Perpetuum imbecile

Opi w dzisiejszym świetnym wpisie „Świetnie poinformowany kretyn” napisał o czymś, o czym od dawna chciałem skrobnąć. Zjawisku nazywanym roboczo chwila dla debila, ewentualnie perpetuum imbecile.

Na Facebooku moim przyjacielem jest Piotr Petrus. Wymieniamy się czasem e-mailami. Na Facebooku moim przyjacielem jest Joel Watson. Dorzucam się na jego komiks i podcast. To fantastyczni ludzie, ale z pewnością nie przyjaciele. Tak to już jest, wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Doubleplus good w nowomowie. Ale to mniejszy problem.

Większy problem leży w tym, że Joel?a śledzę też na Twitterze. Automat puszcza te same informacje tu i tu, czytam więc dwa razy. Są osoby, które śledzę na Blipie. Dzięki wtyczkom dodają oni swoje informacje na Facebooka i Twittera. Wczorajszy tekst Czerskiego dostałem przez RSS, Facebooka i jeszcze e-mailem do kogoś. Patryk Zawadzki jest encyklopedią dziwacznych odnośników. Google automatycznie dodało go do ?obserwowanych? w Google Readerze, bo wymieniamy się e-mailami. Większość rzeczy trafia do mnie dwa razy, od dziś będzie trafiać trzy razy, bo Google Buzz pożywia się informacjami z wcześniej wspomnianego czytnika RSS.

Drogi Czytelniku, jesteś wielokrotnie informowany o byle blognotce? Jeśli nie, to jesteś szczęściarzem. Jeśli tak, to jesteś wśród cierpiącej większości. Szlag mnie trafia, gdy widzę smog informacyjny. Pół biedy, gdy wyrobnicy tworzą z informacji prasowej sklonowane teksty metodą Copy’ego i Paste’a. Zaśmieca to wyszukiwarki, ale da się łatwo odsiać. Jednak w przypadku „informacji” generowanych przez sieciowych znajomych nie ma tak łatwo — albo obserwujesz poczynania takiej osoby, albo musisz ją z grona znajomych usunąć.

Tłumaczenie nic nie daje, choć często są to osoby inteligentne. Ot, mają możliwość połączenia kont, to łączą. Nieważne, że na Twitterze wiadomości z Blipa są ucięte. Nieważne, że na Blipie widać wyrwane z kontekstu odpowiedzi na niemożliwe do znalezienia wypowiedzi. Mogą, to łączą. Oczywiście ludzie stojący po drugiej stronie nie są debilami. Nie szkodzą innym z premedytacją, nie starają się być złośliwymi. Najczęściej po prostu uważają każde pierdnięcie swego intelektu za rzecz tak istotną, że musi ona być retransmitowana w każdym możliwym medium. Wychodzą z założenia „mogę, czyli więcej niż powinienem”. A że szlag trafia obserwujących / znajomych / czytelników? Trudno, straty muszą być…

Część z nich ulega złudzeniu, że im więcej transmitowanych wiadomości, tym większe znaczenie. Oczywiście nie ma najmniejszego związku między liczbą publikacji, a ich jakością. Dla nich jednak postanowiłem przygotować przepis na perpetuum imbecile.

Otóż drogi śmieciarzu:

  1. załóż konta w Twitterze, Facebooku, Flakerze i na Blipie — na początek;
  2. podłącz je wzajemnie tak, żeby przekazywały sobie informacje;
  3. pamiętaj o zasadzie łączenia kont: im więcej połączeń, w tym wzajemnych, tym lepiej.

Jeśli niczego nie skopałeś, jesteś w stanie jednym kliknięciem stworzyć system sugerujący, że masz wiele do powiedzenia. W wersji podstawowej powinien działać następująco:

  1. Blognotka via RSS trafi na Flakera oraz do Facebooka.
  2. Transport z Flakera przerzuci informację na Blipa.
  3. Informacja z Blipa trafi na Twittera oraz do Facebooka.
  4. Informacja z Twittera trafi do Facebooka.
  5. W tym momencie wszystkie kanały spotykają się na Facebooku. Informacja wyjściowa została pomnożona trzykrotnie.
  6. Konto na Facebooku eksportuje wiadomości via RSS do Flakera.
  7. Cykl się powtarza.

Proste, prawda? Oczywiście to tylko wersja minimum, bez zabawy we wzajemne podłączanie kont Blipa i Twittera, bez podłączenia Twittera do Flakera, bez importu RSS z Facebooka do bloga etc. Opcji jest sporo, poza tym zawsze należy podłączać kolejne serwisy. Jeśli własną notkę wrzucimy na Del.icio.us, możemy przesłać ją na Flakera oraz do Facebooka — to nowe, praktycznie nieograniczone możliwości.

PS. W sierpniu pisał o tym Yano: Wirówka Ockhama

This entry was posted in Media. Bookmark the permalink.

10 Responses to Perpetuum imbecile

  1. NLoriel says:

    Ostatnio myślałem o czymś podobnym – że przydałby się na takim np. facebooku mechanizm filtrowania/obserwowania nie tylko po osobach oraz aplikacjach, ale i po rodzajach treści od danej osoby. Czyli np. „nie pokazuj mi tego feedu od pana X” (bo mnie nie interesuje/bo już czytam jego RSSa itp.). Czyli np. „pokazuj mi tylko FarmVille tej a tej osoby, bo ma łądne rośliny” ;)

    W ten sposób „broadcasterzy” mogliby broadcastować ile dusza zapragnie, a odbiorca mógłby swobodnie zarządzać otrzymywaną informacją.

    Jest jeszcze druga możliwość – uber-uber-czytnik newsów (bo dwupoziomowe już chyba iostnieją) z automatyczną detekcją duplikatów.

  2. Mikołaj says:

    Czytnik miałby problem z duplikatami, bo np. wiadomość wrzucana na Blipa via Flaker ma dopisek „!flaker”, podobnie Twitter dorzuca swoje. To jest do rozwiązania, ale algorytmy byłyby raczej skomplikowane.

    Porządny mechanizm filtrowania na Facebooku przydałby się, ale tak naprawdę wszystko zależy od ludzi. Jakiś czas temu Blipa można było łatwo filtrować. Teraz ponoć aplikacja jest przepisywana, w związku z czym nie mam jak tego filtrować. Ba, dość przydatna aplikacja RSS Graffiti umożliwia podpięcie Blipa bezpośrednio, co praktycznie uniemożliwia wykastrowanie duplikatów bez wywalania całej aplikacji.

  3. Mekk says:

    I tak mamy dobrze, bo jeszcze do Polski nie dotarła moda na publikowanie tego samego tekstu 8 razy, w trzygodzinnych odstępach, co na twitterze juz zaczyna funkcjonować.

    Na moje oko to w ogóle idzie w stronę nawet nie uber-czytnika z detekcją duplikatów ale wręcz narzędzi selekcji informacji, które przesiewałyby wieloźródłowy feed i próbowały wyselekcjonować rzeczy warte zwrócenia uwagi.

  4. Olgierd says:

    I to jest właśnie jedna z przyczyn, dla których najpierw zacząłem radykalnie odsiewać listę podglądanych na Twitterze, aby następnie w ogóle przestać się tam logować.

    Na Fejsbóka czasem ktoś próbuje mnie namówić, podobnie na inne takie. Bezskutecznie.

    Aha, z niecierpliwością czekam na podobne ułatwienia na Goldenlinie. Ułatwi mi to decyzję o wykreśleniu się i stamtąd.

  5. Mikołaj says:

    Mekk:
    I tak mamy dobrze, bo jeszcze do Polski nie dotarła moda na publikowanie tego samego tekstu 8 razy, w trzygodzinnych odstępach, co na twitterze juz zaczyna funkcjonować.

    Czyli kolejny automat, co oznacza że i ta „moda” do nas niedługo dojdzie. Wystarczy, że ktoś opisze „ciekawą” usługę i zaraz znajdą się jej bezmyślni użytkownicy.

    Narzędzie do selekcji informacji byłoby niezłe, gdyby nie jeden problem — musiałoby działać na wielu platformach niezależnie od siebie. Łączenie wszystkiego pod Facebookiem jest niebezpieczne oraz nierozsądne, zresztą wiele o tym pisał Marcin Jagodziński. Z kolei nie bardzo wyobrażam sobie programu, w którym funkcjonalność podpiętych do niego strumieni informacji byłaby taka sama, jak w serwisach źródłowych.

    Zresztą to narzędzie byłoby zbędne, gdyby ludzie pomyśleli chwilę przed łączeniem ze sobą różnych serwisów.

    Olgierd
    Na Fejsbóka czasem ktoś próbuje mnie namówić, podobnie na inne takie. Bezskutecznie.

    Tyle że te wszystkie serwisy same w sobie nie są złe. Problem leży w głupocie użytkowników, ślepo wierzących różnym „specjalistom” od soszyl midia. Nikt nikomu nie każe spinać wszystkiego ze sobą, a jednak to robią.

  6. YaaL says:

    [...] Jola przebiegła wzrokiem swoją home-space, swój prawdziwy dom, bliższy i bardziej swojski niż mieszkanie, pieczołowicie meblowane przez Andrzeja. Wszystko było w najlepszym porządku. Precyzyjnie skonfigurowane programy skanowały sieć przez 24 godziny na dobę, wyszukując dla Joli wszystko, co mogłoby ją zainteresować, sortując dane, indeksując je i układając w taki sposób, że jedno spojrzenie pozwalało się zorientować, co się działo podczas jej nieobecności — a po zalogowaniu ułatwiając śledzenie życia sieci na bieżąco.

    CyberJoly Drim, Nina Liedtke, nagroda im. Janusza A. Zajdla 1999

  7. Mekk says:

    Automatyczne selekcjonowanie, różnego typu analityka social media to jest moim zdaniem właśnie to, co sie będzie w najbliższych latach ciekawego działo. No, zobaczymy.

    PS Właśnie trafiłem na artykuł „Jak przesłać nasze buzzy na twittera”

  8. Yano says:

    Ja na początku upatrywałem nadziei w Buzzie, ale jak widzę, co tam się dzieje, to jedynie we mnie się buzzuje. Swoisty segregator streamów z social media mógłby właśnie Google stworzyć (ma i środki i możliwości) i tego się po Buzzie spodziewałem, ale niektórzy stwierdzili, że będzie to ich kolejny kanał słania szumu do sieci.

    Najgorsze, że osoby, które powinny dawać przykład same hołdują zasadzie „im więcej tym lepiej”. Nie wiem, czy to działanie oparów krzemu przez tyle lat siedzenia przez komputerem czy to wiek i przychodzący z wiekiem „inwentarz” tak na nich działa.

  9. Mikołaj says:

    Ech, ja złudzeń nie miałem. Blipa najlepiej czytać na Blipie, Twittera na Twitterze (ewentualnie przez TweetDecka), a i FB też na miejscu. Importowanie wpisów kastruje je z kontekstu, którego bardzo często nie da się przywrócić.
    Google musiałoby napisać Buzza tak, żeby nie tylko filtrował, ale także by dało się go rozszerzyć o wtyczki do Twittera, Blipa, Facebooka i cholera wie, czego jeszcze. Wtyczki musiałyby być napisane naprawdę dobrze, żeby system działał bez zarzutu. Jakoś sobie tego nie wyobrażam…

  10. Akurat na Facebooku Blip nie jest zły – o ile puszcza się na FB tylko wpisy niebędące częścią dyskusji, nie zawierające cytowań innych blipnięć, ani specyficznych tagów, zrozumiałych dla blipowiczów, ale dla innych niekoniecznie. W takim wypadku FB umożliwia skomentowanie – takie, które nie przepada gdzieś w czeluściach kokpitu, ale zostaje na wallu. Choć wall też ucieka w dół, więc jeśli komuś naprawdę zależy na pozostawieniu sobie opinii innych, to najlepiej wrzucić tekst do skomentowania na bloga. Kwestia priorytetów i zastanowienia się – PO CO piszę daną rzecz. Po co, dla kogo, co chcę osiągnąć. Nie mam pojęcia jaki cel ma podłączanie całego Twittera do Blipa, w sytuacji kiedy ktoś dużo pisze do innych – fakt, że do obserwujących kogoś na blipie przyjdzie tekst zaczynający się od @xx może tylko wkurwić – nie piszesz do mnie, nie piszesz do blipowiczów ogólnie, tylko do jakiejś osoby w innym serwisie. Bez sensu, nie to miejsce, nie ta treść – to jakby przynieść Lenovo do serwisu Apple (tudzież odwrotnie) i dziwić się, że nikt nie chce się nim zająć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>