Rzondamy interwencyjnego skópu reklam!

W ostatnich debatach na temat akcji NoAdBlock spotkałem się z najróżniejszą argumentacją dotyczącą etyki blokowania reklam. Po uproszczeniu niektóre z nich sprowadzałyby się właśnie do tytułowych żądań. Mam nadzieję, że oczka nikomu nie pękły od tych byków ;)
Przejdźmy jednak do rzeczy — czy naprawdę jedynym modelem finansowania serwisów WWW jest umieszczanie w nich reklam?

Oczywiście nie. Twierdzenie, że jedynie model reklamowy umożliwia de facto istnienie Internetu, jest twierdzeniem dość kontrowersyjnym. Zasada płacimy i dostajemy, albo nie płacimy i nie dostajemy jest prawdziwa tylko pozornie i przypomina sposób myślenia szefów koncernów muzycznych. Każdy, kto lubi posłuchać dobrej muzyki, wie o czym mówię. Płyta „Pink Floyd” wydana 30 lat temu wciąż kosztuje 70-80 złotych — tyle, co nowość jakiejś pop-gwiazdki. W przypadku tej ostatniej cena zawsze jest tłumaczona kosztami promocji i możemy założyć, że to prawda. Czy jednak ktokolwiek z szanownego Czytelnictwa widział ostatnio jakieś reklamy „Dark Side of the Moon” albo „The Wall”? Ano właśnie…

Ile osób kupi zwykłą płytę Pink Floyd za 80 złotych? Z pewnością niewiele, bo płytę od kogoś przegrają, ściągną z Sieci czy kupią na stadionie u pirata. Etykę zostawmy na boku, tak po prostu wygląda rzeczywistość. Zadajmy sobie tylko pytanie, ile tych płyt zostałoby sprzedanych, gdyby kosztowały 30 złotych? Czy przypadkiem koncerny nie zarobiłby więcej? Każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o handlu wie, że generalnie lepiej jest zarabiać niewiele jednostkowo ale sprzedawać wiele sztuk produktu, niż zarabiać wiele przy sprzedaży jednostkowej.

W obu przypadkach (płyty CD i wspomniane podejście do reklam na stronach WWW) mamy do czynienia z ograniczonym podejściem do sprawy i niemożnością (niechęcią?) do zmian i dostosowania się do nowej rzeczywistości. Niestety, rzeczywistość ma w głębokim poważaniu myślenie życzeniowe i nie znosi próżni. Spójrzmy, jak w zarysie wygląda finansowanie serwisów WWW.

Hobby

Zawsze będą istnieli ludzie, którzy chcą się czymś podzielić, nie oczekując niczego w zamian. Oni będą z własnej kieszeni finansować swój serwis hobbystyczny czy blog, bo taką mają fantazję. Dla nich prowadzenie serwisu to hobby i oni nie chcą na nim zarabiać. Może to głupie podejście, ale istnieje w rzeczywistości.

To pierwszy punkt, który zadaje kłam twierdzeniu płacimy i dostajemy, albo nie płacimy i nie dostajemy. W tym wypadku my, odbiorcy, nie płacimy, a dostajemy. Cud? ;)

Dobrowolne składki

Obok tych, którzy za darmo dzielą się swoją wiedzą, mamy też innych „rozdawaczy”. Nie mają oni wiedzy do udostępnienia, ale gotowi są wesprzeć już istniejący serwis — bez żadnych korzyści własnych. Pomijam oczywiście korzyść korzystania z owego serwisu lub poczucie spełnienia dobrego uczynku.

Niezłym przykładem takiego modelu może być np. Wikipedia, która nie tak dawno prowadziła zbiórkę funduszy. Przez pewien okres zebrana w ciągu dnia kwota była podwajana przez tajemniczego sponsora. Z Wikipedii każdy z pewnością korzystał przynajmniej raz i nie ponosił opłat. Nie działają tam również żadne reklamy — czyli model działa.

Inną formą tego samego zjawiska, jakże często spotykaną, jest przycisk do płatności PayPal. Dzięki temu można wesprzeć autora serwisu, dziękując za czas poświęcony na budowę serwisu czy za pobraną właśnie wtyczkę / program.

Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości, czy to mogą być modele biznesowe, to niech będzie spokojny — to modele biznesowe.

Strony z darmowymi rzeczami do pobrania czy serwisy hobbystyczne mogą pełnić funkcję reklamową usług osoby/firmy prowadzącej serwis. To zwyczajna inwestycja, która może zwrócić się w najróżniejszy sposób:

  • Programista publikujący snippety może zacząć pracować dla jakiegoś koncernu informatycznego.
  • Koder udostępniający proste wtyczki do przeglądarki / systemu blogowego może je odpłatnie modyfikować lub pisać na zlecenie rozszerzenia o pożądanych możliwościach.
  • Autor serwisu „humanistycznego” może w ten sposób wyrabiać sobie nazwisko i kontakty, których w normalnych warunkach nigdy nie byłby w stanie zdobyć.

Jak widać na załączonych obrazkach, prowadzenie darmowego serwisu to znacznie tańsza i znacznie lepsza forma reklamy, niż wykupiony kawał miejsca w gazecie czy potykacz przed biurem.

Pośrednictwo

Kolejnym modelem biznesowym są serwisy zarabiające na pośrednictwie. Nie znacie takich serwisów? Na pewno? A serwisy aukcyjne? ;)
Ano właśnie. Bierne korzystanie z serwisów aukcyjnych jest darmowe i kupujący na aukcjach nie płacą za to ani grosza. Opłaty pobierane są tylko od użytkowników aktywnych, czyli wystawiających coś do sprzedaży. W tych serwisach nie ma bannerów reklamowych, zatem zysk z opłat za pośrednictwo jest wystarczający.

Pośrednictwo to nie tylko serwisy aukcyjne. Jedna ze składnic fotografii umożliwia wystawienie swoich zdjęć i pośredniczy w ich sprzedaży, zarabiając na pośredniczeniu. Opłaty nie są wielkie, ale ich kumulacja daje całkiem godziwy zarobek — bez reklam. Część zdjęć można pobrać za darmo, zatem po raz kolejny okazuje się, że nie ma reklam, a my coś dostajemy za darmo.

Abonament

Doskonale działający model biznesowy to udostępnianie wiedzy specjalistycznej za abonament wykupywany na określony czas. W poprzednim wpisie podawałem przykład grupy Jane’s, zajmującej się szeroko pojętą tematyką bezpieczeństwa. Wykupienie dostępu do jednego z ich kilkudziesięciu serwisów to roczny koszt w okolicach 2-3 tysięcy dolarów USA i grupa Jane’s z tego (między innymi oczywiście) żyje.

Osoba zainteresowana daną tematyką, która nie ma możliwości wykupienia abonamentu, nadal może korzystać z serwisu. Grupa Jane’s publikuje szereg newsletterów ze skrótami wielu informacji, co wystarcza do trzymania ręki na pulsie, ewentualnie wskazuje, czego konkretnie mamy szukać.

Product placement / Sponsoring

Jeszcze inną metodą na finansowanie serwisu WWW, to umieszczanie w nim artykułów sponsorowanych, zwanych czasem „product placement”. Nie należy mylić tego z reklamą, choć różnice nie są zbyt wielkie. Popatrzmy, jak to może działać w praktyce:

  • Wzięta strona miłośników papużek może informować o karmieniu ich siemieniem lnianym, ale może też mówić o karmie firmy X.
  • Miłośnicy kotów mogą przeczytać o szamponie „z odpowiednim pH”, ale mogą też poznać nazwę tego szamponu.
  • Miłośnicy cyfraków przy okazji recenzji aparatu mogą zobaczyć na zdjęciach dobre akumulatory czy szybkie karty pamięci — wszystko produkcji firmy Y / z asortymentu dystrybutora Z.

Takie działania mogą być znacznie bardziej skuteczne, niż tradycyjny migający banner reklamowy. Jeżeli serwisy, z których korzystamy, są wiarygodne i mają wysoki poziom merytoryczny, to naszemu psu żrącemu karmę A będziemy robić zdjęcie aparatem firmy B, zapisującym zdjęcia na karcie pamięci firmy C i będziemy uważali, że podjęliśmy decyzję o zakupie tych produktów bez żadnego wpływu z zewnątrz.

Reklamy

Ostatnim modelem finansowania serwisu jest oczywiście model utrzymywania się z reklam. Jak pokazałem powyżej — zaledwie jeden z wielu, nie jedyny. Nie wyklucza on przy tym żadnego z wymienionych wyżej, bo życie nie jest zerojedynkowe i istnieją serwisy, w których mamy kilka połączonych modeli.
Warto jednak zauważyć, że w każdej z tych kategorii można znaleźć serwisy, których treść (taka czy inna) dostępna jest za darmo i które nie publikują reklam, istniejąc dzięki wspomnianym modelom biznesowym. Straszenie przyszłością płacimy i dostajemy, albo nie płacimy i nie dostajemy to zwykła nieumiejętność obserwowania naszej rzeczywistości. Albowiem wszystkie podane wyżej przykłady działają — czyli jak się chce (bez reklam), to można…

Uwaga od autora — ten wpis został oparty na komentarzu, jaki napisałem na blogu Gandalfa. Wrzuciłem go tutaj, bo Gandalf jeszcze oryginału nie opublikował.

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

16 Responses to Rzondamy interwencyjnego skópu reklam!

  1. Pingback: www.wpigulce.net

  2. ekhil says:

    Dodałbym jeszcze możliwość kupna jakiejś rzeczy dla prowadzącego serwis, np. książka etc. Niestety do tego trzeba dobrego sklepu, który ma możliwość tworzenia takiej listy życzeń. W Polsce chyba nikt czegoś takiego nie oferuje (przynajmniej ja nie znam). Można oczywiście korzystać z np. Amazona.

  3. Owszem, choć poniekąd jest to odmiana „przycisku PayPal” i chyba dlatego nie umieściłem tego w tekście. Ale przypomniałeś mi o kolejnej rzeczy, o której przez sklerozę nie napisałem, a powinienem — możliwość zakupu gadżetów z logo naszego serwisu. Jeśli serwis ma dużą społeczność, a jego tematyka jest odpowiednia, to na kubkach, czapkach, koszulkach i tym podobnych utensyliach można zarobić nie tylko na hosting.

  4. dredzik says:

    Tak a propos sprzedaży płyt – Ich Troje swoją ostatnią płytę sprzedawało po 9zł – ale była do kupienia w każdym kiosku. Efekt? Zarobili DUŻO (pomijając już rodzaj muzyki, który grają)

  5. Olgierd says:

    Dredzik: nie możesz pomijać rodzaju muzyki, który „grają”, ludzie po prostu taki rodzaj kochają – no i wszystko kupią.
    Ale za 30 zł też kupią. Kiedyś kupowali.
    Może już nie kupują za 30 zł?

  6. btd says:

    I jak zwykle zostaje pochylić czoła.
    Prosto, na temat i w dodatku bardzo celnie.

  7. @ Olgierd:
    Nie wiem, czy ludzie nie kupują płyt „Ich Troje” za 30 złotych. Jeśli mnie pamięć nie myli, to Wiśniewski chciał w ten sposób umożliwić zakup oryginału masom, a i ponoć chciał wykolegować pazernych dystrybutorów. Ile w tym prawdy, tego nie wiem — płyty nie kupiłem, więc nie wiem kto jest jej wydawcą.
    Gdyby jednak to się potwierdziło, to byłby to niezły ruch. Koszt wytłoczenia płyty w Polsce to ponoć złotówka, wliczając w to pudełko oraz jakiś kawałek papieru do środka. Wliczając wszelkie marże i koszty dystrybucji Ich Troje mogliby zarobić 3-5 złotych na każdej płycie.

    Podobny ruch zrobił kiedyś Kazik i jego płyty kosztują 30 złotych, zaś do supermarketów trafiły wersje ze zredukowaną książeczką, kosztujące zaledwie 20 złotych. Jak porównam to z ceną 50-60 złotych za płytę jakiegoś ambitnego początkującego wyjca czy inne „umcy-umcy”, to…

    @ btd:
    Dziękuję za niezasłużone komplementy :)
    Napisałem całość, żeby jeden z drugim nie marudził, że „przeciwnicy NoAdBlock nie podają żadnych konkretów”. Oto konkretne modele finansowania serwisów ilustrowane przykładami jak najbardziej z życia wziętymi. Niestety, niektórych przekonać się po prostu nie da, bo udają że nie było ani mojego komentarza u Gandalfa, ani tego wpisu. Cóż…

  8. Witam.

    Hobby – nie jest przykładem finansowania serwisu
    Dobrowolne składki – oprzyj jakikolwiek biznesplan w całości na dobrowolnych składkach – niewykonalne
    Abonament – tak
    Pośrednictwo – nie dla każdej strony www
    Product placement / Sponsoring – pochodna reklamy, jedna z jej gałęzi (dość skuteczna)

    Reklama jest uniwersalną formą zarabiania na stronie www, na każdej stronie można ją zamieścić i z powodzeniem będzie spełniać swoją rolę. Co do Twoich przykładów to oprócz abonamentu i sponsoringu (co tak na prawdę jest to reklama tylko w specyficznej formie) pozostałe służą jako dodatki.

  9. Hobby — nie jest przykładem finansowania serwisu

    Właśnie zniknąłeś kilkanaście (albo i kilkadziesiąt) milionów serwisów, for dyskusyjnych etc., gratuluję.

    Dobrowolne składki – oprzyj jakikolwiek biznesplan w całości na dobrowolnych składkach – niewykonalne

    Właśnie zniknąłeś Wikipedię.

    Pośrednictwo – nie dla każdej strony www

    A kto powiedział, że modele biznesowe mają działać w przypadku każdego serwisu?

    Product placement / Sponsoring – pochodna reklamy, jedna z jej gałęzi (dość skuteczna)

    Produkt placement to nie pakowanie bannerów reklamowych, więc jest to zupełnie inna metoda finansowania serwisu i należy je odróżnić.

    Reklama jest uniwersalną formą zarabiania na stronie www, na każdej stronie można ją zamieścić i z powodzeniem będzie spełniać swoją rolę.

    Nie jest uniwersalna, nie można jej zamieścić na każdej stronie i nie będzie zawsze z powodzeniem spełniać swojej roli. Reklama to jedna z wielu metod finansowania serwisów internetowych. Tylko tyle.

    Co do Twoich przykładów to oprócz abonamentu i sponsoringu (co tak na prawdę jest to reklama tylko w specyficznej formie) pozostałe służą jako dodatki.

    Brawo, właśnie stwierdziłeś, że model biznesowy eBay czy Allegro to dodatek. MySQL jest cierpliwy i przyjmie wszystko, ale to naprawdę nie jest powód, żeby wypisywać głupoty…

  10. Nie zaimponujesz mi obrażaniem mojej osoby, po ostatnim wybryku ludzi waszego pokroju na pl.comp.www nic już mnie nie zdziwi, więc sobie to daruj. Nie potrafisz dyskutować na poziomie to nie dyskutuj.

    Ad.1. Coraz więcej for internetowych sprzedaje reklamę, czy nawet mailingi.

    Ad.2. Dobrowolne składki. Tak, wyjątki typu wikipedia się zdarzają, to jest margines. Osobiście wolę zarabiać na reklamie niż chodzić z tacą.

    Ad.3. No właśnie, reklama jest uniwersalną formą!

    Ad.4. Product placement jest gorszy od reklamy, bo pod artykuł, który teoretycznie powinien być obiektywny podpina się SWOJE racje, dość często kłamliwe. Przy reklamie odbiorca wie, że mogą naginać fakty, w artykuły JESZCZE wierzy, dlatego są teraz na topie.
    Skoro twierdzisz, że artykuł sponsorowany nie jest formą reklamy to na prawdę nie mamy o czym rozmawiać. Umieć kogoś opluć, wyśmiać robiąc przy tym takie błędy może zrobić z Ciebie bohatera na lokalnym podwórku.

    Ad.5. Nie zgodzę się, reklama to uniwersalna forma.

    Wymień trzy duże specjalistyczne serwisy, które mogą się utrzymać bez reklamy (nie posiadają płatnego dostępu).

    PS.

    Tylko nie wyjeżdżaj mi z linuksami i innymi tego typu przedsięwzięciami, mniej niż 1% mnie nie interesuje.

  11. Nie doczytałem o Allegro czy Ebay.

    Otóż miły przyjacielu, Allegro to biznes sam w sobie. Tam płacisz za dostęp do strony, gdyż aby cokolwiek kupić czy sprzedać płacisz prowizję. Pudło.

  12. Obawiam się, że wielu rzeczy nie doczytałeś, od podręcznika dobrych manier poczynając. Dyskusję będziemy mogli kontynuować wtedy, gdy zapoznasz się z pracami np. Ireny Gumowskiej…

  13. Podsumowanie Twojego braku kompetencji? Fakt, doskonałe…
    Zamiast bzdur wypisywanych przez Onet polecam wpis z bloga The Insider – Polska sieć od środka.

  14. dredzik says:

    Tak tu zajrzałem (post jest inspiracją do tekstu na temat komercyjnych zastosowań internetu) i odgrzeję trochę:

    ich troje zarobiło na tej 9zł płycie więcej niż (fuj!) rubik ze swoim „psałterzem” – a to ponoć był bestbestbestseller (kolejny argument na to, że większość to …).

  15. Bogdan says:

    No i jakoś Wikipedia nadal funkcjonuje :) Mięły 4 lata odkąd rzekomo miała zostać zamknięta, a wcale nie zanosi się na zmiany. Że też ludzie wierzą w takie rzeczy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>