Wróćcie porządne media, niekoniecznie stare

Artur Kurasiński (masz pecha chłopie, było tyle nie pisać :>) zachwycił się wczoraj wstępniakiem Michała Kobosko z Newsweeka:

Z przyjemnością przeczytałem bardzo ciekawą analizę Michała Kobosko (szefa tego samego Newsweeka o którym ironicznie napisałem, żeby nie czytać). Jest to kolejny tekst, który w sumie mówi bardzo prostą rzecz o ?nowych mediach? z punktu widzenia dziennikarza (czyli przedstawiciela ?starych mediów?) czyli osoby mającej najlepszy ogląd tego co w się dzieje w jego środowisku?

Cóż, ja to samo przeczytałem bez przyjemności. Nie znalazłem tam niczego, czego nie mógłbym przeczytać (i nie przeczytałem) wcześniej. Jeśli tekst MK jest dla Ciebie Arturze ciekawą analizą, to najwyraźniej różnimy się definicją tej ostatniej :>

Owszem, próby narzucenia prymatu „nowych mediów” jako czegoś lepszego są tak samo absurdalne, jak próby udowadniania, że obecne dziennikarstwo prasowe to klasyka „starych mediów”. Oba założenia leżą i kwiczą.

Proszę mi powiedzieć z czego żyją portale (teraz i zanim weszły w erę ?user generated content?)? Portale żyją z modyfikacji (podkreślam – modyfikacji!) informacji PAPowskich + dołączone do nich reklamy. Choćby sam prezes Onetu się zarzekał, że jest inaczej. Portale nie wytwarzają treści a ?zasysają je? i ?obrabiają? podając w inny sposób i innej grupie docelowej.

Narzekasz na portale — zgoda, generalnie przetwarzają PAP + publikacje papierowe + internetowe „michałki”. Ale czy tak naprawdę znacząca część prasy nie robi tego samego? Nie w tej samej skali, owszem, ale w niewiele mniejszej? Sporo informacji to PAP-owska „srajtaśma” nasączona wodą dla rozbudowania wielkości tekstów. Ba, zdarzało mi się widywać na stronach WWW gazet teksty składające się praktycznie z informacji PAP-owskiej. Często też tekst najpierw jest kopią depeszy PAP, a potem jej rozbudowaniem. Przez małe rozgarnięcie piszącego kiedyś znalazłem lead złożony z newsa PAP, a następnie to samo było powtórzone w treści, tyle że z dodatkiem wody.

Prasa poza newsami to często komentarze do tego, co piszą koledzy z innych tytułów. Mamy też streszczenia artykułów opublikowanych w pismach zagranicznych. Działy naukowe przepisują teksty z „Nature” czy serwisów specjalistycznych. Często nieudolnie, tłumocząc je niemiłosiernie i kastrując, gdy redaktor czegoś nie rozumiał.

Czy po „oddesaniu” z serwisów p2p czy video hostingowych treści wyprodukowanych przez studia filmowe i stacje telewizyjne znajdzie się coś oprócz scen z amatorskim striptizem przed kamerką, podpaleniem bąków kolegi albo wypadek samochodowy pod blokiem?

Owszem, sporo. W zalewie milionów klipów są tysiące wartościowych. Pytanie tylko, czy to jest to, czego akurat Ty szukasz?

Powyższą analogię można i trzeba niestety zastosować do zdecydowanej większości serwisów, portali, vortali, blogów i serwisów społecznościowych. Po wypreparowaniu z nich treści nie stworzonych przez nie okaże się, że podstawą są zdjęcia użytkowników i ich opisy profili. To trochę za mało aby tworzyć „nową jakość” jaką mają stać się „nowe media”.

Do tej wyliczanki dodaj jeszcze większość prasy i będzie git. Albowiem, wbrew temu co mówią RedNacze, wiele tytułów generuje bardzo niewiele dobrej, unikalnej treści.

Ile tak naprawdę „w internecie” powstało tekstów merytorycznych, mających strukturę dającą się czytać, zawierających rzetelny opis a nie erupcję emocji?

Sporo, tylko pewnie nikt nie jest w stanie tego obliczyć. Ale takich tekstów jest mnóstwo, szczególnie w dziedzinach specjalistycznych. Trzeba tylko wiedzieć gdzie, jak i czego szukać. Ale na pytanie tak bardzo ogólne nie da się odpowiedzieć.

Który z blogerów czy dziennikarzy z portali czy vortali zbliżył się. Czy „internet” mógłby zrodzić dziś kolejnego Ryszarda Kapuścińskiego?

Prawdę mówiąc prędzej „Internet”, niż którakolwiek z redakcji. Dziennikarstwo w stylu Kapuścińskiego dziś nie ma racji bytu z powodu gigantycznych wręcz kosztów oraz paranoicznej żądzy „niusa”. Teksty tego typu przez większość redakcji byłyby odrzucone, bo za mało w nich „krwi i spermy”, jakieś niepotrzebne detale i w ogóle to zbyt długie.
Poza tym mieszanie Kapuścińskiego do dyskusji o dzisiejszej prasie oraz stanie Sieci nie ma najmniejszego sensu. Kapuściński był dziennikarzem starych mediów. Nie tych z Twojej definicji, ale prasy z lat 60-tych i 70-tych. To były czasy, w których większość dzisiejszych „gwiazd” byłaby najwyżej gońcami z powodu kiepskiego warsztatu oraz nieumiejętności zachowania obiektywizmu. Wtedy dziennikarz długo terminował pod okiem mistrza, ucząc się zawodu latami. Dziś dziennikarzy jest niewielu, większość „misiaczków z okienka” to tak naprawdę ludzie określani mianem media workerów. W Polsce jest to, niestety, nierozróżniane. Zresztą co ja będę męczył klawiaturę, przeczytaj co na ten temat mówił sam Kapuściński w „Tygodniku Powszechnym”:

Czy internetowi „watchmani” mogliby upolować jakaś aferę na miarę „starachowickiej” albo łódzkich „łowców skór”?

Owszem. Tyle że musieliby być potraktowani poważnie przez inne media, czyli ich akcja musiałaby zostać przez nie pociągnięta dalej. Niestety, w Polsce media nadal nie traktują bloggerów poważnie. Ba, wystarczy spojrzeć, jak często bloggerzy są cytowani, a raczej „cytowani”, bo tylko przez cudzysłów można zaznaczyć zerżnięcie cudzego tekstu. A inne media, ogólnopolskie, potrzebne są także mediom lokalnym. Dziennikarz z małego miasta często musi liczyć się z tym, że zadzieranie z miejscowym układem oznaczać będzie dla jego gazety utratę reklam.
Mimo to warto przypomnieć aferę z Elizą Michalik, dziennikarką Twoich ukochanych starych mediów, którą przyłapano na wielokrotnym plagiacie. Spotkała się ze sporym ostracyzmem, ale to właśnie stare media wyciągnęły ją z powrotem na powierzchnię. Szkoda, że inni przyłapani na plagiacie jakoś nie doczekali takiego ostracyzmu.

Czy mogliby zainicjować akcję w stylu „rodzić po ludzku” Wyborczej albo WOŚP Owsiaka? Nie. Po stokroć nie.

Ty mówisz od razu nie, a ja powiem, że po prostu nie wiem. Zwłaszcza że te dwa przykłady akurat nie są wyłączną zasługą mediów. WOŚP to przede wszystkim Owsiak. Gdyby kilkanaście lat temu miał do dyspozycji dzisiejszy Internet, to być może w ogóle byśmy tego nie widzieli w TVP2? Z kolei „Rodzić po ludzku” to wielka akcja Gazety, ale zrobiona przecież w stylu „łebdwazerowym” — dzięki opiniom Czytelniczek. Zresztą sama Gazeta nie prowadzi już serwisu „Rodzić po ludzku” — znajdziesz tam pustą stronę. Prawdziwe „Rodzić po ludzku” przeniosło się do Sieci.

Kutimana nie znałem, zanim o nim nie napisałeś. Nie bardzo wiem, czemu podkreślasz (czepiasz się?) fakt, że jest samoukiem. Czy to pierwszy artysta-samouk? I czy naprawdę jesteś pewien, że bez YT niczego by nie zrobił? Parę dekad temu Kutimanowie w TV robili z dostępnych im materiałów „baleciki” piłkarskie. Z kolei w rozgłośniach radiowych montażyści potrafili sklejać tradycyjną taśmę w podobne kawałki. Jeszcze dawniej miksowali poezję, przyśpiewki ludowe czy opowieści. Andrzej Poniedzielski piszący „Wiązankę poezji naszych klasyków” też był takim Kutimanem:

A gdy przyjdą podpalić dom, dom w którym mieszkasz — Polskę.
Kiedy rzucą przed siebie grom, kiedy runą żelaznym wojskiem,
kiedy nocą kolbami do drzwi załomocą, ty ze snu podnosząc skroń
stań u drzwi i oddaj im bagnet i broń — szkoda drzwi.

Sugerowanie, że dzisiejsza kultura to tylko przetwarzanie, jest ignorancją. Dzisiejsza kultura zarówno tworzy, jak i przetwarza. Podobnie jak czyniła to „stara kultura” i będzie to czynić „jeszcze nowsza kultura” za 20, 50 czy 200 lat. I doprawdy nie wiem, czemu chcesz ich odcinać od bibliotek i źródeł informacji? Przecież to cofanie ludzkości o parę tysięcy lat dla udowodnienia nieudowadnialnego.

Piszesz, że są miliony Kutimanów na YouTube. Możliwe, ale przecież w historii też mieliśmy miliony pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy etc. Ilu z nich jest dziś znanych i stawianych jako wzór w swojej działce kultury? Żądanie, żeby po naszych czasach zostały setki tysięcy doskonałych dzieł jest zwyczajnie absurdalne. Rembrandt malował fenomenalnie, ale przecież „Straż nocna” została namalowana na zamówienie. Podobnie jak wiele innych dzieł to była zwyczajna „fucha” czy „chałtura”. Ile takich dzieł nie przetrwało do naszych czasów, tego nie wie nikt. Podobnie nikt nie wie, czy za parę wieków za wielkiego polskiego muzyka będzie uważany Rubik, Kazik czy Mandaryna.

Zaryzykuję stwierdzenie, że w zasadzie wszystko co najlepsze w wydaniu internetowym jest po prostu modyfikacją, zmianą ale nie stworzeniem niczego nowego na tyle aby gloryfikować to medium. Modyfikacją mającą na celu dotarcie tych samych treści do różnych grup odbiorców przy czym trzeba położyć nacisk na stwierdzenie, że Internet perfekcyjnie opanował umiejętność wymuszania skracania, kompresji, pozbawiania znaczenia czy wręcz ogłupiania prostotą przekazu.

Czytam od niemal trzydziestu lat. TV oglądam od ponad ćwierć wieku. Trójki słucham od ponad 20 lat. Za kilka miesięcy stuknie mi 12 lat korzystania z Sieci. Jesteś pewien, że modyfikowanie i skracanie to wyłącznie cecha Internetu? Bo ja to widzę we wszystkich mediach i to od wielu lat. Media podlegają ewolucji na takich samych zasadach, jak cała reszta otaczającej nas rzeczywistości. Wszędzie największe nakłady mają tabloidy, a media dryfują w kierunku infotainmentu. Jedynie nędza naszego rynku powoduje, że nie ma porządnej publicznej, profesjonalnej i misyjnej TV.

Efekt? Pokolenie obecnych studentów ma problem z pisaniem podstawowych tekstów analitycznych. Zerkam czasami przez ramię żony, która wykłada na Wydziale Psychologii. Poziom wypracowań, słownictwo, refleksja autorów jest tragiczna. Z takim poziomem operowania słowem pisanym nie ukończyłbym za moich czasów szkoły podstawowej.

Starannie pomijasz jedną rzecz — wychowanie w domu. Czytam od 4 roku życia i tak mi zostało. Większość dzisiejszych studentów zaczyna naukę czytania dopiero w zerówce i mozolnie zmagają się z nią przez całą podstawówkę. Już za naszych czasów pojawiała się niechęć do czytania lektur i najchętniej nasi rówieśnicy oglądaliby ekranizacje. Dziś należałoby się tym zachwycać, bo młódź najchętniej czyta streszczenia. Braku nawyku sięgania po książkę nie wymuszą nauczyciele pędzący z materiałem. Nie będą tego w stanie nadrobić także wykładowcy.

Dorosłe osoby (i jakby nie było elita — są w końcu studentami) nie umieją korzystać ze źródeł, nie umieją przekształcać tekstów cudzych. Pytanie czy można zatem „uwalić” większość grupy i kazać im pisać do skutku? Stanąć okoniem, wychowywać, tępić, wpajać podstawowe umiejętności w wieku 20 lat? Czy przymknąć oko i stwierdzić, że „taka jest teraz średnia”?

Niestety, to nie jest elita. Gimnazjum naszych dziadków, matura naszych rodziców oraz nasze magisterki to dzisiejsze doktoraty. Im więcej osób osiąga jakiś poziom wykształcenia, tym ten poziom jest niższy, zgodnie z krzywą Gaussa. Jakiś idiota wymyślił, że naród ma mieć masowo wyższe wykształcenie i masz tego efekty. Można uwalać, choć chyba lepszym rozwiązaniem jest jednak edukować i mocno ograniczać stawianie dobrych stopni. Tróję można stawiać za cokolwiek, ale piątkę powinni mieć nieliczni na roku. Życie nie znosi radykalizmów, więc ani olewanie, ani oblewanie do skutku nic nie da.

Przejmujesz się Pokoleniem Y, ale po co? Oni patrzą na kraj inaczej, wiedzą że może być zorganizowany lepiej, zatem będą tego wymagać i żądać. Być może to ich protesty spowodują większe zmiany w traktowaniu obywatela, niż nasze narzekania i utarczki z ZUS-em, NFZ i innymi instytucjami.

Żyjemy w otoczeniu w którym natężenie bodźców staje się krytyczne. Aby wywołać w nas emocje kreatorzy informacji, artyści i duchowni muszą odwoływać się do zupełnie nowych metod dzięki którym chcą dotrzeć do nas ze swoim komunikatem.

Nie muszą, ale mogą, to spora różnica. A że często wybierają taką drogę? Cóż, zawsze chodzenie na skróty miało więcej zwolenników. Powołujesz się na „Piłę” — nie oglądałem ani jednej części, wolę Allena. Czujesz różnicę? I naprawdę nie uważam, żeby do zainteresowania widza filmem potrzebne było szokowanie. Ciekawe opowieści da się pokazać bez litrów krwi i spermy.

Te dwie warstwy (emocje i informacja) nakładają się na siebie tworząc efektowny wzorzec oraz smaczną treść zachęcającą do konsumpcji. Jednak nadmiar któregoś z tych elementów powoduje schorzenia — albo drętwy dydaktyzm i konserwatyzm mediów albo po przegięciu w drugą stronę tabloidyzację i „inforozrywkę”.

Na szczęście świat nie jest czarno-biały, a i niekoniecznie media potrzebują emocji. Problem w tym, że stary model programów TV (w stylu „Sondy” czy „Piórkiem i węglem”) wymagał profesjonalizmu. Łatwiej jest posadzić przed ekranem użelowanego media workera i kazać mu napuszczać na siebie dwóch oponentów. Pół godziny emisji się zapełni, a to najważniejsze.

Internet nie może stać się dominującym kulturowo medium ponieważ jego budowa uniemożliwia czy wręcz zniechęca do zagłębiania się w teksty, dyskusje merytoryczne i dzielenie się informacjami nie będącymi wytworem osób trzecich.

Trochę się z tym protestem spóźniłeś, Internet już stał się dominującym kulturowo medium. Nie przez „miałkość”, ale przez łatwość dostępu do treści na całym świecie. Nie kojarzę też, żeby ludzie dojrzali (w tym dojrzali emocjonalnie) byli jakoś zniechęcani do zagłębiania się w teksty, do merytorycznych dyskusji i dzielenia się informacjami. Być może mam inny Internet, a może po prostu umiejętniej z niego korzystam?

Internet w obecnej formie narzuca emocje ponad merytoryką i uniemożliwia prowadzenie dialogu w sposób pozwalający na mierzalny rozwój intelektualny.

Ponownie zniknąłeś spory kawałek Internetu. Gdyby nie on, nie byłbym w stanie bezpłatnie udostępnić innym dokumentów dotyczących dywizjonów PSP na Zachodzie. Nie byłbym w stanie również korzystać z podobnych dokumentów dotyczących jednostek brytyjskich, norweskich czy niemieckich. A to tylko mały fragment Sieci.

Wychowywanie dzieci za pomocą serwisów typu „ściąga.pl” powinno być karalne na takim samym poziomie co komunistyczne podręczniki do ekonomii chwalące gospodarkę socjalistyczną.

A, przepraszam, jak chcesz tego dokonać? Jeśli rodzic nie wychowywał dziecka od niemowlęcia, to w wieku lat nastu nadrobienie zaległości jest właściwie niemożliwe. Poza tym nie wiem, czy ściąga.pl jest bardziej niebezpieczna od działalności klepaczy tekstu w Dzienniku. Uczeń może przypuszczać, że ściąga.pl zawiera błędy, ale na prasie może się wzorować. Ze skutkiem podobnym, jeśli nie gorszym.

Podsumowując — bez rzetelnej, „starej” szkoły tworzenia informacji nowe media zalewane są wtórnymi treściami nie dającymi żadnego intelektualnego „paliwa” do rozwoju kulturowego i społecznego. Spłycanie informacji, brak refleksyjności, brak umiejętności tworzenia nowych form i treści — wszystko to wskazuje, że wcale nie rozwijamy się ale cofamy na mapie cywilizacyjnego postępu. Bawimy się odbiciami w lustrach dla samej frajdy zobaczenia czegoś nowego ale jakże dobrze znanego.

Zdajesz sobie sprawę, że ten akapit doskonale opisuje dzisiejsze media? Telewizję, prasę i radio? Przeleć się po stronach internetowych tych mediów i popatrz, jak wiele tam wtórnych treści bez żadnego intelektualnego paliwa. Zobacz, jak wiele spłyconych informacji i bezrefleksyjnie powtarzanych sloganów. Ba, gdybyś zadał sobie trud bardziej dokładnego przeszukania Sieci, znalazłbyś już szereg utyskiwań podobnych do tekstu Michała Kobosko.
Jak piszesz? Wtórne treści bez głębszej refleksji? ;)

Wiem, wiem — mam 34 lata i jestem starcem w rozumieniu różnicy wieku między mną a dzisiejszym nastolatkiem. To, że wiem co to jest „4chan”, „two girls and a cup” i „bukake” tylko pewnie dlatego jeszcze mam jakiś kontakt z rzeczywistością.

Hmmm… według tej definicji straciłem kontakt z rzeczywistością, bo 2/3 tych określeń nie znam, choć tematyki mogę się domyślać po komentarzach na Twoim blogu. Ale może też jest inne wytłumaczenie? Może zamiast tracić czas na wyszukiwanie tych słówek zużywam go na poszukiwanie konkretnej wiedzy?

Każde pokolenie starsze narzeka na młodszych wytykając im głupotę, rozwydrzenie, upadek obyczajów i brak szacunku do kultury i historii własnego kraju. Tylko czy każde pokolenie staje się częścią takiego przełomu jaki wygenerował Internet i inne podległe mu środki przekazu? Śmiem wątpić — co niestety nie jest dla mnie pocieszające.

Mogę Cię pocieszyć. Nasi pradziadkowie dostali ruchome obrazy, dziadkowie radio, rodzice telewizję. My mamy czasy Internetu, nasze dzieci mogą mieć coś jeszcze. Świat jakoś istnieje, więc pewnie jeszcze trochę wytrzyma.

Bo o czym mam rozmawiać z taką dziewczynką?

A musisz z nią rozmawiać? Jesteś dorosły, masz prawo wyboru.

Aktualizacja 30 kwietnia 2009

Opi napisał świetny komentarz do całego tego lamentu wydawców. Mogę się pod tym podpisać wszystkimi możliwymi kończynami.

Aktualizacja 30 maja 2009

Na blogu Kultura 2.0 Alek Tarkowski skomentował ten sam tekst we wpisie Stare media kontra: piractwo informacyjne, bzdury i histeria, idioci. Polecam, to też kawałek ciekawej lektury.

This entry was posted in Media, Polska, WWW & Net. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>