My name is Arschloch, Jan Maria Arschloch

Niedoszły premier z Krakowa dał popis buractwa na lotnisku w Monachium. Z miejsca stał się pośmiewiskiem całej Europy, niestety na pośmiewisko wystawiając współrodaków. Tradycyjnie już nie pomaga jego małżonka, dzielnie zwiększając poziom zażenowania trzeźwo myślących obserwatorów.

Oczywiście koledzy po linii branżowo-ideologicznej wzięli go od razu Jana Marię Rokitę pod opiekę, więc od wczoraj można poczytać szereg hagiograficznych tekstów. Rzućmy okiem na kilka z nich. Od razu uprzedzam, będzie długo.


Na pierwszy ogień, chronologicznie, Michał Karnowski. Człowiek wsławiony wychwalaniem dnia z życia Jarosława Kaczyńskiego w stylu, którego nie powstydziłaby się Trybuna Ludu za czasów propagandy sukcesu. Tekst został zapamiętany przez P.T. Internautów z racji zadziwiającego zniknięcia ze serwisu internetowego „Dziennika”.

Nie wiem, czy poniższy tekst też za parę dni nie zniknie, tym razem zrobiłem zrzut ekranowy. Całość zacytuję poniżej, bez żadnych skrótów:

„Dziennik”, Michał Karnowski

Michał Karnowski, publicysta DZIENNIKA
środa 11 lutego 2009 19:01

Rokitę potraktowano skandalicznie

Trzeba by dużej dawki dziwactwa, by uwierzyć, że Jan Rokita to człowiek zdolny do awanturowania się na pokładzie samolotu. I trzeba by dużej do niego niechęci, by w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać niezwykle brutalne traktowanie, jakiego doświadczył na lotnisku w Monachium – uważa Michał Karnowski.

I trudno nie uznać, że jego wersja wydarzeń jest niezwykle logiczna i trudna do obalenia, na dodatek potwierdzana przez świadków – pasażerów samolotu. Rozmawiałem z Janem Rokitą w tych dramatycznych chwilach, gdy siedział w niemieckim areszcie. Był oskarżony nie wiadomo o co, zmuszany do zapłacenia kaucji nie wiadomo za co, wzburzony obelgami, jakie rzucano pod jego adresem, zakuciem w kajdanki. I wiem, że to co mówił wtedy, brzmi identycznie, jak to co mówi teraz: nie było żadnego realnego powodu, by tak go potraktować.

Ta sprawa musi być wyjaśniona. Były polityk PO, a obecnie publicysta DZIENNIKA, nie może być traktowany w taki sposób. Więcej – nikt z nas nie może być tak traktowany! Procedury bezpieczeństwa, zasada, że na pokładzie samolotu nie ma miejsca dla awanturników – jak najbardziej. Ale chamstwo, wulgarność i przemoc zastosowane wobec pasażera tylko dlatego, że prosi, by nie niszczyć jego płaszcza – nie.

Dlatego polskie władze i służby dyplomatyczne powinny na ten skandaliczny akt agresji wobec polskiego obywatela zareagować zdecydowanie. Bo jeśli tak umiarkowana w sądach osoba jak Jan Rokita mówi, że czuł, iż niechęć do niego niemieckich służb zajmujących się bezpieczeństwem wynikała z faktu, iż jest Polakiem, to sytuacja zaczyna być poważna.

Michał Karnowski

Od czasów wspomnianego spijania z dzióbka ekspremiera wiem, że z Michałem Karnowskim żyjemy w dwóch innych światach. W moim nie jest ciężko uwierzyć w chamskie zachowania polityka z pierwszych stron gazet i domaganie się nienależnych przywilejów. Niezależnie od tego, jak bardzo deklarowane są pewne standardy, liczą się fakty. W zadziwiającej większości przypadków niekorzystne dla P.T. polityków.
Ciężko też w moim świecie nazywać normalne działania policyjne, w tym stosowanie środków przymusu bezpośredniego, jako niezwykle brutalne traktowanie. Środki te stosuje się w sytuacji, gdy ktoś nie chce się podporządkować zaleceniom służb bezpieczeństwa. Nazwa też powinna tłumaczyć, czemu się te środki stosuje — w celu zmuszenia kogoś do pożądanego zachowania. Stawianie oporu policji, zwłaszcza czynnego, kończy się kajdankami. Również w Polsce.

W moim świecie wersję wydarzeń przedstawianą przez Rokitów uznaje się za średnio logiczną, za to za mocno niewiarygodną. Problemem jest też potwierdzanie tej wersji przez pasażerów, skoro po wyprowadzeniu Rokity bili brawo.

Pobyt w areszcie z pewnością jest dramatyczną chwilą, ale trafia się tam za konkrety. Gdyby redaktor Karnowski zadał sobie odrobinę trudu, może dowiedziałby się, że JMR został zatrzymany za próbę uszkodzenia ciała i naruszenie ustawy o bezpieczeństwie ruchu lotniczego. Gdyby pomyślał, może zrozumiałby zasadę działania kaucji. Gdyby postarał się być bezstronnym, nie pisałby idiotyzmów o wzburzeniu spowodowanym skuciem kajdankami.

Reszty tego egzaltowanego apelu nie chce mi się komentować, nie będę kopał od dawna leżącego.

„Dziennik”, Kamila Wronowska

Artykuł „Niemcy wywlekli Rokitę z samolotu” w zasadzie jest powieleniem tekstu Karnowskiego. Praktycznie zero bezstronności, informacje strony niemieckiej na samym końcu, po całej nacechowanej antyniemieckością treści. Zastanawiam się, czy koniecznie redakcja „Dziennika” musi wspierać swojego felietonistę? To jest źle pojmowana solidarność zawodowa, o ile uznawać Rokitę za dziennikarza.

„Rzeczpospolita”, Piotr Semka

Tego tytana intelektu zostawiłem sobie na deser. Ot, klasyczny wręcz przypadek podkładania się kogoś, kto nie tylko nie ma pojęcia o procedurach w lotnictwie pasażerskim, ale także sugeruje, że Rokitowie są równiejsi od innych. Zatem ad rem.
Na wstępie Piotr Semka opitolił Super Express, Wyborczą i Fakt za brak obrony Jaśka, a nawet za kpienie z niego. Poprawiwszy sobie samopoczucie pochwalił red. Karnowskiego za „trafne pytania”, po czym wyciąga artylerię, aby postrzelać ślepakami.

Czy stewardessa Lufthansy nie mogła zacisnąć zębów i zanieść płaszcze Rokitów do szafki tuż przy wejściu do samolotu?

Nie, panie Semka, nie mogła. Na pokładzie BAe 146 jest jakaś setka pasażerów i po to są określone zasady, by stewardessa nie musiała sto razy zaciskać zębów. Chyba że uznaje pan wyższość pasażera Rokity nad pasażerem Smithem czy Kowalskim. Jeśli tak, to proszę podać jakąś logiczną podstawę.

Czy jej zadaniem jest rozkręcanie awantur czy znalezienie jakiegoś rozwiązania, nawet gdy pasażerowie wydają się jej kapryśni?

Jej podstawowym zadaniem jest dbać o porządek w kabinie pasażerskiej oraz o komfort wszystkich podróżnych. W razie problemów ma pasażerowi pomóc lub zwrócić uwagę. Gdy zwracanie uwagi nie pomaga, ma poinformować kapitana o problemach. Na pokładzie samolotu się nie dyskutuje i nie negocjuje — „my way or highway”.

Czy kapitan postarał się załagodzić kontrowersję?

Kapitan jest od prowadzenia samolotu, panie redaktorze, w pańskim wieku wypadałoby to wiedzieć. Nie ma prawa wystartować, jeśli na pokładzie nie ma porządku. Pasażerów zakłócających porządek i olewających polecenia obsługi się wywala za drzwi, a nie błaga i negocjuje. Ot, proste i skuteczne.

Czy zweryfikował jakoś w rozmowie z Rokitą wersje wydarzeń podawaną przez stewardessę?

Stewardessa to nie jest ktoś do pomiatania, ale osoba odpowiadająca za porządek w kabinie pasażerskiej. Kapitan nie musi niczego weryfikować i całe szczęście. Wie pan, panie redaktorze, to taki dziwny wynalazek, jak podział zadań. Ona odpowiada za porządek w kabinie pasażerskiej i zgłasza kapitanowi porządek lub problemy. On ufa personelowi i całkiem dobrze to działa.

Czy nie mógł zamknąć sporu, polecając stewardessie, by na zasadzie wyjątku wzięła płaszcze i kapelusze i powiesiła je w bezpiecznym miejscu?

Panie redaktorze, a niech pan powie, dlaczego ktokolwiek ma robić wyjątek dla obywatela Rokity? Bo zaczął się awanturować i domagać nienależnych świadczeń? Rozumiem, że załoga powinna się zachowywać podobnie w stosunku do żądań każdego pyskatego pasażera? Jeśli nie, to ponawiam pytanie — dlaczego obywatel RP Jan Maria Rokita ma być traktowany inaczej, niż obywatel Kongo Muzele Abawi, czy też obywatel USA, John Smith?

Czy za umiejętność rozładowywania takich właśnie sporów nie płaci się, kupują nietanie bilety w Lufthansie?

Kupując bilety na samolot płaci się za możliwość przewiezienia się z bagażami na pokładzie tegoż samolotu. Nie ma karnetu na pyskowanie i domaganie się świadczeń, za które się nie zapłaciło. Dlatego też osoby mające większe wymagania kupują bilety na klasę biznes lub nawet (o zgrozo!) czarterują odrzutowce.

Czy był sens wzywać policję?

Oczywiście. Jeden z pasażerów zachowywał się agresywnie, nie chciał zastosować się do próśb i poleceń personelu pokładowego oraz funkcjonariuszy policji. Norma ogólnoświatowa.

Czy policja zbadała na miejscu, jaka jest waga sprawy?

Nie, bo nie od tego jest. To nie patrol prewencji tylko ekipa odbierająca pasażera sprawiającego problemy. Takie rzeczy wyjaśnia się po fakcie.

Czy podjęła się wyjaśnienia, czy Rokita jest tylko pasażerem domagającym się uważnego traktowania czy też quasiterrorystą?

Nie, bo nie musiała. Pasażer olewający polecenia personelu jest quasiterrorystą, choćby miał opinię anioła fruwającego pół metra nad powierzchnią ziemi. Pasażer Rokita mógł po locie złożyć zażalenie, jeśli tak bardzo mu zależało.

Czy bez takiego rozeznania – powinna przetrzymywać godzinami Rokitę w kajdankach?

W kajdankach przetrzymuje się każdego agresywnego aresztowanego, ot procedury. Niezależnie od tego, czy nazywa się Schmit, czy Rokita.

Czy ktoś poinformował go, jaki jest jego status?

Owszem, tylko że trzeba to jeszcze zrozumieć.

Czy ktoś wyjaśnił mu, jakie są zasady pobierania kaucji?

J.w.

Jaki jest taryfikator takich kaucji?

Przypuszczalnie nie, podobnie jak w Polsce nie robi się aresztowanemu wykładu z KK czy KPK.

Czy na wielkim międzynarodowym porcie lotniczym policjanci znają angielski?

Pewnie w takim samym zakresie, jak na Okęciu. Tylko że ten angielski trzeba zrozumieć.

Czy mają prawo wyzywać aresztowanego najgorszymi słowami?

Nie. Ale też Arschloch nie jest najgorszym słowem w języku niemieckim, można byłoby np. rzec o nim Schwanz.

Czy nie doszło do jakiejś demonstracji niechęci wobec Rokity jako obcokrajowca?

Doszło do demonstracji niechęci wobec Rokity jako Arschlocha. Która to niechęć kompletnie mnie nie dziwi.

Na jakiej wreszcie zasadzie Lutfhansa wpisuje kogoś na czarne listy?

Na elementarnej. Pasażer się awanturuje, olewa polecenia personelu i wymaga usunięcia z pokładu siłą. Też bym go wpisał na czarną listę, bo po co narażać pracowników na kontakt z takimi osobnikami?

Te pytania jakoś nie zainteresowały nikogo. Lepiej się przecież pośmiać z nielubianego Rokity.

Panie Semka, odpowiedź na te pytania jest elementarna i powinien pan te odpowiedzi znać jeszcze przed napisaniem swojego komentarza. A z Rokity mało kto się śmieje, to raczej wydarzenie tragiczne. Kolejny polski, pożal się Boże, VIP kompromituje nasz kraj. Cóż, najwyraźniej lata spędzone w parlamencie spowodowały zmiany w postrzeganiu rzeczywistości i lokalna rozpoznawalność została uznana za ogólnoświatowe uwielbienie…

Tyle pastwienia się nad dwoma „wiodącymi” komentatorami i ich koleżanką. Reszty tego typu pisaniny nie komentuję, musiałbym mocno zużyć Ctrl+C/Ctrl+V. Oburzenia posłów również komentować mi się nie chce, zwrócę tylko uwagę na spostrzeżenia posłów PiS. Otóż mówią oni, że na lotnisku JMR miał zawsze problemy z przechodzeniem przez bramki. Rozumiem to jako postrzeganie samego siebie jako lepszego od tej całej tłuszczy, która się przez bramki tłoczy.

O sprawie piszą również

PS Arschloch to w tłumaczeniu na nasze dupek. Jeśli faktycznie niemieccy policjanci posłużyli się tym sformułowaniem, wcale im się nie dziwię. Przypuszczalnie nie wiedzieli, że lepiej sytuację opisuje die Rübe, znany szerzej jako Beta vulgaris.

PS z 14 lutego 2009 Jeśli prawdą jest stwierdzenie Janusza Palikota, że w sprawie Rokity interweniował ktoś z rządu, to nazwanie tego ostatniego dupkiem kompletnie mnie nie dziwi. Otóż jeśli rzeczywiście Jan Maria Rokita zaczął się w niemieckim areszcie zasłaniać wysoko postawionymi kolegami, to jest dupkiem i gówniarzem, który nie potrafi przyjąć na klatę konsekwencji swojego zachowania. Tak po prostu.

This entry was posted in Media, Polska. Bookmark the permalink.

7 Responses to My name is Arschloch, Jan Maria Arschloch

  1. CoSTa says:

    Piękny komentarz do idiotycznej sytuacji. Szacunek.

  2. Pingback: A pomarudzę przy piątku trzynastego | CoSTa's Family Page

  3. qwerty says:

    Lepiej tego się nie dało podsumować.

  4. qwerty says:

    Lepiej się tego nie dało podsumować.

  5. golem14 says:

    Był „iwent” – był! I to się liczy – niedługo wybory do Parlamentu Europejskiego.

  6. Gilli says:

    Jestem pod wrażeniem powyższego wywodu.
    Szkoda tylko ,że łączy się ono z uczuciem wstydu za zachowanie niby uczciwego konserwatywnego-liberała z królewskiego grodu.
    Można powiedzieć ,że wszystko to nieporozumienie było ale czy u podstaw tego sporu nie leży zachowanie ,które można nazwać szczytem hipokryzji w wykonaniu ponoć konserwatywnego liberała.
    Nie zapłacił a chciał skorzystać a nakręcił awanturę i się obraził:)
    Reszta to tylko następstwa takiej samej hipokryzji w wykonaniu jemu podobnych :)

  7. Wstyd mi raczej za całą reakcję polityków i większości pracowników mediów. Nie mówię dziennikarzy, bo jednak spora część z tych lamentujących to raczej kategoria media workerów. To nie tyle wstyd osobisty, ile wstyd za rodzaj ludzki ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>