„Badanie” płatnych blogów

Wczoraj wchodzący na jeden z sześciu blogów mogli zobaczyć komunikat o wprowadzeniu płatności. Łączył je wspólny tekst uzasadniający wprowadzenie opłat i wyrażający nadzieję na „dalszy wszechstronny rozwój”.

Oprócz tego można było wybrać jedną z trzech opcji:

  • płatność SMS: 5 złotych / tydzień
  • płatność SMS: 9 złotych / miesiąc
  • rezygnacja z płacenia

Jak się okazało, połowa oglądających komunikat wybrała wyjście czwarte i porzucała blog bez klikania. Niestety, nie podano informacji o tym, który blog porzucany był najczęściej.

„Badanie”, a nie badanie

Komentarz należy zacząć od tego, że tak przeprowadzone badanie jest niewiarygodne pod względem metodologicznym. De facto ciężko je nazywać badaniem, to wyłącznie zabawa i tej opinii będę się trzymał. Dlaczego?

  • Czytelnicy korzystający z RSS nie mieli żadnego komunikatu o „badaniu”, czyli nie zostało nim objętych 100% czytających bloga w danym dniu. Korzystający z RSS to kilka procent Internautów, na ogół tych najbardziej doświadczonych. Brak tej grupy w „badaniu” oznacza duży margines błędu pomiarowego.
  • Osoby, które zetknęły się z akcją na jednym blogu, na drugim mogły dać jakąkolwiek odpowiedź. Bądź to dla przejścia dalej, bądź dla sprawdzenia czy kliknięcie na inną opcję nie wyświetli innego komunikatu. Nie wiadomo, jak wiele takich osób było i czy w ogóle wyniki zostały pod tym kątem przefiltrowane.
  • Osoby, które wybrały „czwartą opcję” (rezygnacja z klikania na cokolwiek) zostały zaliczone do… Ano właśnie, nie bardzo wiadomo, czy zostały zaliczone do grupy „Nie, dziękuję”, czy zostały pominięte. Opcja nr 2 oznacza konieczność obniżenia o połowę otrzymanych wyliczeń.
  • Nie wiadomo, jak znaczna część osób klikających na opcje płatności zrobiła to w celu dowiedzenia się czegoś więcej. To kolejne zwiększenie marginesu błędu pomiarowego.
  • Nieznany jest próg deklaratywności ankietowanych, co chyba zamyka temat wiarygodności wyliczeń.

Co pokazują wyniki?

Jedyną rzeczywiście zbadaną rzeczą jest reakcja na tego typu komunikat. Jak widać po wynikach, taka forma podania informacji nie zachwyca przynajmniej 50% czytelników.

(Anty)komentarz dnia

Grzegorz „Hazan” Marczak

W niechęci do płacenia za treści z blogów nie ma nic dziwnego. Mnie natomiast zaczęło zastanawiać jak bardzo musiałby zmienić się dany blog po wprowadzeniu opłat. Przede wszystkim już nie czytelnicy ale klienci, którzy mogliby wymagać (np. poprawnej ortografii).

Przyznam, że ten fragment musiałem przeczytać kilka razy. Wydawało mi się, że szacunek dla własnych P.T. Czytelników nakazuje nam uwagę w redagowaniu tekstu oraz dbałość o poprawność językową. Wydawało mi się również, że staranność jest elementem budowy wizerunku. Myliłem się. Staranność i przestrzeganie zasad języka ojczystego wymusić są w stanie dopiero pieniądze. Brak mi słów.
Okazuje się, że mój wczorajszy komentarz graficzny na Blipie był bardziej trafny, niż bym mógł sobie tego życzyć.

Wnioski

Zacznijmy od tego, że wyciąganie poważnych wniosków na podstawie takiej zabawy jest raczej niepoważne. Zabawa to zabawa. Ewentualnie podpieranie się tymi statystykami w poważnej dyskusji o płatnych treściach będzie wywoływać uśmiech politowania.

Akcja miała zapoczątkować dyskusję o płatnych treściach / płatnych blogach. Moim zdaniem efekt jest średni. Dyskusja o płatnych treściach w Internecie toczy się od pewnego czasu. Dotyczy przede wszystkim prasy, ale nie oszukujmy się — bez płatnego dostępu do prasy płacenie za treści nie upowszechni się i nie będzie czymś normalnym. Bez mechanizmów płatności, rzeczywistych mikropłatności stworzonych na potrzeby prasy w Internecie, płatne blogi nie będą miały racji bytu. Pojedyncze płatne przypadki będą potwierdzać regułę.

Z tych sześciu blogów czytuję jedynie dwa — Mediafun i AK74. Maciek o sprawie napisał mało, traktując to jako zabawę. Artur Kurasiński rozpisał się i kilka kwestii wypada skomentować:

Wniosek numer jeden: w Polsce (jeśli uznać, że blogi, których autorzy brali udział w akcji można uznać za papierek lakmusowy) z blogowania nie utrzyma się nawet osoba, której blog notuje 70-80 tys. UU miesięcznie.

Niekoniecznie. Tak naprawdę wszystko zależy od ceny abonamentu miesięcznego, tematyki, konkurencji oraz jakości bloga. To czynniki, które decydują i decydować będą o sprzedaży dowolnej treści. Wyspecjalizowany blog wysokiej jakości może się utrzymać nawet przy stosunkowo niewielkim audytorium. Z kolei niechlujnie prowadzony blog kopiujący treści z serwisów anglojęzycznych może mieć niewielkie zyski mimo sporej grupy odbiorców.

Wniosek numer dwa: komentujący dzielą się na dwie wyraźne grupy — jedni atakują i bardzo silnie krytykują samą ideę dostęp płatnego wskazując, że „zawsze mogę poczytać o tym samym gdzieś indziej gdzie nikt ze mnie nie zedrze kasy”, śmieją się z „frajerstwa tych co zapłacą”, pukają się w czoło, zarzucają „bicie piany”, „wprowadzanie opłat jak za korzystanie z powietrze — blog ma być darmowy”. Druga grupa osób mówi „tak, ale pod pewnymi względami” czyli: brak reklam, profesjonalizacja przekazu i częstotliwość ukazywania się wpisów, szersze spektrum treści i lepszy poziom merytoryczny.

Nie jestem przekonany, czy tak naprawdę są to dwie różne grupy. Pierwsi patrzą na stan obecny i komentują ostro, mając 100% racji. Faktycznie ciężko w Polsce znaleźć blogi, za które warto byłoby płacić. Drudzy sugerują to samo, ale podają rozwiązanie, którego zastosowanie mogłoby ich skłonić do płacenia za treści. Oczywiście zawsze będzie grupa domagających się wszystkiego za darmo, ale nimi możemy się nie przejmować.

Wniosek numer trzy: patrząc na dwa poprzednie konkluzja jest prosta. W Polsce na chwilę obecną bycie w 100% „zawodowym” blogerem nie jest możliwe i jest mitem. Nie widać na „scenie blogosfery” nikogo kto zdołałby się utrzymać tylko z opłat za dostęp do treści. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że nawet Kominek szybko by „wyłysiał” ze swoich wiernych followersów (a w rezultacie i z płatników za treści) gdyby witał na swoim blogu „cześć, to jest blog Kominka a to jest skarbonka Kominka”.

Tutaj mamy do czynienia z mieszaniem „dwóch systemów walutowych”. Owszem, raczej nie znajdziemy nikogo, kto dałby radę utrzymać się z płatnego dostępu do swoich treści. Ale nie wyklucza to istnienia zawodowych bloggerów, żyjących ze swoich blogów. Wszak nie zapominajmy, że żyć z bloga można na różne sposoby, choćby z reklam.

Wniosek numer cztery: W Polsce nie ma szans na powstanie, prowadzenie i rozwój blogów takiej jakości i pozimie jak wymieniane jednym tchem przez czytelników obcujących z „lepszymi blogami bo po angielsku”: TechCrunch, ReadWriteWeb, TheNextWeb, Robert Scoble, Joe Spolsky. Poguglujcie miłe Panie i Panowie i zobaczcie sobie jakie medialne siły (bo w niektórych przypadkach tak je trzeba już nazywać) wydawnicze stoją za tymi „prostymi blogami”.

Owszem, ale ten wniosek to akurat truizm. W Polsce za mało się dzieje, żeby było o czym pisać na taką skalę. Z kolei wrzucanie informacji zagranicznych zawsze będzie wtórne wobec wymienionych przez Artura serwisów. Tak, to nie pomyłka. To są profesjonalne serwisy tematyczne, które dawno przestały być blogami.

Inni piszą:

This entry was posted in Media, WWW & Net. Bookmark the permalink.

10 Responses to „Badanie” płatnych blogów

  1. Olgierd says:

    To ja tylko przekleję mój wczorajszy komentarz, który popełniłem na Playr.pl:

    Ja bym bardzo chętnie przywitał wprowadzenie opłat za większość serwisów czy blogów, które czytuję ;-)

    Czy jestem masochistą? Nie, wręcz przeciwnie. Dzięki temu miałbym więcej czasu (przestałbym tam zaglądać).

    Natomiast zupełnie serio mógłbym płacić nawet kilka złotych tygodniowo za dostęp do serwisu, który odpowiadałby moim potrzebom. Skąd to wiem? Ano stąd, że np. dziś wydałem na „Politykę” 6 złotych. Bo jest ciekawa, bo warto było.
    Feler jest taki, że jeszcze takiego serwisu nie widziałem chyba ;-)

    Aha, gdzieś mi wyświetliło tę zajawkę po przejściu z RSS — czyli musiał być to blogasek, który nie świeci całości treści w RSS.

  2. Wyniki tego eksperymentu z pewnością mogą (a przynajmniej powinny) podziałać jak kubeł zimnej wody na głowy wielu celebrytów naszego blograjdołka. Większość nie pisze na tyle oryginalnie, żeby warto było wydawać na nich pieniądze. Przynajmniej jeśli chodzi o stawki z testu.

    Co do RSS — od czasów gdy paru cwaniaczków kradło teksty, nie puszczam całości, tylko zajawkę.

  3. Uogólnianie tego badania na wszystkie blogi, czy też treści w sieci jest błędem. Ponieważ w tej „ankiecie” nie pytano o to, czy chcemy w ogóle płacić za dostęp do treści. Pytano o to, czy chcemy zapłacić za dostęp do konkretnego bloga. Wyniki są znane.

  4. Olgierd says:

    Mówiąc „zajawkę” miałem na myśli tę planszę „daj piątaka na pisaka” ;-) chyba na Tomasz.Topa.pl wszedłem przez RSS i mi się wyświetliło.

  5. Pingback: Ja, RAFi – o mnie i o was » Bez błędów ortograficznych jako płatny ficzer

  6. RAFi says:

    „Rózga Świętego Mikołaja” – ten koleś pała do mnie wręcz nienawiścią, skąd się tacy „spece” biorą” – mam nie kochała? ”
    http://piotr.mikolajski.net/2009/12/badanie-platnych-blogow

    Chyba wpisał Ciebie na czarną listę. ;-)

  7. Osoba komentująca dziś o 17:15 z IP 79.191.33.171 mogłaby napisać coś bardziej konstruktywnego, niż popularne określenie narządów męskich. Tak przy okazji: prawidłowo wyraz ten piszemy przez „ch”. Gdyby komentujący korzystał ze słownika ortograficznego, miałby mniej problemów i większe poważanie.

  8. RAFi says:

    Nasłał na Ciebie swoją bandę. ;-)

  9. E, bez przesady :)
    Anonimowi kretyni bluzgający na blogach są od czasów Internetu łupanego. Cena powszechnego dostępu do Sieci.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>