się gorzej. Z jednej strony zamiast pracy na rzecz zapobiegania i zmiany modelu marketingowego sprzedaży i dystrybucji takich dzieł jak muzyka, film czy książka, podejrzani stają się wszyscy, z drugiej powszechna akceptacja dla przywłaszczania sobie cudzego wysiłku intelektualnego w postaci choćby badań i tekstów sprawia że prawdziwi złodzieje wciąż mogą czuć się bezkarnie. O wiele trudniej jest wykryć skutecznie przestępstwo niż podejrzewać o takowe każdego kto ma możliwość jego popełnienia. Dlatego przy walce o powszechność dzieł kultury i przeciwstawianiu się wykorzystywaniu haseł o własności intelektualnej , należy też mocno odseparować się od takich negatywnych praktyk jak kradzież i oszustwo w postaci podpisu pod cudzą pracą. Z drugie strony z całą stanowczością trzeba namawiać ludzi do refleksji i zgłębiania wszelkich za i przeciw, zwolenników i przeciwników praw autorskich i patentów w obecnym kształcie i kształcie jaki rysuje się na przyszłość. Mroczną przyszłość. Tylko wtedy porównując oba punkty widzenia można zdemaskować słabe punkty socjotechniki stosowanej przez takie instytucje jak ZAiKS. […]
19.11.2007 – 20:35
Ogromnie sie ciesze, ze tocza sie dyskusje na ten temat — juz zaczynalo mi sie wydawac, ze nikt na ten temat nie dyskutuje w jezyku polskim.
Mieszkam w USA, ale mam kilka popularnych witryn w jezyku polskim, min. AkademiaSukcesu.com — do tej pory spotykalam sie z kradzieza mojej zawartosci na ogol przez mlodziez, ktora po prosu chce “szerzyc” dobre idee. Teraz jednak natknelam sie na tak bezczelny sposob kradzenia wlasnosci intelektualnej, ze mi szczeka po prostu opadla z wrazenia.
Oto co w napisal pan do mnie Jacek Chmiel z sowelo.pl ktory sie posluguje moim kursem planowania zycia — cytuje w calosci jego belkot, zeby nie wyszlo, ze w jakis sposob manipuluje jego emailem:
To juz trzeba naszej polskiej pomyslowosci, zeby w ten sposob uzasadnic kradziez — to dla mojego dobra! Bo moje materialy nie sa wystarczajaco dobre, wiec trzeba zwiekszyc ich skutecznosc.
A usuwa sie moje imie i nazwisko z mocih materialow, zeby ludziska wreszcie ZALAPALI, ze to ja jestem autorka - bo jak sie na materialach podaje moje imie nazwisko i adres to nie kapuja!
Pomyslowosc zlodziejow nie zna granic.
Na szczescie jako autorzy nie jestesmy calkowicie bezbronni — moim zdaniem to zbawienie, ze Google ma tak dluga pamiec!
Pozdrawiam slonecznie wszystkich ktorym na sercu lezy uczciwosc i ktorzy maja szacunek dla autorow.
Wanda Loskot
AkademiaSukcesu.com
SukcesTwojejFirmy.com