„Firma” o firmie webmasterskiej

Godzinę temu skończyłem oglądać odcinek programu „Firma” (TVN 24), traktujący o założeniu firmy projektującej strony WWW. Jeśli miałbym całość skomentować jednym zdaniem bez używania nieprzyzwoitych słów, to musiałbym milczeć. Pozwolę sobie zatem skreślić zdań kilka…

Roman Młodkowski jest dobrym dziennikarzem, ale tym razem ktoś go wpuścił w maliny. Najwyraźniej zapomniał, że zdecydowaną większość stron WWW robią małe firmy i skupił się na tych największych, czyli na agencjach interaktywnych. Zaważyło to na koncepcji i jakości programu, bo jak wyglądają dzieła owych agencji, wiemy doskonale…

W programie sporo mówiono o Flashu, który świetnie nadaje się do tworzenia prezentacji, ale nie nadaje się do tworzenia stron internetowych. O dostępności i użyteczności wspomniano przez chwilę, ale jedynie półgębkiem. Nie wspomniano o treści (czyżby content was king?), skupiając się na grafice i animacjach. Efekt takiego podejścia znamy i doceniamy codziennie… szukając innych serwisów, które nie mają tych „udogodnień”.

Przez program tradycyjnie przewijają się eksperci z branży. Tym razem byli to przedstawiciele 4-5 agencji interaktywnych (m.in. K2 i Bull), którzy mówili o agencjach i agencyjnym sposobie pracy. Jednym z interesujących stwierdzeń było odrzucenie klientów indywidualnych, bo oni nie mają wystarczającego budżetu. Tak, drodzy mali i średni przedsiębiorcy, to o Was — do agencji nie podchodźcie. Oni Was nie chcą, co paradoksalnie wyjdzie Wam na zdrowie. W małych firmach wydacie na serwis mniej i dostaniecie produkt lepszy, bo bez obciążenia śmieciami i wodotryskami, z których nikt nie korzysta, a za które zapłacicie.

W programie wypowiadał się również mój ulubiony „góró” internetowy. Tradycyjnie mówił sporo i jedną z perełek było stwierdzenie, że firmę należy promować przez bloga oraz reklamy kontekstowe Google. Cóż…

Wyliczenia finansowe także zostały wzięte z sufitu, pardon, z działań agencji. Okazało się bowiem, że firma tworząca serwisy musi zatrudniać 6 osób — grafika, flaszowca, programistę, handlowca, testera i kogośtam jeszcze. Wybaczcie, ale nie szło tego spamiętać.
Zasadniczo się z taką wyliczanką zgadzam — idealnie jest zatrudnić kilku specjalistów od różnych dziedzin, rozwijać ich umiejętności i ograniczać ich do własnej działki. Niestety, polska rzeczywistość wygląda tak, że agencje chcą ludzi, którzy jednocześnie potrafią obsadzić 3-4 wymienione wyżej stanowiska. O tym w programie już nikt nie wspomniał.
Osobom tym należy odpowiednio płacić — grafik to 3-4 tysiące, programista 2-3 tysiące, flashowiec koło 4, zaś handlowiec — 6 tysięcy złotych. Dziwnym trafem nikt nie wspomniał słowem o tym, że handlowiec powinien mieć spore pojęcie o tworzeniu stron. Gdy handlowiec pojęcia nie ma i na każde pytanie klienta odpowiada nie ma problemu, to programiści mają o czym opowiadać (obiecałem im portal na za tydzień, dacie radę zrobić?).

Koszty prowadzenia firmy także mnie zdziwiły. Okazało się bowiem, że do tworzenia stron potrzeba komputerów dwurdzeniowych, z mocnymi kartami graficznymi etc. oraz panelem 19″, które… mają kosztować 5000 złotych. Może ja się nie znam, ale chyba miałbym problem ze złożeniem takiego sprzętu — sam 19″ panel Eizo (a kiepskiego sprzętu nie kupujemy, prawda?) kosztuje około 2 tysięcy złociszy. Takich komputerów należy kupić 6, po sztuce na pracownika. Nie mam pojęcia, po co koderowi taki smok na biurku, ale najwyraźniej zapomniałem o partyjkach Dooma sieciowego ;)

Okazało się również, że za 4500 złotych można kupić Photoshopa w pakiecie z Flashem. Szukałem tego przez pół godziny i nie znalazłem. Jeśli ktoś mnie na taki pakiet naprowadzi, to będę wdzięczny. Podobnie należy sobie obowiązkowo kupić edytor tekstowy — najwyraźniej darmowe są do kitu.

W sumie na start agencji interaktywnej należy mieć jakieś 120 tysięcy złotych, zaś comiesięczne wydatki na firmę i pracowników sięgać mają 30 tysięcy złotych. Oczywiście koszt należy jeszcze raz wyliczyć dla swojej miejscowości…

Na szczęście cennik był dość sensowny:

  • Portal — od 100 tysięcy do miliona złotych.
  • Serwis dla dużego koncernu — od 20 do 100 tysięcy.
  • Strona dla firmy — od 2 do 5 tysięcy.

Niestety, zysk był brany z kosmosu, albowiem wyliczono go na podstawie ciekawego założenia. Firma ma w miesiącu zrobić jeden serwis za 30, 2 za 10 i 2 za 5 tysięcy złotych. Wyszło z tego 60 tysięcy miesięcznie, czyli 30 tysięcy po odjęciu kosztów. Co prawda stwierdzono, że niektóre projekty zajmują nawet 3 miesiące, co nakazało podzielić zysk przez trzy.

Trochę szkoda, że nie wspomniano o kolejnej polskiej rzeczywistości, czyli klientach oszczędzających każdy grosz. Klientach, których wymagania co do serwisu są wykreowane przez takie durne gadki o Flashu, a budżet to 1000, rzadziej 2000 złotych. Oni się firmie kompletnie mogą nie opłacać, choć zlecenia od nich trzeba brać, bo ZUS i skarbówka nie lubią czekać…
Owszem, są klienci sensowni, którzy wiedzą że to nie majątek, ale też nie wtrącają się do roboty i obie strony są zadowolone. Jest ich jednak niewielu…

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

16 Responses to „Firma” o firmie webmasterskiej

  1. krzys says:

    Tez nie moge zrozumiec „stron” we flashu. Jak na zlosc, kazda pizzeria w Warszawie takowa posiada, a mnie cholera bierze jak musze tam cos znalezc.

    P.S.
    Ten komercyjny edytor to jak mniemam Zend Studio/Visual Studio? Bo chyba nie Dreamweaver :)

  2. Komercyjny edytor to Pajączek albo HomeSite :)

  3. Programy z serii „firma” powiedzmy zazwyczaj rożnią się od rzeczywistości w duzym stopniu jeśli zaczyna się w nich mówić o nowych technologiach … nie tak dawno był program o radiach internetowych wyszło na to że nnie ma zaysków same koszty, ale i tak sie opłaca to robic. Zaznacze, że w tym programie wypowiadał się mój kolega „ekspert” od wszystkiego wykazał się wiedzą na ten temat taką jak sam redaktor :) .

  4. Patrys says:

    Mnie najbardziej zdziwiło właśnie to oprogramowanie.

  5. Mateo says:

    Taaa… Ja znam tą firmę K2 – nie będę pisał jak ją poznałem, ale pracuję w dużej firmie i wiem, że nie poradziła sobie z dużym projektem, tej dużej firmy… Więc, może nawet w dużych projektach warto postawić na mniejszą firmę?

  6. Widzę IP dużej firmy i chyba domyślam się, o jaki projekt może chodzić…
    A co do wyboru firm — zawsze warto kierować się fachowością i niezależną oceną dokonań, niż tylko bajdurzeniem handlowca. Często mniejsza firma za połowę sumy agencji interaktywnej zrobi serwis o niebo lepszy :)

  7. krzychu says:

    Łoł… słodki tekst wysmażyłeś. Podeślij go temu dziennikarzowi. Może zatrybi coś niecoś? :)

  8. Krzychu, to nie ma sensu. Nie dlatego, że Młodkowski jest głupi — zdecydowanie nie jest. Wyjaśnienie tego wszystkiego wymagałoby kilku godzin dyskusji, w której musiałby poznać branżę od innej strony.
    Z pewnego punktu widzenia przekonywanie dziennikarza jest jak przekonywanie klienta — jeśli nie zna się na rzeczy, to bardziej będą nań działać wodotryski i bogata grafika, a nie kod zgodny ze standardami oraz dbanie o dostępność, użyteczność i SEO. Sam nie działam na niekorzyść klientów i nie zrobię im prezentacji we Flashu, udając że to strona WWW. Agencja interaktywna im to zrobi bez mrugnięcia okiem…

  9. Człowiek z odmiennymi uczuciami says:

    Niestety nie oglądałem tego programu. Ale czytając powyższy wpis oraz komentarze z pl.comp.www… no co mam napisać wiele spraw jest jednak prawdziwych. Finanse nie odbiegają daleko od tego o czym piszesz, sprzęt… cena zbyt niska – ale konfiguracja prawdziwa (niezależnie od stanowiska), zarobki myślę, że blisko, 3 miechy na projekt to często minimum, klienci „indywidualni” nie przedostają się, załoga duuuużo za mała została wskazana itd.
    Jeśli mówimy o „dużych” agencjach to opierając się na powyższym Twoim opisie nie odbiega to zbyt mocno od rzeczywistości…

  10. Człowieku ;) daj spokój, na cholerę koderowi tłukącemu PHP czy XHTML/CSS dwurdzeniowy procesor? Nie twierdzę, że ma siedzieć na Pentium II 400MHz, bo dla edytora tekstowego to wystarczy — nie przesadzajmy. Jednak kupowanie dla niego dwurdzeniowego kompa to bzdura, bo to wywalenie kasy w błoto.

    O sprzęcie testera mogę powiedzieć to samo — powinien mieć do dyspozycji komputer będący najbardziej popularną konfiguracją… rok wcześniej. To da pojęcie innym pracownikom firmy, jak ich dzieła sprawują się na standardowym pececie. Na razie jest tak, że flashowiec nie musi się przykładać do jakości swojej pracy, byle się animacja nie zawieszała na jego blaszaku. Jeśli się nie wiesza, to i tak przejdzie weryfikację na kompie testera oraz podczas prezentacji projektu klientowi. A że toto zawiesi kompa użytkownikowi końcowemu, to już nikogo nie obchodzi — należność skasowana, klient odhaczony.

    Finanse… z pewnością są prawdziwe, chociaż jak patrzę na „dzieła” większości agencji, to ich ceny powinny być przynajmniej podzielone przez 10, jeśli nie więcej. Ale to zupełnie inna bajka…

    Zaś generalnie krytykuję program jako taki, albowiem nie powiedziano w nim wprost, że omawiane jest założenie „agencji interaktywnej” — to jednak zupełnie inny twór od firmy webmasterskiej. Trochę mi to przypomina nazwanie firmy tuningującej samochody warsztatem samochodowym. Teoretycznie obie zajmują się samochodami, ale zarówno zakres prac, jak i ceny, różnią się od siebie dość mocno.

  11. Człowiek z odmiennymi uczuciami says:

    Jestem totalnym ignorantem tematyki sprzętu komputerowego (oprogramowanie ma działać i tyle, to czy w moim kompie biega chomik, czy chart zostawiam specjalistom), ale z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że core2duo to jakaś armata. So… i don’t care nie ja za to płacę, nie ja analizuję czy przyszłościowo się to opłaca – jestem pracownikiem relatywnie dużej agencji (nie podzielę się nazwą, w mojej opinii jest duża) i taki sprzęt się tu kupuje, więc być może panowie z K2 kupują podobny. Czy powinno się o takim właśnie sprzęcie mówić w „poradniku biznesowym” – nie, ale jak widać jakieś tam podstawy do analizy takiej klasy sprzętu są. Dawno, dawno temu (kiedy Pentium wchodził na rynek) pracowałem w serwisie komputerowym – ludzie kupowali do biur kombajny, które pracowały jako maszyny do pisania… więc do dziś pewnie wiele się nie zmieniło.

    Finanse …inna bajka – zgadzam się, że ceny są często wysokie. Słyszałem o prezentacji flash modelu auta pewnej marki za 70 tys. – nie jest to cena auta – to cena tej prezentacji i idę o zakład, że nie jest to jakiś rekordzista (choć brak konkretów oczywiście powoduje, że moja wypowiedź jest abstrakcyjna). Wydaje się, że witryny sprzedaje się albo za 2-4 tys. albo 20 tys. up. W środku cisza ;) Dużym firmom nie zaproponujesz niskiej ceny, bo nie wypada (jak dostaną 4 oferty za 30tys. i „twoją” za 5tys. – pomyślą, że ten gość, co chce robić za 5tys. to jakiś amator) – małym firmom nie zaśpiewasz więcej niż 4 tys., no bo wiadomo co.

    Jeśli rzeczywiście nie zaznaczono, że chodzi o dużą agencję interaktywną, to przyłączam się do twojej krytyki.

    Mam nadzieję, że produkt wyjściowy z większych agencji nie musi być aż taki niedostępny i nieużyteczny jak piszesz :)

  12. RAFi says:

    Gdyby ktoś przegapił [ LINK ]

    p.s. Był mój ajdol. ;D

  13. RAFi says:

    Do dupy ten antyspam. Każdy wpis z linkiem mi wycina. :/

  14. Jak wstawiasz linka podobnego do BBCode, na dodatek to eMuła, to się nie dziw, że jest wycinany :>

  15. Ash says:

    Nie ogladałem programu, ale po przeczytaniu tego wszystkiego nie mogłem sie powstrzymać…:

    ====================MOJE ZDANIE==================

    To prawda, że w dużych firmach kupuje się maszynki wypasione i często o wiele lepsze niz potrzeba.
    To prawda, że duzym zleceniodawcom rzuca się ceny o wiele wyższe niz za to samo „mniejszym” klientom.
    To prawda, że za strone dla małej i sredniej firmy mozna wziąć 2-3 tys. i się opłaca.
    To prawda, że handlowiec w dużych firmach często to matołek bez pojecia, wpędzający grafików i koderów w kłopoty, bo niby jak wyprodukowac te gruszki na wierzbie?.

    Wszystkiemu przytakuję bo byłem w tych sytuacjach. Pracując w Duzej firmie musiałem odkręcac osobiście co namotali handlowcy. Dostawałem taki sprzet, jaki kazałem kupić, a wiadomo, że sie nie szczypałem jako grafik. Zatrudnialismy fachowców od wszystkiego, łącznie z całą redakcją. Pismaków wyciagalismy nawet z telewizji i poczytnych gazet by mieć własny materiał. Sprzedawalismy serwisy po 30-50 tys.
    Ale wygladało to tak: jak trzeba było dogadać się z klientem co dokładnie potrzebuje i na kiedy to nie handlowiec ale grafik z koderem siadali do stołu z klientem. Gdyby nie kontakty szefów to handlowcy g… by znaleźli klientów.
    Cały plus takiej pracy to łatwośc dostepu do duzych klientów. Minusem jest to, że tylko się pracuje i śpi, ale za to kobieta ma co wydawać :)
    Dziś robię takie same produkty w zespole max. 3-osobowym za 20% kwot z lat 1998-2002 jako osoba prywatna lub firma jednoosobowa i opłaca się!
    Nie musze przeciez utrzymywać prezesów, handlowców i złotych klamek :) Produkt jest tej samej jakości i na miare obecnych czasów. jedyna równica: sprzęt mam dokładnie taki jaki potrzeba bo płace za niego sam, a dostęp do duzych zleceniodawców się mocno utrudniony, bo kto uwierzy, że Iksiński da radę zrobić coś dużego i utrzymac to potem, a poza tym jakby to wygladało, gdyby TAAAAKĄ dużą firmę obsłużył ludzik pracujący w kapciach i nie za wielką witryną.

  16. Grzegorz says:

    Jestem pod wrażeniem tego co tu przeczytałem…

    Co prawda dopiero zaczynam się „głębiej” interesować tymi zagadnieniami (jeszcze dużo nauki przede mną), myślę o podobnym sposobie zarabiania pieniędzy, ale poznałem już nieco ludzi i parę firm z branży, dlatego napiszę coś takiego:
    Wszyscy trzej główni mówcy mają trochę racji, Pan z dużej agencji kieruje się tym z czym pracuje i trudno mu dostrzec i zrozumieć jakże prawdziwe argumenty „Mikołaja”, natomiast ostatni przedmówca podsumował powyższe w bardzo sensowny i realny sposób.
    Szkoda, że wcześniej nie trafiłem na tą stronę, ale jeszcze nic straconego, wszystko przede mną… :) )

    Pozdrawiam serdecznie i śledzę rozwój sytuacji… :) )

    Ps. Proszę o kontakt na maila, chętnie pokoresponduję i dowiem się czegoś więcej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>