Wiosna 1989 była bardzo interesująca. Rozmowy Okrągłego Stołu, ich zakończenie, piękna pogoda i wyczuwalne oczekiwanie na coś nowego. Nie bardzo wiadomo, na co, wszak nikt sobie nie zdawał sprawy z tego, co będzie. Kampania wyborcza była niezauważalna, patrząc z dzisiejszej perspektywy. Gazety Wyborczej na oczy nie widziałem, nawet nie wiem, czy docierała do Olsztyna. Pamiętam jedynie stoły rozstawione przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa (mniej kojarzącym — skrzyżowanie Kopernika i Mickiewicza). Rozdawano przy nich karteczki z instrukcją głosowania — kogo na której liście zakreślić. Żałuję, że nie wziąłem tych karteczek… a jeśli wziąłem, to że nie zachowały się do dziś…
Ojciec na wybory poszedł pierwszy i przyniósł do domu wszystkie karty do głosowania. Popatrzyliśmy na nazwiska Solidarności: Sejm obstawiła Grażyna Langowska, Józef Lubieniecki i Zenon Złakowski, Senat Erwin Kruk i Antoni Jutrzenka-Trzebiatowski. Nazwiska, poza ostatnim, pamiętam do dziś. Co ciekawe, pierwsza dwójka sprzyja dziś PiS, trzeci to LPR/Libertas, pozostała dwójka polityką się nie zajmuje. Ale nie ma sensu psucie wspomnień dzisiejszymi wydarzeniami…
Dzięki rodzinnej decyzji dostałem karty wyborcze do ręki i mogłem brać udział w wyborach. Nie tylko wrzucając głos do urny, ale po prostu wypełniając pola krzyżykami. To były moje pierwsze wybory, w których brałem czynny udział. Gdybym zdawał sobie sprawę z ważności i wyjątkowości tego faktu, może zrobiłbym jakieś fotki pamiątkowe, niczym Siwa. Niestety, fotek brak i tylko mam wspomnienia.
Po wyborach zapanował entuzjazm. Wiadomo było, że nadchodzą Zmiany. Nadal niewiele osób wiedziało, na czym mają polegać i jak to wszystko będzie wyglądać. O przystąpieniu do NATO nikt nie myślał, podobnie jak o wejściu do EWG. Ba, to chyba była ówczesna political fiction. Może to i lepiej?
Dziś żal mi trochę, że nie potrafimy w Polsce stworzyć podobnej atmosfery jedności i wspólnie pracować dla dobra kraju. W 1989 roku wydawało się, że wszystko jest możliwe. Nawet jeśli nie natychmiast, to przecież za rok czy dwa na pewno. Być może była to naiwność, ale wolałem ówczesną atmosferę od dzisiejszych przepychanek i wszechobecnej agresji.